Przypomnijmy: Kurek podpisał kontrakt z Hiroszimą JT Thunders. Za sezon miał zarobić 600 tys. euro netto, co byłoby najwyższą pensją w historii polskiej siatkówki. Jednak siatkarz zrezygnował z tego kontraktu. Plotki mówiły, że to ze względu na związek z Anną Grejman, reprezentantką Polski. Oficjalna wersja mówiła jednak o problemach ze zdrowiem i "zmęczeniu skumulowanym przez wiele lat, które zaowocowało narastającym osłabieniem organizmu i wypaleniem mentalnym".
Teraz Kurek bardziej się otworzył w tej kwestii. - Nie mogłem podjąć w tym momencie innej decyzji. I myślę dokładnie o tym w ten sposób - trudna decyzja, ale jedyna dobra - powiedział o rozwiązaniu umowy, która "nie była kontraktem życia".
- Szczerze mówiąc myślałem o tym, żeby cały ten sezon odpuścić, zregenerować się i odpocząć. Ale zdałem się na porady osób, które miały już do czynienia z takimi przypadkami i które pracowały ze sportowcami mającymi podobne problemy. Uwierzyłem im i jestem zadowolony z tego, gdzie w tym momencie jako siatkarz się znajduję.
- [Radość z gry w siatkówkę] przyjdzie z czasem, na razie ciężko pracuję nad tym, by swoje ciało doprowadzić do takiego stanu, bym mógł pomóc zespołowi na boisku. Chcę po prostu wrócić do takiej formy i stanu psychicznego, jakie miałem jeszcze parę sezonów temu. Kurek jednocześnie bardzo pochwalił zachowanie japońskiego klubu, gdy dowiedział się o jego problemach.
- Nie spotkałem się z takim traktowaniem zawodnika, jak to jest w japońskich klubach. Przykłada się ogromną wagę do tego, żeby starać się zrozumieć drugiego człowieka, pomóc mu i okazać jak największy szacunek. Wszyscy w klubie, łącznie z trenerem, podeszli ze zrozumieniem do tej sytuacji, choć przecież nie była ona dla nich łatwa. Wykazali się ogromną klasę i tylko życzyć sobie, by wszystkie kluby tak traktowały zawodników, którzy znajdują się w trudnych momentach. Uważam, że podpisując kontrakt sportowiec jest zobowiązany dać od siebie absolutnie wszystko, tym bardziej tam, gdzie zawodnicy spotykają się z tak wielkim szacunkiem. Gdybym tam poleciał, byłbym nieszczęśliwy i nie byłbym w dobrej dyspozycji, więc klub też byłby niezadowolony.
Cała rozmowa na stronie "Gazety Wrocławskiej".
Piłkarze, którzy nienawidzili się jak najgorsi wrogowie, a musieli grać w jednym zespole