Rafał Stec: Ależ gorzki sezon Bełchatowa

Czego by nie dokonali siatkarze Skry w kolejnych meczach, zapamięta im się z tego sezonu raczej wpadki niż szósty tytuł mistrzowski

Skra Bełchatów to twór niezwyczajny nie tylko w siatkówce, lecz także w całym polskim sporcie drużynowym. W żadnej pobliskiej szatni nie zeszło się tyle wybitnych postaci, które by miały pełne prawo - ze względu na osobisty dorobek - czuć się faworytami Ligi Mistrzów. Tydzień temu bohaterowie Skry czuli się nimi. Przez pięć lat chłostali w Polsce wszystkich, by teraz wziąć jeszcze do supergrupy triumfatora Ligi Mistrzów Michała Winiarskiego, znienacka odkryć pod nosem - dzięki reprezentacji - gwiazdę jutra Bartosza Kurka, mieć siatkarzy rozentuzjazmowanych sensacyjnym zdobyciem złota mistrzostw Europy, którego przed nimi nie dorwał nikt, łącznie z legendami Huberta Wagnera.

Zamierzali bełchatowianie panować na kontynencie, a biedzą się, by utrzymać panowanie w Polsce. W serii finałowej mistrzostw kraju tylko remisują z Jastrzębskim Węglem i znaleźli się w sytuacji krańcowo niewdzięcznej. Czego by nie dokonali w kolejnych meczach, zapamięta im się z tego sezonu raczej wpadki niż szósty tytuł mistrzowski. Krajowego tytułu klubom tak fenomenalnie obsadzonym nakazuje się bronić niemal od niechcenia, a jeśli go nie bronią, to mamy hecę na 140 fajerek, aferę bezprecedensową w polskich ligach siatkarskich i niesiatkarskich, fabułę tyleż ponurą dla zwyciężonych i baśniową dla zwycięzców, co fascynującą dla kibiców i epokowo pouczającą dla ludzi naszego sportu, także tych, którzy będą budować dream teamy w przyszłości.

Odsuńmy na bok PR-owską paplaninę o klubowym wicemistrzostwie świata oraz trzecim miejscu w Lidze Mistrzów (udział w obu turniejach załatwili działacze) i zobaczmy, ile wyskakali bełchatowianie na boisku. Europejskie puchary? Wyjście z miernej grupy eliminacyjnej, dwie potencjalnie wymagające uniesień rundy przeskoczone bez gry przy stole negocjacyjnym, rozczarowanie w finałach. Liga? Już cztery porażki (następna oznaczałaby najskromniejszy bilans w minionych czterech latach) oraz pierwsza finałowa wpadka od 2007 roku, i to wpadka w meczu z rywalem wystawiającym ledwie jednego atletę - Pawła Abramowa - godnego mierzyć się na zasługi z bełchatowianami. Puchar Polski? Jedyna od 2003 roku edycja bez awansu do czołowej czwórki.

Bełchatowski mistrz wciąż potęgą jest i basta, ale przebieg wydarzeń do gorzkiej konkluzji podsumowującej sezon uprawnia nas już teraz: choć Skra zebrała grupę personalnie mocniejszą na boisku niż kiedykolwiek, to niezależnie od dalszych rozstrzygnięć przeżywa właśnie nie najlepszy, lecz - o paradoksie! - najsłabszy sezon w całej erze jej dominacji.

Remis 1:1 w finale PlusLigi. Skra wróciła do gry ?

Więcej o: