Wydawało się, że sobotnie spotkanie wygrać może tylko Trefl i dokona tej sztuki, bez większych problemów. Wprawdzie forma gdańszczan pozostawia wiele do życzenia, ale na trzy kolejki do końca fazy zasadniczej PlusLigi zespół walczy o awans do fazy pucharowej rozgrywek. Z kolei Steam Hemarpol jest czerwoną latarnią ligi. Zanotował serię czterech porażek z rzędu, zajmuje ostatnie miejsce w tabeli i już wiadomo, że w następnym sezonie nie zobaczymy go wśród siatkarskiej elity.
Dlatego fani zasiadający na trybunach Ergo Areny, musieli przeżyć szok. Oba zespoły, dobrze radziły sobie w przyjęciu, ale siatkarze Trefa fatalnie kończyli akcje. Gospodarzy zawodziły zwłaszcza skrzydła i w efekcie pierwszego seta przegrali 21:25.
W drugim secie działy się za to prawdziwe siatkarskie cuda. Podopieczni trenera Mariusza Sordyla objęli w nim prowadzenie 21:14 i wydawało się, że doprowadzą do wyrównania rywalizacji. Ale trener Ljubomir Travica wyciągnął prawdziwego asa ze swojej talii, kiedy wprowadził Samuela Jeanlysa za Patrika Indrę. Francuz na zagrywce wykonał kapitalną robotę, a goście w tym ustawieniu zdobyli aż siedem punktów. Ulubioną ofiarą Jeanlysa został Piotr Orczyk, który parę razy został przez niego ustrzelony piłką.
Wtedy nastąpił dramat Częstochowy, bo tak świetnie grający Jeanlys podczas jednego z ataków doznał urazu. Wydawało się, że piękna pogoń za wynikiem z tego powodu nie znajdzie szczęśliwego zakończenia. Ale reszta zespołu poradziła sobie z presją i sensacyjnie wygrała drugą partię 25:22!
W pierwszej części trzeciego seta od oglądania poczynań gospodarzy aż bolały oczy. W końcu przed meczem do ósmej ZAKSY Kędzierzyn-Koźle tracili tylko dwa punkty. By myśleć o awansie do play-offów PlusLigi, musieli wygrać sobotni mecz. Zwłaszcza, że w kolejnym spotkaniu zagrają z potężną Bogdanką LUK Lublin, która broni tytułu mistrza Polski. Jednak z takim podejściem mentalnym siatkarze w żółtych koszulkach nie mieli prawa myśleć o zwycięstwie. Zespół był jednym, wielkim kłębkiem nerwów i popełniał mnóstwo błędów.
Kiedy na tablicy widniał wynik 17:11 dla gości, wydawało się, że mecz zakończy się na trzech setach. Wtedy niespodziewanie gospodarze wzięli się w garść. Lepiej późno niż wcale. Małe odkupienie w meczu zaliczał Orczyk, który w poprzednim secie nie radził sobie w przyjęciu, a teraz dokładał ważne punkty. W efekcie oglądaliśmy ciekawą końcówkę, w której lepszy 25:23 okazał się Trefl.
Na początku czwartej partii podopieczni trenera Travicy pokazali, że nie mają zamiaru się załamywać niepowodzeniem z poprzedniego seta. Sygnał do boju dał Jakub Kiedros, który pomimo zaledwie dziewiętnastu lat był liderem swojego zespołu, a w całym meczu zdobył 22 punkty. Sęk w tym, że im dalej w seta, tym bardziej górę zaczęło brać doświadczenie gdańszczan, napędzonych sukcesem. Trefl triumfował aż 25:16 i przed tie breakiem gospodarze ponownie byli w lepszej sytuacji.
Ku uciesze kibiców z Gdańska, ostatecznie faworyci nie zawiedli i decydującą część meczu wygrali 15:10. Zwycięstwo sprawiło, że w tabeli PlusLigi Trefl zrównał się punktami z ZAKSĄ i wciąż ma spore szanse na awans do czołowej ósemki. Mimo tego do postawy Trefla na boisku można mieć sporo zastrzeżeń, a gra tej drużyny budzi słuszne obawy jej fanów.