Hit kolejki. Lider PlusLigi zagra w Bełchatowie

Siedmiu wicemistrzów świata z Japonii i tylu mistrzostw Europy będzie można zobaczyć w środę w bełchatowskiej hali Energia. O godz. 18 mistrz Polski zmierzy się z liderem PlusLigi

PGE Skra i Zaksa Kędzierzyn-Koźle, wcześniej występująca jako Mostostal, to najbardziej utytułowane polskie drużyny w ostatnich latach. Goście to pięciokrotny mistrz kraju w latach 1998-2003. Po nich przyszła era drużyny z Bełchatowa, która sześć razy stawała na najwyższym stopniu podium.

Kędzierzynianie marzą o powrocie do lat świetności, ale na razie dwukrotnie musieli zadowolić się czwartym miejscem. W poprawie tego wyniku mają pomóc dwaj utytułowani reprezentanci Polski: Paweł Zagumny i Sebastian Świderski sprowadzeni latem. To nie koniec wzmocnień, bowiem z Jastrzębskiego Węgla przyszedł środkowy Patryk Czarnowski, zaś ze Skry libero Piotr Gacek. Nowy w kadrze jest też znany Słoweniec Tine Urnaut, ostatnio występujący w Piacenzie. A występują przecież w Zaksie dwaj mistrzowie Europy Michał Ruciak i Jakub Jarosz czy świetny ukraiński środkowy Jurij Gladyr.

Tę drużynę gwiazd, która w tych rozgrywkach straciła tylko seta, musi zatrzymać PGE Skra. Na pewno jednak bełchatowscy siatkarze nie mogą mieć kompleksów, bowiem sukcesy mają nie mniejsze, podobnie jak umiejętności.

Niestety, aktualni mistrzowie Polski nie są w najwyższej formie. Po łatwej wygranej z Fartem Kielce męczyli się z Jastrzębskim Węglem i zostali rozbici przez Resovię. Dlaczego tak się stało? Bo PGE Skra ma problemy z tymi elementami, w których w ostatnich sezonach miała przewagę nad rywalami - przede wszystkim obroną i kontratakiem.

Poza tym bełchatowianie bardzo nierówno spisują się w ataku. Tydzień temu w pojedynku z Jastrzębiem potrafili zbijać ze skutecznością 67 proc. i... 22 proc., w Rzeszowie zaś od 50 do 26 proc. Dla porównania Zaksa najgorszy wynik (37 proc.) miała w jedynej przegranej partii - z AZS-em Politechniką Warszawa.

Z pewnością wpływ na gorsze wyniki w ataku ma nierówna gra Miguela Falaski. Hiszpański rozgrywający świetne wypadł w Kielcach, bardzo słabo z Jastrzębskim Węglem i przeciętnie w Rzeszowie. Choć stara się sporo grać ze środkowymi, to w dwóch ostatnich spotkaniach na palcach jednej ręki można było policzyć ataki z tzw. pajpa, czyli ze środka drugiej linii. Przez to rywalom łatwiej jest ustawiać blok na skrzydłach. Jednak koledzy na razie nie ułatwiają Falasce życia.

Świetną okazją do przełamania się będzie spotkanie z Zaksą. W zespole z Kędzierzyna jest kilka bełchatowskich akcentów: trenerem jest Krzysztof Stelmach, który wcześniej grał w Skrze, podobnie jak Jarosz i Gacek. W przeciwną stronę przenieśli się Bartosz Kurek i Jakub Novotny.

- Siłą Zaksy jest rozkład ataku i mało błędów własnych - uważa Daniel Pliński, środkowy mistrza Polski. - Dlatego tak ważna będzie nasza zagrywka, bo jeśli Paweł Zagumny będzie miał dobrze dograną piłkę, to jest w stanie rozrzucić każdy blok.

Jacek Nawrocki twierdzi, że wciąż jest na etapie szukania optymalnej szóstki. Po trzech kolejkach wydaje się, że niepodważalne pozycje mają Falasca, Mariusz Wlazły, Bartosz Kurek i Pliński. O grę na przyjęciu zagrywki rywalizują Michał Bąkiewicz i Michał Winiarski (Stephane Antiga jest jeszcze w słabszej dyspozycji), zaś na środku Marcin Możdżonek, Karol Kłos i Radosław Wnuk. Obojętnie, kto z nich zagra, nie będzie miał kompleksów wobec zawodników Zaksy.

Dla Gazety

Konrad Piechocki

prezes PGE Skry

Jestem spokojny, bo na początku ligi forma drużyny zawsze faluje. Jestem przekonany, że w ciągu kilku tygodni wszystko się ustabilizuje. Porażka z Resovią boli, jak zresztą każda, ale na pewno w naszym klubie nie ma nerwowości. Jedyne, co mnie niepokoi, to brak możliwości trenowania praktycznie w całym sezonie. Jestem jednak przekonany, że Jacek Nawrocki sobie poradzi. Mam do niego pełne zaufanie.