Równi i równiejsi również na trybunach. Politycy PiS złapani pomimo zakazu

Z powodu obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa, od października na trybunach polskich hal i stadionów nie mogą zasiadać kibice. Jak się po raz kolejny okazało, zakaz ten nie obowiązuje polityków. Na meczu Plusligi w Jastrzębiu-Zdroju "złapano" dwóch przedstawicieli PiS - Artura Sobonia i Adama Gawędę.

Jak informuje portal O2.pl, na meczu między Jastrzębskim Węglem a VERVĄ Warszawa kamery telewizji Polsat uchwyciły na pustych trybunach dwóch polityków PiS: wiceszefa resortu Aktywów Państwowych, Artura Sobonia i byłego wiceministra energii, Adama Gawędę.

Zobacz wideo "To nie jest łatwe, żeby wrócić po covidzie i grać mecze co trzy dni"

Jest to niezgodne z obowiązującymi regulacjami, bowiem jak przyznał cytowany przez portal dyrektor działu komunikacji Polskiej Ligi Siatkówki (organizator rozgrywek Plusligi), Kamil Składowski, na meczu mogą przebywać jedynie drużyny oraz osoby związane z organizacją danego spotkania. 

Kadr z meczu Ślepsk - ZaksaNiewiarygodna akcja z PlusLigi. Trwała prawie minutę. "Nie trzeba nic mówić, trzeba oglądać" [WIDEO]

Obaj politycy Prawa i Sprawiedliwości nie ukrywali, że obejrzeli ten emocjonujący mecz, w którym VERVA zwyciężyła 3:2, mimo że przegrała pierwsze dwa sety. Zaznaczyli jednak, że działo się to w ramach służbowej wizyty w Jastrzębskiej Spółce Węglowej na zaproszenie prezesa spółki. Artur Soboń zdążył już nawet przeprosić za swoje zachowanie na Twitterze. "Jednoznacznie. Przepraszam" - napisał.

To nie jedyny przykład stawiania się polityków ugrupowania rządzącego ponad zwykłymi obywatelami w kontekście sportowym w ostatnich dniach. Kilka dni temu ujawniono, że synowie byłej wicepremier Jadwigi Emilewicz brali udział w zgrupowaniu narciarskim pod Poroninem, mimo że nie mieli aktywnej licencji sportowej, na stokach mogli przebywać jedynie osoby uprawiające sport zawodowy lub członkowie kadry narodowej i olimpijskiej.

Marcin Chudzik, prezes Grot Budowlanych ŁódźSkandal w polskiej siatkówce. Władze robią, co chcą. Nagroda za ponad 2,5 mln złotych długu