PlusLiga. Jeszcze nie koniec wielkiej Skry

- Jesteśmy jak piłkarska Legia. Albo się nas kocha, albo nienawidzi - mówi szef PGE Skry Bełchatów. Skrę też się bije. A ona oddaje. Po dwóch porażkach z Resovią w play-off Plus Ligi w niedzielę byli siatkarscy mocarze przegrywali 0:2, zwyciężyli 3:2. Czwarty mecz w poniedziałek. Relacja Na Żywo na Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE od godziny 18.
PGE Skra - Resovia 3:2
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Wyborcza.pl

Od 2005 roku PGE Skra siedmiokrotnie zdobywała mistrzostwo Polski. Rok temu straciła złoto, a w tym sezonie może zostać bez żadnego medalu. Słowa Konrada Piechockiego, prezesa bełchatowskiego klubu, mówią, dlaczego ostatnie niepowodzenia drużyny wywołują tak duże emocje.

Rok temu Skra została w finale zatrzymana przez Resovię z Georgiem Grozerem, który przyćmił Bartosza Kurka, Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego. Prawdziwe problemy już trwały, choć były trzymane w tajemnicy. Poprzedni prezes Polskiej Grupy Energetycznej postanowił bowiem obciąć kontrakty wszystkim sponsorowanym klubom o 20 proc.

Dlatego gdy inni się wzmacniali, Skra traciła swoje gwiazdy, żeby ratować budżet. Sprzedała do Zaksy Kędzierzyn-Koźle Marcina Możdżonka, nie przedłużyła kontraktu z Miguelem Falascą. Odszedł też Kurek, ale jego nie można była zatrzymać tak czy siak, bo Dynamo Moskwa zaoferowało mu bajeczny kontrakt - 1,5 mln euro za dwa lata gry. Gdyby Kurek chciał tyle zarobić w Polsce, musiałby grać przez siedem lat. Udało się zatrzymać Winiarskiego, też kuszonego przez Rosjan.

Falascę miał zastąpić świetny Argentyńczyk Luciano De Cecco, lecz wolał Piacenzę niż Bełchatów. Na Brazylijczyka Marcelo, na jego rodaka Sandro Skry nie było stać. Jeszcze niedawno coś takiego się nie zdarzało, przez lata Skra brała, kogo chciała. Teraz pod bokiem wyrosły Zaksa, Resovia, Jastrzębski Węgiel, wszystkie z zamożnymi sponsorami, sprowadzające najlepszych Polaków, reprezentantów Włoch, USA, Niemiec.

W nowej sytuacji Skra nie potrafiła się znaleźć. Nowe transfery okazały się niewypałami. Największą zaletą Słoweńca Dejana Vincicia była cena, Kubańczyk Yosleyder Cala okazał się niesfornym sztubakiem. Brązowy medalista z Londynu Dante Boninfante przez niemal całą swoją karierę był rezerwowym. Nic dziwnego, że przegrał rywalizację z Pawłem Woickim, zmiennikiem Falaski. Atakujący Maciej Muzaj jest na razie siatkarskim młodzikiem.

Jednak wciąż Skra ma siatkarzy nietuzinkowych: Winiarskiego, Wlazłego, Daniela Plińskiego, Karola Kłosa, Wytze Kooistrę, Pawła Zatorskiego. Liderem drużyny został zaledwie 21-letni atakujący Aleksandar Atanasijević, zwany "cudownym dzieckiem" europejskiej siatkówki (wczoraj Atanasijević został wybrany na najlepszego siatkarza meczu). Skra w klubowych mistrzostwach świata dwukrotnie pokonała Zenita Kazań, zwycięzcę Ligi Mistrzów, wygrywała w europejskich pucharach, zdobyła Superpuchar Polski, bijąc Resovię.

Ale w pewnym momencie nastąpiło pęknięcie, które odkryło słabości drużyny.

Kiedy 14 grudnia Skra pokonała w Olsztynie Indykpol AZS, w tabeli PlusLigi zajmowała drugie miejsce z taką samą liczbą punktów jak prowadząca Zaksa. Dwa dni później w meczu pokazowym poważnego urazu kręgosłupa doznał Winiarski. A że nie mógł już wtedy grać kontuzjowany Atanasijević, kontuzje mocno odbiły się na grze Skry. A to jeszcze nie był koniec - gdy jeden zawodnik zdrowiał, wypadał następny. Na komplet na treningu Jacek Nawrocki musiał czekać aż do początku lutego. Drużyna przegrywała, odpadła z Ligi Mistrzów i Pucharu Polski, spadała w tabeli Plus Ligi. Stąd powtórka ubiegłorocznego finału już w ćwierćfinale.

Czy nieuchronnie zbliża się koniec wielkiej Skry? PGE deklaruje, że przedłuży umowę z klubem na warunkach takich jak obecnie. W Bełchatowie wymyślono więc, żeby szukać młodych i ich szkolić. Tak jak kiedyś odkryto Wlazłego, później Michała Bąkiewicza, Michała Ruciaka (teraz Zaksa), Kurka. Podobną drogą mają iść Muzaj, Atanasijević czy wypożyczeni do Częstochowy 20-letni reprezentant Serbii Srecko Lisinac i czołowi polscy juniorzy: Marcin Janusz i Kacper Piechocki. Frekwencja w halach rywali dowodzi, że kibice wciąż uważają Skrę za porządną firmę. Ale dominacja sprzed kilku lat wygląda dziś na wydarzenia sprzed epoki lodowcowej.

Więcej o: