JW podbił Europę. W sobotę gra o utrzymanie w PlusLidze

Po historycznym awansie do turnieju finałowego Ligi Mistrzów siatkarze Jastrzębskiego Węgla długo nie mogli uwierzyć, czego dokonali. W krajowych rozgrywkach walczą zaledwie o utrzymanie, ale nie przeszkodziło im to znaleźć się w europejskiej elicie

- Dokonaliśmy niemożliwego. Myślę, że nie było kogokolwiek, kto by się tego spodziewał. Zakładaliśmy wyjście z grupy w Lidze Mistrzów, ale żeby finał...Niebywałe - przyznaje Paweł Rusek, libero jastrzębskiego zespołu. Zespół Lorenzo Bernardiego miał ogromne szczęście w losowaniu rundy play off, gdzie ominął siatkarskich tuzów z Rosji oraz Włoch. - To prawda, ale sztuką było to wykorzystać - zaznacza Rusek, który na wspomnienie o wtorkowym meczu tylko się uśmiecha.

Kiedy jastrzębski zespół został w półtorej godziny zmieciony z parkietu przez rywali, nie było racjonalnych przesłanek do tego, że uda się wygrać tzw. złotego seta. Niewielką nadzieję dawał set wcześniejszy, wprawdzie przegrany, ale pozwalający jastrzębianom złapać oddech. A - zdawało się - naładowany energią przeciwnik w kluczowym momencie pękł psychicznie. - Formuła złotego seta nie jest zbyt mądrym rozwiązaniem, ale okazała się naszym sprzymierzeńcem - uznał Mitja Gasparini. Wcześniej dzięki wygranej w dodatkowym secie jastrzębianie odprawili niemieckie Generali Unterhaching. W obu tych starciach kluczową rolę odegrał właśnie słoweński atakujący. - Liga Mistrzów pozwoliła nam naprawić tę katastrofę, która stała się naszym udziałem w PlusLidze. Tym awansem już ocaliliśmy cały sezon - dodaje Gasparini.

- Pewnie niejedna osoba napisze na ten temat pracę magisterską albo doktorancką. Dla nas ten awans był marzeniem, a dla Belgów to była obsesja. Mimo tego, że wygraliśmy pierwszy mecz u siebie, jechaliśmy tutaj, wiedząc, co nas czeka. Noliko u siebie przecież nie przegrało, a dało radę takiej potędze jak Cuneo - przypomina Rusek.

Szkoleniowiec JW. pękał z dumy. - Drużyna upodobniła się do mnie. Pokazała wielki charakter. Po raz pierwszy widziałem radość w oczach moich zawodników. To największy sukces w mojej karierze - stwierdził najwybitniejszy siatkarz minionego stulecia, który jest dopiero na początku trenerskiej drogi.

W sobotę jastrzębian czeka powrót do ligowej szarzyzny i walka w meczach play out z Pamapolem Wieluń o utrzymanie w ekstraklasie. Czy nasi siatkarze biorą w ogóle pod uwagę, że mogą opuścić szeregi elity? - Odpukać! Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie. Ale rzeczywiście: jesteśmy strasznie nieprzewidywalną drużyną - potrafimy z każdym wygrać, ale i też z każdym przegrać. To mistrzostwo świata! - mówi Rusek.

Czego są w stanie dokonać w turnieju finałowym w Bolzano? - Pojedziemy tam jako drużyna znikąd, z którą nikt się nie będzie liczył. Ale cuda w naszym wykonaniu się zdarzają. I w tym szaleństwie jest metoda. Fajnie byłoby spotkać się w półfinale ze Skrą - uważa libero JW. - Nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Jeśli mielibyśmy jechać do Włoch jak na skazanie, to może lepiej zostać w domu i potrenować - kończy Gasparini.