PlusLiga. Ciężko pisać historię... Skra ograła Fart do zera

Liczę na jednego wygranego seta - mówił Mirosław Szczukiewicz, prezes Fartu Kielce przed debiutem w PlusLidze. Nic z tego. Fart - Skra 0:3.

Nie tylko w pierwszej partii trema (prawie pełna hala) i brak zgrania gospodarzy (w pierwszej szóstce mieli czterech nowych graczy) nie pozwoliła na wiele. Wlazły i spółka z łatwością kończyli swoje ataki (zwłaszcza ze środka), a kielczanie mieli problemy z posłaniem piłki na drugą stronę siatki nawet po serwisie (Szczerbaniuk, Jungiewicz).

Jedyny jasny moment na otwarcie to trzy obronione piłki setowe, które żywiołowo fetował najlepszy w zespole beniaminka francuski przyjmujący Fartu Xavier Kapfer. W drugiej partii i z nim mistrzowie Polski sobie radzili, więc trener Fartu Dariusz Daszkiewicz dał mu odpocząć. Michał Żuk, który go zmienił był już jedenastym zawodnikiem, z którego skorzystał szkoleniowiec gospodarzy (nie wszedł tylko Drzyzga). A było to już po dwóch wziętych czasach, przy stanie 21:13 dla grającej z dużą swobodą Skry.

W ostatnim secie historycznego debiutu kielczan (klub istnieje ledwie trzy lata!) godne odnotowania jest "historyczne", pierwsze prowadzenie w PlusLidze. Bełchatowianie puścili w pole lekką zagrywkę Roberta Szczerbaniuka. Jednak było to na 2:1. A odpowiedź gości to cztery oczka z rzędu... Cały mecz skończyli po 80 minutach.

Tak relacjonowaliśmy mecz Fart - Skra

Więcej o: