Siatkówka. Micah Christenson: Paradoksalnie czuliśmy, że gramy z jednym z najlepszych zespołów na świecie

72 minut potrzebowali siatkarze Cucine Lube Civitanova, by na Podpromiu pokonać Asseco Resovię Rzeszów. - W ogóle nie spodziewałem się, że pojedynek tak się potoczy. Wydaje mi się, że zagraliśmy naprawdę dobrą siatkówkę i nie było momentu, w którym choćby na chwilę kontrola przeszła w ręce naszych przeciwników - powiedział po meczu rozgrywający włoskiej drużyny, Micah Christenson.

W 3. kolejce Ligi Mistrzów siatkarze Asseco Resovii Rzeszów ulegli na własnym parkiecie Cucine Lube Civitanova 0:3. Bardziej od wyniku Polaków martwił jednak styl porażki - dwa ostatnie sety goście wygrali 25:13 i 25:14. Liderem grupy B jest zespół z Berlina, drugie miejsce zajmuje włoska drużyna, a Resovia spadła na 3. pozycję.

Sara Kalisz: Czy wygrywając w setach 25:13 i 25:14 mecz z Resovią dało się zagrać lepiej?

Micah Christenson: - Zawsze się coś znajdzie. (śmiech) Jestem jednak bardzo dumny z tego, co nam się udało pokazać w czwartkowym meczu.

Mówiło się, że Asseco Resovia Rzeszów to zespół, który jest w stanie walczyć o pierwsze miejsce w grupie B. Czwartkowa porażka w 3. kolejce pokazała jednak co innego. Spodziewaliście się aż takiej dominacji nad rzeszowskim zespołem?

- W ogóle nie spodziewałem się, że ten pojedynek tak się potoczy. Wydaje mi się, że zagraliśmy naprawdę dobrą siatkówkę i nie było momentu, w którym choćby na chwilę kontrola nad spotkaniem przeszła w ręce naszych przeciwników. Kiedy zagrywa się w sposób, w jaki my to zrobiliśmy, bardzo trudno jest nas powstrzymać, mimo tego, że Resovia jest klasowym przeciwnikiem i potrafi prezentować siatkówkę na wysokim poziomie. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że kluczowym momentem meczu będzie jego początek, więc już od pierwszych piłek postawiliśmy na mocne zagrania z pola serwisowego i to się opłaciło, ponieważ podporządkowało nam rzeszowian.

Sposób waszego działania - wymuszenie słabszego ataku u przeciwnika - był najbardziej widoczny chyba w trzeciej partii, w której początkowo Resovia prowadziła trzema punktami. Cierpliwość opłaca się więc niezależnie od sytuacji.

- Myślę, że w tym momencie zachowaliśmy się przede wszystkim mądrze. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że dwa poprzednie mecze rzeszowian zakończyły się w tie-breaku, i że nawet przegrywając potrafią odwrócić sytuację na boisku z korzyścią dla siebie. Zachowaliśmy spokój, zaufaliśmy sobie i to wystarczyło, żeby poprowadzić resztę spotkania po naszej myśli.

Ten mecz i cała historia spotkań Resovii z włoskimi zespołami w ostatnim czasie pokazały przepaść, która dzieli ligę polską od włoskiej?

- Nawet jeśli ostatnio niewiele układa się po myśli polskich zespołów, to wciąż wydaje mi się, że był to tylko jeden mecz. Wszyscy we Włoszech zdają sobie sprawę z tego, jak silna jest wasza liga. Niezależnie od ostatecznego wyniku spotkania paradoksalnie czuliśmy, że gramy z jednym z najlepszych zespołów na świecie.

To był mecz o pierwsze miejsce w grupie B?

- Tak, wydaje mi się, że tak mogło być. Zdajemy sobie sprawę z tego, że na parkiecie musimy oddać wszystko, bo poza Resovią w naszej grupie jest jeszcze zespół Berlin Recycling Volleys, który z nami wygrał. Dodatkowo, w czwartek zwyciężyli w kolejnym spotkaniu i sytuacja w tabeli robi się coraz bardziej napięta. Nie wiemy co przyniesie przyszłość, ale jeśli będziemy grać tak, jak nam się to udało z rzeszowianami, to możemy być spokojni.

W poprzednim sezonie Lube wygrywało do Final Four Ligi Mistrzów. Powiedzieliście wtedy, że za wcześnie zaczęliście myśleć o medalach. Sytuacja się powtarza - w lidze macie tylko dwie porażki i wszystko wydaje się układać. Nauczeni doświadczeniem głowy tym razem macie chłodniejsze?

- Naszą strategią na ten sezon jest zachowanie spokoju. Tyle wygrywamy, bo trzymamy się podstaw i koncentrujemy się tylko na następnym meczu. Nie myślimy o niczym poza "tu i teraz" i jak na razie jest to strategia słuszna. Każde spotkanie jest dla nas najważniejszym w sezonie.

Tym razem nie grozi wam gubiąca nadmierna pewność siebie?

- Jest wiele czynników, które mogą wpłynąć zgubnie na zespół i nie muszą one wiązać się z konkretnym meczem. Nadmierna pewność siebie nam nie zagraża, bo wiemy, gdzie mamy jeszcze rezerwy. Jest wiele elementów naszej gry, które można "oczyścić". Jeśli tak się stanie, to wtedy będzie mogli być z siebie prawdziwie zadowoleni.

Zobacz wideo
Więcej o: