Ścisk za plecami mistrza. Nikt nie chce grać ze Skrą

Na kolejkę przed zakończeniem rundy zasadniczej drużyny robią, co mogą, by uniknąć czwartego lub piątego miejsca. Nikt nie chce trafić na Skrę Bełchatów w półfinale, bo wtedy na pewno pożegnałby się z walką o złoto

Na razie pechowe miejsce zajmuje zespół Asseco Resovii, który w ubiegłym sezonie trafił na drużynę z Bełchatowa dopiero w finale. - Skra to najlepszy zespół w lidze. Reszta drużyn, które awansują do play-off, jest w miarę wyrównana. Teraz nie ma co gdybać. Zobaczymy, co los przyniesie - mówił w niedzielę trener rzeszowian Ljubomir Travica, odpowiadając na pytanie, na kogo chciałby trafić w pierwszej rundzie play-off.

Każdy na każdego patrzy

Rzeszowianie mieli sporo szczęścia, bo pokonali za trzy punkty na wyjeździe Delektę Bydgoszcz. Jeszcze miesiąc temu taki wynik można byłoby obstawiać w ciemno, ale zbudowana przed sezonem za spore pieniądze drużyna z Bydgoszczy powoli wychodzi z dołka. W niedzielę co prawda przegrała, ale dwa pierwsze sety goście wygrali na przewagi.

- Zaprocentowało doświadczenie wyniesione z gry w europejskich pucharach - mówił przyjmujący rzeszowian Krzysztof Gierczyński.

Dla jego zespołu zwycięstwo w Łuczniczce było bardzo ważne. Pozwoliło zachować nadzieję wicemistrzom Polski na trzecie miejsce po rundzie zasadniczej, a to oznaczałoby, że na Skrę rzeszowianie ponownie wpadliby dopiero w finale.

To, czy tak się stanie, nie zależy już tylko od nich, ale także od... Delekty. Bydgoszczanie w sobotę podejmują u siebie Jastrzębski Węgiel, który po 17 kolejkach jest trzeci, wyprzedzając Asseco Resovię (w sobotę grają we własnej hali z Politechniką Warszawa) o zaledwie punkt.

Bydgoszczanie w walce z drużyną ze Śląska nie są bez szans, bo choć przegrali dwa ostatnie mecze, prezentują się o niebo lepiej niż przed miesiącem. Odejście amerykańskiego libero Richarda Lambourne'a (pokazał trenerowi Waldemarowi Wspaniałemu środkowy palec) i powrót do składu Michała Dębca pozytywnie odbiły się na grze drużyny. Zdenerwowani ostatnimi niepowodzeniami działacze popracowali na integracją zespołu, a siatkarze spotkali się z psychologiem i przez cały dzień wykonywali nakazane przez niego zadania.

- Było sporo śmiechu. Dostaliśmy np. wielką kłodę drewna i potem podzieleni na zespoły za pomocą piły i siekiery musieliśmy wystrugać z tego kołek długości 30 cm - opowiada przyjmujący Martin Sopko. Nie wiadomo, czy akurat te ćwiczenia pomogły zawodnikom, ale podczas spotkań widać już, że Delecta powoli ze zlepku indywidualności stają się drużyną, która może obudzić się w play-off.

- Cieszę się, że mamy już w sobie tę agresję. Trochę jeszcze trzeba popracować nad innymi rzeczami, ale jestem dobrej myśli - przekonuje Piotr Gruszka.

Żeby nie kombinowali jak w lidze kobiet

Na razie bydgoszczanie zajmują szóste miejsce i tak naprawdę nie powinni być zainteresowani jego opuszczeniem. Jeśli je utrzymają, a w play-off prezentować się będą świetnie, Skrę zobaczą dopiero w finale. Oby stało się to w sportowy sposób, a nie jak w PlusLidze Kobiet, gdzie od dwóch kolejek niektóre mecze drużyn zainteresowanych utrzymaniem budzą wielki niesmak.

Ostatnia kolejka będzie też bardzo ważna dla drużyn z dołu tabeli. Los Neckermann AZS Politechniki Warszawa jest już praktycznie przesądzony. Wątpliwe, by akademicy byli w stanie w Rzeszowie ograć gospodarzy. O ósemkę powalczą za to Jadar i Pamapol. Teraz większe szanse mają radomianie, ale to się może zmienić, bo podopieczni Jana Sucha w sobotę jadą do Bełchatowa. Pamapol zagra u siebie z Domexem AZS Częstochowa. Zespół ten obecnie jest piąty i może to miejsce stracić tylko w przypadku porażki w Wieluniu przy jednoczesnym zwycięstwie Delekty z Jastrzębskim Węglem.