PlusLiga. Niespodzianka w Bełchatowie. Warszawiacy postraszyli lidera

- Mam satysfakcję, że zespół z Bełchatowa musiał wytoczyć największe działa, by z nami wygrać - mówił po meczu z PGE Skrą Radosław Panas, trener AZS Politechniki Warszawa. Jego podopieczni niespodziewanie zabrali punkt liderowi

Mało jest drużyn w PlusLidze, które w ostatnich latach napsuły PGE Skrze tyle krwi co AZS Politechnika. W poprzednim sezonie zespół ze stolicy wygrał we własnej hali z późniejszym mistrzem Polski 3:2. Teraz trener Radosław Panas ma mocno odmienioną drużynę (brakuje w niej m.in. Michała Kubiaka i Zbigniewa Bartmana), a po raz drugi zabrał faworytowi punkt, wygrywając z nim dwa sety. To naprawdę wielki wyczyn, z powodu lekkich urazów nie mogli bowiem zagrać dwaj podstawowi gracze AZS - rozgrywający Patrick Steuerwald i libero Damian Wojtaszek.

Zastępujący ich Maciej Gorzkiewicz, a zwłaszcza Maciej Olenderek spisali się świetnie. Ten pierwszy nie popełniał większych błędów, ale tak jak jego koledzy kapitalnie serwował. 19-letniego libero nie ma nawet w bazie PlusLigi, dlatego jego dokonań nie można znaleźć w oficjalnych statystykach. Szkoda, bo spisał się kapitalnie. Bez większych problemów radził sobie z zagrywkami bełchatowian, w obronie zaś dobiegał do wszystkich piłek. - Idzie na MVP - mówił z podziwem w czwartym secie Daniel Pliński, środkowy PGE Skry, który tym razem nie znalazł się w kadrze na mecz.

Choć przed rozpoczęciem spotkania trener Jacek Nawrocki ostrzegał przed tradycyjnie już niewygodnym przeciwnikiem, to zaczął grę w całkowicie rezerwowym składzie. Szybko musiał jednak sięgnąć po swoich asów - Bartosza Kurka, Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego i Miguela Falascę, bo warszawianie błyskawicznie osiągnęli sporą przewagę. Co najciekawsze, po zmianach niewiele się zmieniło. A przyczyną była świetna zagrywka zawodników AZS PW. Praktycznie wszyscy serwowali bardzo mocno, sprawiając wielkie problemy nawet takim specjalistom, jak Winiarski, Michał Bąkiewicz czy Paweł Zatorski.

- Najbardziej cieszę się z tego, że Politechnika bardzo mocno zagrywała. Dzięki temu nasi przyjmujący mieli fajny sprawdzian - komentował Nawrocki. Bo w tym sezonie jego drużyna rzadko miała okazję trafić na takiego rywala, nawet w pojedynkach z najgroźniejszymi przeciwnikami. Dlatego szkoleniowiec zostawił na boisku swoich podstawowych graczy, choć - jak przyznał - planował zmiany. Siatkarze AZS pomylili się przy serwach tylko 15-krotnie (PGE Skra - aż 23 razy), bezpośrednio zdobyli pięć punktów, a wielokrotnie gospodarze nie byli w stanie zaatakować. Co najważniejsze, równie mocno uderzali piłkę na początku seta jak w końcówkach. W tie-breaku goście przegrywali 11:14, ale doszli na jeden punkt. Ostatnią piłkę bełchatowianom udało się przyjąć, ale Falasca mógł tylko wystawić wysoko do Kurka. Ten jednak w podobnych sytuacjach rzadko popełnia błędy i skończył spotkanie atomowym zbiciem.

Kapitan AZS Marcin Nowak stwierdził, że z powodu cięcia kosztów w klubie jego drużyna przyjechała do Bełchatowa w dniu meczu, co w siatkówce jest niespotykane. - Zdobyliśmy punkt, co jest niespodzianką. Może teraz będziemy mieć trochę więcej szczęścia w dziedzinach pozasportowych - dodał.

Więcej o: