Siatkówka. Roberto Santilli: Siatkówka w Polsce przeszła bardzo dużą przemianę od czasu mistrzostwa świata

- Świetnie wraca się do PlusLigi! Zawsze uważałem ten kraj za idealne miejsce do rozwoju siatkówki - mówi w rozmowie ze Sport.pl nowy trener Indypolu AZS Olsztyn, Roberto Santilli.

Roberto Santilli znany jest w Polsce dzięki współpracy z Jastrzębskim Węglem i MKS-em Będzin. W swojej karierze wiązał się również z włoskimi klubami oraz reprezentacjami narodowymi Niemiec oraz Australii. W sezonie 2017/2018 będzie szkolił siatkarzy AZS-u Olsztyn, przejmując obowiązki po Andrei Gardinim, który przeniesie się do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

Dobrze wraca się do PlusLigi?

Roberto Santilli: - Odpowiedź jest oczywista – świetnie wraca się do PlusLigi! Jestem bardzo szczęśliwy z powrotu do Polski, ponieważ zawsze uważałem ten kraj za idealne miejsce do rozwoju siatkówki. Nie chodzi mi tu wyłącznie o samą rywalizację, ale również o to, co dzieje się dookoła niej – o ludzi, którzy pracują w sporcie, media, kibiców i kluby. To wszystko sprawia, że Polska jest dla mnie wyjątkowym krajem. Cieszę się, że znalazłem tu nowy dom i miejsce, w którym mogę pracować, dając z siebie wszystko, co najlepsze.

Długo zastanawiał się pan nad przyjęciem oferty Indykpolu AZS Olsztyn?

- Już w zimie, po zakończeniu współpracy z reprezentacją Australii, dostałem kilka ofert dołączenia do niektórych klubów w czasie rozgrywek. Nie chciałem jednak podejmować się podobnego zadania w tamtym czasie – wolałem poczekać na sezon letni i wtedy na stałe związać się z nową drużyną. PlusLiga była na czele mojej listy. Po rozmowach z kilkoma zespołami zdecydowałem się na podpisanie kontraktu z AZS-em Olsztyn. Jestem przekonany, że podjąłem dobrą decyzję.

Czuje pan, że wraca do PlusLigi jako wygrany mimo że nie osiągnął zakładanego celu z reprezentacją Australii – awansu do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro?

- Czy czuję się zwycięzcą? To trudne pytanie. Dzień po ostatnim meczu z reprezentacją Australii powiedziałem moim zawodnikom, że mają za sobą naprawdę wspaniały sezon, o czym świadczy postęp, który zrobili, wytworzona atmosfera w zespole, pewność siebie i szczęście z gry, które było po nich widać w czasie meczów. Podkreśliłem, że wykonali naprawdę dobrą pracę, ale teraz muszą zastanowić się nad tym, jak zrobić kolejny krok naprzód. Żeby tego dokonać, nigdy nie mogą myśleć, że osiągnięty wynik ich satysfakcjonuje. To jest właśnie podstawą każdego kolejnego sukcesu – wynajdywanie słabości i przekuwanie ich w swoją silną stronę. Czy to, czego wspólnie dokonaliśmy, jest naszym zwycięstwem? Tak, wypracowana chęć wymagania od siebie nim jest.

Jak zmienił się pan w stosunku do czasu, kiedy dołączał do Jastrzębskiego Węgla i MKS-u Będzin?

- Przez ostatnie dziesięć lat zmieniło się bardzo dużo - pierwszy raz przyjechałem do Polski w 2007 roku. Wtedy przeniosłem się tu z moją rodziną, a teraz wracam jako dojrzały mężczyzna, który przeszedł i przepracował kilka ważnych momentów w życiu. Bardzo się zmieniłem. Jako trener powracam z międzynarodowym doświadczeniem - pracowałem z reprezentacją Niemiec i kadrą Australii. Z drugiej strony w Polsce ponownie będę działał z podobnym nastawieniem, jak dziesięć lat temu – chcę wygrywać. Jestem teraz spokojniejszy, bardziej stonowany i mam większą możliwość dostosowania się do danej sytuacji, ale niezmiennie będę walczyć o najwyższe cele.

Co chce pan zmienić w prowadzeniu polskiego zespołu, mając doświadczenie ze współpracy z Jastrzębskim Węglem i MKS-em Będzin?

- Wydaje mi się, że wiele nie zmienię, choć na pewno do nowej pracy podejdę z dużo większą wrażliwością odnośnie do tego jak żyje się w Polsce i jacy są mieszkańcy tego kraju. Kiedy przyjechałem tutaj po raz pierwszy byłem bardzo zaskoczony determinacją, którą prezentowali Polacy, ich silną wolą oraz pracą, którą przekładali na każdy trening. Nie można nie zauważyć, że siatkówka w waszym kraju przeszła bardzo dużą przemianę od czasu, kiedy reprezentacja narodowa wygrała mistrzostwo świata. Zyskaliście doświadczenie, którego wcześniej nie mieliście, co pociągnęło za sobą przekonanie, że faktycznie możecie zrealizować swoje największe marzenia i cele, które dotąd wydawały się nieosiągalne.

Gdy przyjechałem tu po raz pierwszy, spotkałem się z wieloma siatkarskimi „dziećmi”, które nie wiedziały kiedy i w jaki sposób dojść do celu. Teraz widzę dojrzałych sportowców, którzy dorośli dzięki sukcesom kadry i wierze w sukces, która przez dziesięć lat była w nich pielęgnowana. Wydaje mi się, że dzięki temu, szczególnie od strony mentalnej, moja praca z nowym zespołem będzie się różniła w stosunku do tej z poprzednich lat.

Przez ostatnie lata AZS-em zajmował się Andrea Gardini. Czy w związku z kontynuacją włoskiej myśli szkoleniowej w tym klubie będzie można dostrzec jakieś podobieństwo pomiędzy waszymi stylami pracy?

- Kiedy byłem w Australii wstawałem o 3 nad ranem, by oglądać mecze olsztynian, a później rozmawiałem na ten temat z prezesem klubu oraz osobami, które w nim pracują. Byłem niezwykle pozytywnie zaskoczony nastawieniem zawodników i rezultatami, które dzięki niemu osiągnęli. Na pewno wiele zasługi było w tym trenera Gardiniego.

Włoska myśl szkoleniowa oddziałuje na Polską siatkówkę, co widać choćby przez nazwiska, które tu pracują – De Giorgi, Anastasi, Gardini i teraz Santilli. Nie zmienia to faktu, że każdy z nas ma swój indywidualny styl prowadzenia zespołu, nawet jeśli pochodzimy z tej samej szkoły trenerskiej – inaczej kierujemy zawodników, ponieważ w odmienny sposób dorastaliśmy siatkarsko. Mój styl będzie inny od tego, który wybrał trener Gardini, ponieważ każdy do głównych celów sportowych dokłada własne, personalne. Najpierw jesteśmy ludźmi, później szkoleniowcami. Ja na pewno będę stawiał na rozwój relacji z moimi zawodnikami.

Zawodnicy z AZS-u zagrali naprawdę dobry sezon. Wydaje się, że zapewne wielu będziecie chcieli zatrzymać, choć w kilku przypadkach może być trudno.

- Od samego początku zarówno dla mnie, jak i władz klubu było jasne, że zrobimy wszystko, żeby zatrzymać taką samą grupę na kolejny sezon. Rzecz jasna wiele zależy od rynku transferowego, ale ideę mamy bardzo prostą. Przez cały sezon AZS-u widać było, że w drużynie panuje świetna atmosfera. Żeby ją zachować, trzeba najpierw postarać się o przedłużenie umów z „duszą” zespołu, czyli samymi graczami. Mówię tu szczególnie o najbardziej doświadczonych siatkarzach, czyli Danielu Plińskim oraz Pawle Woickim. Pracujemy nad tym, by podpisać nowy kontrakt z wszystkimi, choć wiemy, że nie w każdym przypadku prawdopodobnie będzie to możliwe - po tak dobrym sezonie wiele klubów zgłosiło się do zawodników z intratnymi propozycjami. Muszę jednak przyznać, że prezes AZS-u działa bardzo efektywnie i wiem, że robi wszystko, by podtrzymać skład na kolejne rozgrywki.

Budżet klubu będzie porównywalny do tego, którym AZS dysponował sezon temu?

- Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ dokładnie nie wiem, ile wcześniej wynosił. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie należymy do grona najbogatszych klubów w Polsce. Wydaje mi się jednak, że w kwestiach finansowych niewiele się zmieni, więc zatrzymanie graczy na podobnym poziomie będzie możliwe.

Do Polski na stałe przyjedzie pan dopiero w sierpniu. Nie utrudni to ogarnięcia szaleństwa transferowego, które pojawi się wraz z ostatnim meczem w sezonie 2016/2017?

- Podczas kilku spotkań z prezesem klubu narysowaliśmy linię graniczną naszych możliwości na rynku transferowym i już stworzyliśmy listę graczy, którzy nas interesują. Do grupy, która zostanie po tym sezonie, dobierzemy najlepsze alternatywy na brakujących pozycjach i postaramy się z nimi związać na kolejne miesiące. Działamy razem, choć to ja zaproponowałem graczy, z którymi chciałbym pracować, wierząc, że władze klubu zrobią wszystko, by do tej współpracy doszło.

Wspomniał pan, że w pana ocenie PlusLiga z sezonu na sezon robi się silniejsza, tymczasem po raz pierwszy od 2009 roku nie ma ona swojego przedstawiciela w Final Four Ligi Mistrzów. To o niczym nie świadczy?

- Nie, nie świadczy. Warto pamiętać, że czasami dochodzi się do ostatniego etapu rozgrywek europejskich pucharów tylko dlatego, że się je organizowało. Jeśli dzieje się to wyłącznie na drodze sportowej, to potrzeba do tego dozy szczęścia. Największym pechowcem tej edycji Ligi Mistrzów z pewnością jest ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Poza tym bądźmy realistami - jeden zły rezultat w ciągu kilku długich lat nie jest oznaką zbliżającego się trendu, który będzie towarzyszył siatkówce przez kolejne sezony. Jedyne co widać w tej dyscyplinie w Polsce to rozwój od 10 lat, więc nie patrzyłbym tak negatywnie na to, co stało się w tym roku w europejskich pucharach.

5. miejsce może uprawniać AZS Olsztyn do gry w Pucharze Challange. To dobra okazja czy niepotrzebne zamieszanie?

- Jeszcze nie zdecydowaliśmy. Bardzo dużo spraw związanych z europejskimi pucharami połączone jest z kwestiami finansowymi. Rozgrywki Challange Cup są wyjątkowo drogie, ponieważ wiążą się z długimi wyjazdami. Poza tym trzeba być z tym ostrożnym, ponieważ długie trasy skutkują mniejszą ilością czasu na trening i większym niż normalnie stresem. Zanim podejmiemy jednak jakąkolwiek decyzję, sprawdzimy każdą opcję, ponieważ pod pewnymi względami warto brać udział w takich rozgrywkach.

Wielu trenerów mówi, że zazwyczaj w karierze zdarza się jedna, ważna szansa na stworzenie czegoś wielkiego. Widzi pan ją w AZS-ie Olsztyn?

- Myślę, że życie nie daje tylko jednej szansy, ale każda nowa przygoda jest okazją do zrobienia czegoś wielkiego. Zawsze jest coś, co można poprawić, zmienić, ocenić inaczej i dzięki temu zyskać. Co więcej, wydaje mi się, że sam trud, który wkłada się w działanie na rzecz celu, już nas zmienia. Bycie profesjonalnym w pracy wymaga stawania się lepszym, nawet jeśli na finiszu nie spotkają nas laury. Sukces w siatkówce ma wiele składowych – szczęście, brak kontuzji, odpowiedni dobór graczy, atmosfera w zespole, jedność w realizacji ambicji... Profesjonalizm pozwala złożyć je w osiągnięcie celu.

Jeśli miałby pan porównać AZS Olsztyn Roberto Santilliego do jakiegokolwiek innego europejskiego klubu, to który z nich chciałby pan stworzyć w Warmii i Mazurach?

- Pamiętam wszystko to, co udało nam się zrobić z Jastrzębskim Węglem w ciągu trzech lat i wiem, od czego zaczęliśmy – od stworzenia systemu pracy i budowania relacji. To są dwa najważniejsze aspekty, którym należy na początku poświęcić czas. Myślę, że AZS Olsztyn jest na dobrej drodze, ponieważ Andrea Gardini zaczął z drużyną budowanie czegoś stabilnego i wartościowego, więc mam nadzieję, że przełoży się na podtrzymanie „team spiritu” w kolejnych sezonach. Dobrze jest też narzucić pewien styl zespołowi i starać się go potrzymać mimo że część zawodników zazwyczaj się zmienia. W Olsztynie bardziej będę chciał stworzyć Berlin Recycling Volleys niż Azimut Modenę.

Siatkówka. Piotr Gruszka: Zawodnika już w sobie "zabiłem"