Puchar CEV. Włosi pewni swojej siły, ale "złotego seta" się boją

Nie o wynik meczu, ale "złotego seta" martwi się Sisley Treviso przed rewanżowym spotkaniem z ZAKSĄ w finale Pucharu CEV. Jednak faworytem spotkania w Kędzierzynie są gospodarze, którzy w pierwszym meczu pokonali dziewięciokrotnych mistrzów Włoch 3:2.

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas ?

- Jeśli chcesz wygrać Puchar, musisz być w stanie wygrać spotkanie na wyjeździe - powiedział przed finałem Pucharu CEV trener Sisleya Treviso Roberto Piazza. - Nawet jeśli gramy przed publicznością rywala, gorącą i bardzo liczną, nie jesteśmy na przegranej pozycji.

W pierwszym meczu w środę polski zespół wygrał 3:2, choć cały czas musiał gonić wynik. Przegrywał 0:1, potem 1:2, ale w tie-breaku pewnie pokonał rywala do 11.

- W Belluno oddaliśmy ZAKSIE za wiele punktów, ale jestem przekonany, że jeśli unikniemy własnych błędów i przestojów w końcówkach, możemy obrócić stan tej rywalizacji - mówił szkoleniowiec, przekonany o możliwościach czwartego zespołu Serie A. - Bardziej skomplikowane będzie zwycięstwo w złotym secie, na który wpływ będzie miała cała atmosfera w hali. Ale będziemy walczyć do końca i jesteśmy przekonani o naszej sile.

Obawy trenera są uzasadnione. "Złoty set" pogrążył już wiele zespołów, które wygrywały rewanże na terenie rywala. Tak było nie tylko ze Skrą Bełchatów, ale także z mistrzem Włoch. Lannutti Cuneo nie pojedzie na Final Four Ligi Mistrzów po porażce w złotym siecie z Dynamo Moskwa.

- W Polsce chcę, żeby moi zawodnicy umieli zareagować na to, co stało się kilka dni wcześniej w Belluno. Chcę, żeby się zrehabilitowali. Nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte - zaznaczył Włoch.

- To nie koniec - dodał atakujący Sisleya i reprezentant Italii Alessandro Fei. - Mieliśmy u siebie szanse, żeby wygrać to spotkanie, ale ich nie wykorzystaliśmy. Różnica między obiema drużynami jest bardzo niewielka i musimy to udowodnić.

Początek decydującego meczu o 16.30.

"Przed własną publicznością powinno być łatwiej" - zapowiada Świderski ?

Więcej o: