Wlazły znów straszy rywali

- Moja zagrywka to wciąż wielka niewiadoma - mówił po środowym meczu z Zaksą Kędzierzyn-Koźle Mariusz Wlazły, atakujący PGE Skry Bełchatów. Chwilę wcześniej zakończył pięciosetowe spotkanie asem serwisowym. W sobotę poprowadził mistrzów Polski do wygranej w Częstochowie 3:0 (25:21, 25:21, 25:21).

O tym, że kapitan bełchatowskiego zespołu wraca do formy, przekonała się drużyna AZS Częstochowa. W pierwszym secie gospodarze prowadzili 21:19, gdy na zagrywkę poszedł Wlazły. I został tam do końca partii. Dwóch atomowych uderzeń rywale nie przyjęli, raz piłka wróciła na stronę Skry, a poza tym częstochowianie zmuszeni byli tylko przebijać piłkę na stronę Skry. - Grał kapitalnie - ocenił jego występ nieskory zwykle do pochlebstw Jacek Nawrocki, trener mistrzów Polski. W całym meczu popsuł aż siedem serwów. - To był wynik ryzyka, które się opłaciło - uważa Michał Winiarski, kolega Wlazłego ze Skry.

Wlazły wraca do wysokiej formy po słabym występie w mistrzostwach świata. - Czuję się coraz lepiej. Wraca mi szybkość i automatyzm w grze - mówi. Oprócz zagrywki, która wciąż jest nieregularna, świetnie spisuje się w ataku. W sobotę miał 55-procentową skuteczność, a co jest przy tym najistotniejsze, jak przystało na atakującego, punkty zdobywał w najważniejszych momentach. Nic dziwnego, że został wybrany na najlepszego zawodnika meczu. Po raz pierwszy w tym sezonie.

Niespodzianka! Kolejna porażka ZAKSY ?

Więcej o: