Prezes Zaksy o decyzji PLS: Temat pierwszego meczu finałowego powinien zostać zamknięty

- Bądźmy poważni - mówi Sebastian Świderski. Prezes Zaksy Kędzierzyn-Koźle uważa, że temat pierwszego meczu Zaksa - Onico Warszawa w finale siatkarskiej PlusLigi powinien zostać już zamknięty. Onico domagało się weryfikacji wyniku i dyskwalifikacji dla Łukasza Kaczmarka, ale Polska Liga Siatkówki nie podjęła takich decyzji
Zobacz wideo

W sobotę w Kędzierzynie-Koźlu Zaksa pokonała Onico Warszawa 3:2 w pierwszym meczu finału PlusLigi toczonym do trzech zwycięstw. Przez moment zwycięzcą byli goście, gdy po ataku Nikołaja Penczewa sędzia Wojciech Maroszek przyznał Onico punkt na 15:13 w tie-breaku. Ale za chwilę zmienił decyzję, uznając, że przez nieczyste zagranie Piotra Łukasika (odbiór zagrywki Sama Deroo) punkt należy się Zaksie. Z tego powodu, a także przez zgubiony punkt dla Onico w czwartym secie, klub z Warszawy postanowił złożyć protest.

W poniedziałek szefowie Onico wydali oświadczenie, w którym napisali, czego oczekują od Polskiej Ligi Siatkówki i Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Onico domagało się weryfikacji wyniku z 3:2 na 2:3 i dyskwalifikacji dla Łukasza Kaczmarka do końca sezonu, za zachowanie atakującego Zaksy w momencie, w którym sędzia Maroszek na moment za zwycięzcę meczu uznał Onico.

Polska Liga Siatkówki postanowiła nie zmieniać wyniku, choć przyznała, że sędzia Maroszek popełnił błąd i ukarała go. Na razie kary nie dostał Kaczmarek, ale prezes PLS-u Paweł Zagumny ma nadzieję, że to się szybko zmieni.

Łukasz Jachimiak: Od soboty skupiamy się na nerwach ludzi związanych z Onico, a co w tym zamieszaniu czuje pan, prezes Zaksy?

Sebastian Świderski: Decyzję podjął sędzia, więc to on bierze za nią odpowiedzialność i jest rozliczany. Czekaliśmy na decyzje PlusLigi i na ewentualne ustosunkowanie się do nich. Ale skoro protokół mówi, że pierwszy mecz wygraliśmy, to już przygotowywaliśmy się do drugiego, bez względu na wydarzenia, które miały nastąpić przy zielonym stoliku.

Potrafi pan odłożyć na bok emocje i uznać, że zgodne z duchem fair play byłoby na przykład powtórzenie meczu?

- Czy naprawdę jest potrzeba powtarzania meczu? Wszyscy są ludźmi, wszyscy popełniają błędy. Gdyby przez nie konieczne było powtarzanie meczów, to Anglicy powinni dostać powtórkę meczu z Argentyną na piłkarskim mundialu w 1986 roku, ponieważ Diego Maradona strzelił im słynną bramkę ręką. Nie przesadzajmy, bo w końcu powtarzalibyśmy co drugi mecz. Praktycznie w każdym spotkaniu są jakieś kontrowersyjne sytuacje. Jeszcze raz mówię, że wszyscy popełniają błędy. Zawodnicy za błędy płacą przegranymi spotkaniami, a jeżeli tu popełnił błąd sędzia, to trzeba było zareagować i wyciągnąć konsekwencje.

Nie ma wątpliwości co do tego, że sędzia Wojciech Maroszek popełnił błąd, prawda?

- Mecz prowadzili ludzie, którzy są zawodowcami. Pan Maroszek jest przewodniczącym wydziału sędziowskiego, więc chyba najlepiej się zna na przepisach. Czy popełnił błąd? Intepretacje mogą być różne, możemy poszukać, posprawdzać różne mecze i podejrzewam, że jak znajdziemy 10 podobnych sytuacji, to pięć będzie ocenionych w jedną stronę, a pięć w drugą.

Ale mamy regulamin, który mówi, że pierwsze odbicie może być nieczyste, że piłka może się przetoczyć przez ręce zawodnika, odbić od jego głowy, jak to było w przypadku przyjęcia Piotra Łukasika.

- Okej, to ja w takim razie powiem inaczej: w regulaminie jest zapisane, że w pierwszym odbiciu może być kilka kontaktów z piłką, to dlaczego nie ma zapisu, że zawodnik przyjmuje piłkę i drugi raz ją odbija na przykład nogą? To by już jasno mówiło, że pierwsze odbicie może być podwójną. A co za różnica czy odbijesz jedną ręką i drugą, czy ręką i nogą?

Dyskusja o regulaminie jest potrzebna, nie jest doskonały, ale przecież trzeba się trzymać takiego, jaki jest. Zresztą, sędzia Maroszek zaraz po meczu przyznał się trenerowi Onico Stephane'owi Antidze do błędu.

- Czy ktoś to słyszał, czy tylko pan Antiga? Jak na razie nikt tego nie potwierdził. Osoby które tam stały nie słyszały takich słów sędziego. A jeżeli rzeczywiście sędzia to powiedział, to powstaje pytanie, co miał na myśli. Jeśli powiedział "pomyliłem się", to trzeba się zastanowić czy pomylił się, bo nie odgwizdał od razu błędu Łukasika, czy pomylił się, bo piłka była dobra, czy pomylił się, bo tak późno zareagował i zmienił decyzję, czy może pomylił się, że dał Kaczmarkowi tylko czerwoną kartkę, a nie żółtą i czerwoną. Tematów jest kilka. Każdemu można coś włożyć w usta, a nawet jeśli ktoś coś powiedział, to jeszcze trzeba się zastanowić nad kontekstem.

Jeśli Maroszek Antigę przeprosił, to chyba jasne jest, że uznał, że skrzywdził Onico?

- Nie, nie. Jeżeli powiedział "przepraszam", to mógł uznać, że za późno zareagował na błąd Łukasika, a błąd był.

Muszę zacytować dosłownie słowa Antigi. Maroszek miał mu powiedzieć: "Przepraszam, zje***em wam mecz". Pan podtrzymuje, że to mogło nie paść?

- Nie mam potwierdzenia, że sędzia Maroszek tak powiedział.

Jak się Pan odniesie do konkretu, czyli do oświadczenia Onico, które chciało zmiany wyniku meczu na 2:3 i dyskwalifikacji Kaczmarka do końca sezonu?

- To będzie totalna głupota, jeśli zawodnik zostanie zdyskwalifikowany. Jeżeli liga podejmie taką decyzję, to my od razu przygotujemy materiał i puścimy ileś gorszych i trudniejszych sytuacji, żeby poprosić o wyjaśnienia, dlaczego w tamtych sytuacjach nie było kar. Nie przypominam sobie, żeby wcześniej ktokolwiek był jakkolwiek ukarany za podobne okazanie emocji. Kaczmarek został ukarany czerwoną kartką, według mnie powinien dostać nawet żółtą i czerwoną kartkę i powinien zostać wyrzucony z boiska do końca meczu. Ale czy w regulaminie jest zapis, że taki zawodnik nie może później grać w kolejnym spotkaniu? Nie. Po to regulamin jest stworzony, żeby się go trzymać. Generalnie co do oświadczenia Onico, to każdy ma prawo do swoich oświadczeń. My mieliśmy pisać oświadczenie do oświadczenia? Bądźmy poważni. Oświadczenie wydalibyśmy, gdybyśmy mieli taką potrzebę po tym jak swoje stanowisko opublikowała liga. Trzeba jeszcze podkreślić, że to nie zawodnicy sprokurowali sytuację, że nie zrobiły tego drużyny. Mam ukarać Toniuttiego, że zaserwował w taki sposób na Łukasika, a Warszawa ma ukarać Łukasika, że w taki sposób przyjął? Przecież to jest parodia. Kaczmarek też nie jest winny. Chłopaka poniosło w momencie, w którym naszym zdaniem sędzia popełnił błąd i po tej decyzji przegraliśmy mecz. Zawodnicy wyzywają sędziów, wieszają się na siatce i nie ma później dla nich kar. Analizowałem tę akcję wiele razy i na pewno nie było tak, że Kaczmarek zaatakował sędziego czy jego siedzisko. On uderzył ręką z góry w dół, w taki sposób zawodnicy non stop uderzają w siatkę. On akurat stał przy słupku. Gdyby stał po drugiej stronie boiska, to przecież nie leciałby do sędziego, żeby tam się wyładować. Niestety, najszybciej, najłatwiej było się wyładować na tej otulinie słupka sędziowskiego. Za to karę poniósł od razu. I wystarczy.