PlusLiga siatkarzy Wrócił wielki Wlazły

Kto ma Wlazłego, ma mistrzostwo - tak przez lata mówiono w PlusLidze. Powiedzenie znów staje się aktualne. PGE Skra Bełchatów jest o krok od powrotu na szczyt, kapitan gra wspaniale.

Po dwóch spotkaniach finałowych PGE Skra Bełchatów prowadzi z Asseco Resovią Rzeszów 2:0. Do pełni szczęścia brakuje jej jednej wygranej, a dwa kolejne spotkania zostaną rozegrane w jej hali. Przewagę wypracowała sobie w takim stylu, że praktycznie wszyscy eksperci uważają, iż sprawa tytułu jest już przesądzona.

- Rywalizacja skończy się w Bełchatowie - twierdzi Marcin Możdżonek, środkowy Zaksy Kędzierzyn-Koźle. Damian Wojtaszek, libero Jastrzębskiego Węgla, uważa, że bełchatowianie są obecnie nieosiągalni dla Resovii. - Finał już do Rzeszowa nie wróci - dodaje reprezentant Polski.

Podstawą do takich opinii jest forma siedmiokrotnego mistrza Polski. Gdyby nie przestój w premierowym secie pierwszego meczu, kiedy PGE Skra, prowadząc 24:20, dała się dogonić i przegrała, potem ukołysana falą łatwych dwóch setów przespała czwarty, prawdopodobnie oba spotkania zakończyłyby się wynikami po 3:0. W drugim pojedynku przewaga pretendenta była już miażdżąca. W drugiej i trzeciej partii Asseco Resovia zdobyła odpowiednio 17 i 15 pkt. - Nie mieliśmy żadnych argumentów, żeby się przeciwstawić Skrze - mówił "Gazecie Wyborczej" w Rzeszowie Andrzej Kowal. A rozgrywający Fabian Drzyzga skwitował krótko: - Zbili nas.

Najostrożniejsi w typowaniu są w Bełchatowie. Drugi trener Fabio Storti twierdzi, że faworytem wciąż jest Asseco Resovia. - I tak będzie do ostatniej piłki w ostatnim meczu. To przecież aktualny mistrz Polski. Cały czas powtarzamy to naszym zawodnikom - przypomina Włoch. - Jeszcze niczego nie wygraliśmy - podkreślają Karol Kłos i Nicolas Uriarte. A prezes klubu Konrad Piechocki dodaje: - Jeśli uwierzymy, że już mamy mistrzostwo, to na pewno go nie zdobędziemy.

Udział PGE Skry w finale nie jest zaskoczeniem, bo gra w nim od dziesięciu lat. Z jednym wyjątkiem - w ubiegłym sezonie przegrała w ćwierćfinale właśnie z Asseco Resovią i nie zdobyła medalu. Konsekwencją ubiegłorocznej porażki była rewolucja w drużynie. Zmienili się trenerzy, a w składzie pozostało tylko trzech siatkarzy. Ryzyko się opłaciło, bo w najważniejszym momencie zespół pokazuje wielką siłę. W półfinale nie dał szans Jastrzębskiemu Węglowi, tracąc tylko dwa sety w pierwszym spotkaniu. To jest właśnie niespodzianka - moc, z jaką drużyna gromi kolejnych przeciwników.

- W najważniejszym momencie sezonu gra im się poukładała - mówi Wojtaszek. Zdaniem Możdżonka przewaga bełchatowian to przede wszystkim zasługa rewelacyjnego rozgrywającego Nicolasa Uriarte. 24-letni Argentyńczyk gra tak szybko i nieprzewidywalnie, że przeciwnicy nie nadążają z ustawianiem bloku. W Rzeszowie gospodarze zdobyli blokiem 12 punktów, podczas gdy PGE Skra aż 27. - Poza tym Uriarte ma obok siebie dwie maszynki do zdobywania punktów: Wlazłego i Contego - dodaje Możdżonek.

Finał to popis Mariusza Wlazłego, dwukrotnie wybieranego na najlepszego siatkarza meczów w Rzeszowie. W drugim osiągnął 69-procentową skuteczność w ataku. To wynik znakomity, bo na tej pozycji 50 proc. jest bardzo dobrym rezultatem. Kapitan PGE Skry jest w życiowej formie. - Nie pamiętam go grającego z taką agresją i werwą - mówi Maciej Dobrowolski z Indykpolu AZS Olsztyn, który tak jak Wlazły ma na koncie siedem mistrzostw Polski (pięć ze Skrą i dwa z Resovią). Nawet w Bełchatowie nie mogą przypomnieć sobie kapitana drużyny z taką regularnością serwującego z prędkością ponad 120 km/godz. A porzekadło siatkarskie mówi, że kto zagrywa, ten wygrywa... - Mariusz wiele nad tym pracuje i są efekty - opowiada Storti.

Wlazłemu sekunduje Facundo Conte, o którym w jego ojczyźnie mówi się siatkarski Messi. Argentyńczyk przez pół sezonu się leczył, ale wrócił do formy na najważniejsze spotkania.

Asekuracja siatkarzy i trenerów PGE Skry ma swoje podstawy w półfinale. Wtedy również Asseco Resovia przegrała w swojej hali z Zaksą 0:2, lecz potrafiła się podnieść. Czy cud się powtórzy? - Już wcześniej mówiłem, że jeśli Resovia nie wygra dwa razy u siebie, to straci tytuł - podkreśla Dobrowolski.

Trener Kowal nie chce mówić o szansach na odrobienie strat i drugim cudzie, ale o skupieniu się na najbliższym spotkaniu. - Nie mamy już żadnej presji - mówi.

Ostatni raz finał PlusLigi skończył się po trzech meczach pięć lat temu. Wtedy także PGE Skra ograła Asseco Resovię. Gdyby tak się stało, podwójne powody do radości miałby Stephane Antiga. Selekcjoner reprezentacji Polski zakończyłby karierę ze złotym medalem, a dziewięciu kadrowiczów (pięciu z Rzeszowa i czterech z Bełchatowa) miałoby o tydzień dłuższy odpoczynek. Bo już 4 maja rozpoczynają się przygotowania do rozpoczynających się 16 maja kwalifikacji do mistrzostw Europy.

Na niedzielny mecz biletów już nie ma, a w PGE Skrze mówią, że gdyby hala była dwa razy większa (mieści 2,8 tys. osób), to też wypełniłaby się do ostatniego miejsca. Jeśli wygrają goście, to kolejny pojedynek rozpocznie się w poniedziałek o godz. 20. Przy remisie 1 maja drużyny wrócą do Rzeszowa.

W meczach o trzecie miejsce, gwarantujące występy w Lidze Mistrzów, Jastrzębski Węgiel po spotkaniach u siebie prowadzi z Zaksą 2:0.

Transmisja trzeciego meczu finałowego w Polsacie Sport o godz. 14.45.