Siatkówka. PlusLiga plus magnes

Na największe zagraniczne gwiazdy polskich klubów nie stać, ale coraz chętniej przyjeżdżają do nas bardzo dobrzy siatkarze i trenerzy. Od piątku można będzie ich oglądać w PlusLidze.

Rozgrywki PlusLigi zaczynają się miesiąc później niż zwykle. Będą też krótsze - dla reprezentacji szefowie klubów zrezygnowali z play-off. Nie będzie ćwierć- i półfinałów, tylko walka o złoto i brąz. Więcej emocji będzie więc w części zasadniczej, bo trzecia drużyna straci szansę na mistrzostwo. Najgłośniej na zmiany narzeka Andrea Anastasi, trener Lotosu Trefla Gdańsk, rewelacji poprzednich rozgrywek. Jego zdaniem to premiuje najsilniejszych, czyli mistrza Polski Asseco Resovię i PGE Skrę Bełchatów.

Drużyna z Gdańska dobiła się aż do finału. W dominującej w PlusLidze wielkiej czwórce zastąpiła Zaksę Kędzierzyn-Koźle. I powinna pozostać w tym elitarnym gronie, bo zatrzymała najważniejszych zawodników. Również w tym sezonie powinny się liczyć cztery kluby, choć inne niż przed rokiem. Kłopoty finansowe spowodowały, że Jastrzębski Węgiel musiał się pozbyć większości kluczowych zawodników. Z gwiazd pozostał tylko rozgrywający Michal Masny, którego będą wspomagać młodzi i mniej znani gracze. Miejsce jastrzębian w elicie powinna zająć Zaksa, która zrobiła najwięcej transferów, i do tego były one najbardziej spektakularne. W Kędzierzynie zagrają mistrzowie świata Rafał Buszek i Dawid Konarski oraz dwaj mistrzowie Europy i zwycięzcy Ligi Światowej Benjamin Toniutti i Kevin Tillie. Poprowadzi ich znany włoski trener Ferdinando de Giorgi. Wraca do Polski Ra l Lozano. Poprowadzi Cerrad Czarnych Radom.

Powrót Kurka

Najgłośniejszy był jednak powrót do Polski Bartosza Kurka, który po występach w Dynamie Moskwa i Maceracie będzie grać w Asseco Resovii. Do kraju wrócił Marcin Możdżonek, kolejny mistrz świata, który będzie zawodnikiem Cuprum Lubin. Dziś za granicą jest tylko jeden złoty medalista: Michał Kubiak (Halkbank Ankara).

Jeszcze kilka lat temu z krajów siatkarskiej czołówki do PlusLigi przychodzili zawodnicy mający już za sobą szczyt kariery. Teraz jest inaczej. - Przy podobnych budżetach utrzymujemy, a nawet podnosimy poziom sportowy - uważa Bartosz Górski, prezes Asseco Resovii. - Konsekwentnie budowane marki polskich drużyn, o czym świadczy ubiegłoroczny Final Four Ligi Mistrzów, w którym Polska miała dwóch przedstawicieli, przekonują dobrych siatkarzy do gry u nas. Ważne są też: wypłacalność klubów, doskonała opieka medyczna, wiedza trenerów. Dzięki nim najlepsi poważnie rozpatrują nasze oferty - dodaje.

Renoma ligi

Być może renoma ligi spowodowała, że bardzo bogaty Biełgorod zatrudnił Andrzeja Zahorskiego, trenera przygotowywania fizycznego Rzeszowa. Jeszcze kilka lat temu Rosjanie nawet nie patrzyli w naszym kierunki. Sięgali po Włochów, Amerykanów, Brazylijczyków. Razem z Zahorskim odszedł Marko Ivović, odkrycie sezonu. Jego miejsce ma zająć młody Amerykanin Thomas Jaeschke, triumfator Pucharu Świata.

Trenerzy, prezesi i menedżerowie podkreślają, że duże znaczenie przy transferach mają pełne trybuny PlusLigi - rzecz wyjątkowa w Europie.

- Mamy sukcesy reprezentacji, tłumy kibiców na trybunach, dobrą organizację i stabilność finansową. Gdy to wszystko zbierzemy, nie można się dziwić, że jesteśmy atrakcyjni - uważa Michał Bąkiewicz, medalista mistrzostw świata i Europy, dziś trener AZS Częstochowa.

Przykład Ivovicia pokazuje jednak, że pod względem zamożności PlusLiga wciąż odbiega od rosyjskiej i włoskiej, zwłaszcza od ich najlepszych klubów. Nawet najzamożniejszych w Polsce nie stać na siatkarzy klasy Wilfredo Leóna, Roberlandy Simóna i Osmany Juantoreny. Ich zarobki znacznie przekraczają pół miliona euro, u nas połowa tej sumy jest już bardzo wysokim kontraktem.

W pierwszej kolejce, która rozpocznie się w piątek, faworyci zagrają ze słabszymi rywalami. Tyle tylko że większość kluczowych graczy jest bardzo zmęczona po sezonie reprezentacyjnym. Fachowcy spodziewają się częstszych niespodzianek niż w poprzednich latach.

Więcej o: