PGE Skra nie zagra w Final Four. Zdecydował złoty set

Gdyby w europejskiej siatkówce obowiązywały normalne zasady, siatkarze PGE Skry Bełchatów już przygotowywaliby się do występu w Final Four Ligi Mistrzów. Co z tego, że odrobili straty z Łodzi, skoro ?złotego seta? wygrał Zenit Kazań i to on gra dalej

Poziom rewanżowego spotkania najlepiej oddają słowa Władymira Alekny, trenera mistrz Rosji. - To powinien być finał Ligi Mistrzów. Poziom meczu był niesamowicie wysoki. Mieliśmy więcej szczęścia - powiedział "Gazecie". Widać było jednak, że ten mecz kosztował go dużo zdrowia, przybyło mu chyba kilka lat.

W tym samym czasie Jacek Nawrocki chodził ze spuszczoną głową. Szczęście było bardzo blisko. Jego drużyna w dwumeczu była lepsza od Zenita Kazań, wygrywając w setach 5:4. - Wtedy my bylibyśmy w Final Four, a Jastrzębie nie [awansowało dzień wcześniej dzięki wygraniu "złotego seta" - przyp. red.] - kwaśno zauważył.

Apele dziennikarzy do siatkarskich władz Tatarstanu przyniosły skutek - nowa hala Sankt Peterburg po raz pierwszy w swojej trzymiesięcznej historii się zapełniła. Widać jednak było, że nie była to spontaniczna reakcja kibiców, ale zorganizowana akcja. Po prostu przywieziono grupy ze szkół i uczelni. Inna sprawa, że za oglądanie Zenita nie trzeba płacić, a można wygrać nagrody. O tym, że była to w większości przypadkowa publiczność, przekonaliśmy się po zakończeniu normalnego spotkania. Większość ludzi po prostu wyszła z hali!

Ofiarą frekwencji padła też bełchatowska ekipa, bowiem z powodu korka (do hali prowadzi jedna wąska ulica, na dodatek ograniczona zaspami śniegu) dotarła na mecz pół godziny później, niż miała w planie. Sytuacja była naprawdę trudna, bo zamiast półgodzinnych przygotowań do rozgrzewki (wcieranie specjalnych maści czy zastrzyk dla jednego z siatkarzy) został niespełna kwadrans.

Wszystko skończyło się szczęśliwie, podobnie jak z występem Miguela Falaski. To właśnie Hiszpan dostał zastrzyk znieczulający w złamanego palca. - Działa przez dwie godziny, a później na 50 proc. - tłumaczył Tomasz Kuciapiński, fizjoterapeuta PGE Skry. Choć mecz trwał dłużej, Falasca dotrwał do końca.

Już podczas wtorkowego treningu widać było, jak wygrana w Łodzi zmobilizowała mistrzów Rosji. Serwowali tak, że piłki były bliskie pęknięcia. I trafiali. Podobnie podczas rozgrzewki. Bełchatowianie zaś zachowywali spokój. Ich trener zapowiadał, że w znacznie lepszej formie niż tydzień wcześniej jest Michał Winiarski. A przyjęcie zagrywki to klucz w grze z Zenitem. W pierwszym secie pomylił się tylko Stephane Antiga, i to przy lekkim serwie. To jednak spowodowało mały przestój i z wyniku 21:18 zrobił się remis.

Wcześniej jednak oglądaliśmy siatkówkę na niesamowitym poziomie, z silnymi atakami, obronami i blokiem. W tym ostatnim lepsza była PGE Skra, która wygrała 4:1. Zaczął Marcin Możdżonek, zatrzymując Nikołaja Apalikowa, później m.in. Winiarski w pojedynku jeden na jednego zablokował Williama Priddy'ego. Przede wszystkim jednak polska drużyna lepiej broniła, a kontry to już domena Mariusza Wlazłego.

Okazało się, że przyciśnięci gospodarze też popełniają błędy, jak Maksim Michajłow przy wyniku 23:21 dla PGE Skry. Za chwilę po zbiciu Możdżonka mistrzowie Polski cieszyli się z prowadzenia. Zostały więc jeszcze trzy sety do wygrania...

Ale władze Zenita nie po to wydały równowartość 10 mln euro na budowę drużyny (w siatkówce to budżet kosmiczny), żeby zebrać siatkarzy, którzy się poddadzą. Przed sezonem pozbyli się mistrza olimpijskiego Claytona Stanleya, zastępując go Michajłowem. Młody atakujący dysponuje niesamowitą zagrywką. Może nie tak trudną do przyjęcia jak Wlazły, ale bardzo silną i przede wszystkim regularną. To on zaczął, jak to mówią siatkarze, kopać na początku drugiej partii, dając sygnał kolegom. Po serwach Siergieja Tietiuchina czy Lloyda Balla zespół z Kazania powiększał przewagę. W końcu Nawrocki zdecydował się na wpuszczenie na boisko rezerwowych, którzy jednak seta nie uratowali, choć postraszyli przeciwników.

Nie da się jednak grać jak równy z równym z rywalem klasy Zenita, gdy nie wszyscy w zespole prezentują co najmniej 90 proc. swoich umiejętności. W PGE Skrze po pierwszej partii niektórym siatkarzom zdarzały się, niestety, przestoje. Na przykład Bartosz Kurek w Łodzi przyjmował świetnie, a tydzień później stał się celem dla rywali - i to łatwym do ustrzelenia. Zdecydowanie więcej, niż pokazał w Kazaniu, potrafi też w ataku. Także Paweł Zatorski - ostrzeliwany z wielką siłą - miał duże problemy. Tym bardziej że musiał pomagać Kurkowi. Najbardziej denerwujące były jednak proste błędy, jak brak asekuracji czy porozumienia.

Wracając do Kurka, być może przyczyną jego niepewności w ataku była mała liczba piłek, jaką dostawał od Falaski. Częściej od niego hiszpański rozgrywający wykorzystywał Winiarskiego.

Bełchatowianie robili wczoraj Zenitowi mniej szkody zagrywką niż tydzień temu. Serwowali nie gorzej, ale trener Władymir Alekno wyciągnął wnioski i przy Wlazłym, Kurku, Winiarskim czy Falasce przyjmującym pomagał Michajłow. Naprawdę z dobrym skutkiem.

Po pierwszym spotkaniu trener Alekno miał pretensje do sędziów, że zabrali jego drużynie sześć punktów. Kilka pomyłek było ewidentnych, dlatego miejscowi arbitrzy robili wszystko, by wyrównać rachunki. Co chwila na boisku i poza nim dochodziło do kłótni, spięć. Jednak Turek, który był głównym, radził sobie świetnie. Podobnie jak siatkarze PGE Skry. Gdy tylko Kurek zdobył kilka punktów, od razu zaczął lepiej przyjmować. A jego koledzy wytrzymali presję i w końcówce wypunktowali kazańczyków. Przy wyniku 24:23 kapitalną obroną popisał się Antiga (przy każdym pojawieniu się na boisku wnosił coś do gry), Falasca z ósmego metra wystawił do Winiarskiego, a po jego ataku w hali zrobiło się cichutko.

Podopieczni trenera Nawrockiego może skaczą niżej od rywali, może atakują z mniejsza siłą, może nie wszyscy mocno zagrywają, ale na pewno odporność psychiczna jest ich niesamowicie silną stroną. Gdy w czwartym secie kapitalnie grający Daniel Pliński poszedł serwować przy wyniku 11:11, wyprowadził swój zespół na prowadzenie 17:11. - Bolielszcziki, pomagitie - prosił spiker. Ale bez skutku, bo po stronie bełchatowskiej stał mur. A zdenerwowani Rosjanie popełniali błąd za błędem. Bo "złoty set", o którym z pewnością nie myśleli, zbliżał się nieuchronnie.

Kibice, a właściwie publiczność z Kazania, albo nie wiedzieli nic o "złotym secie", albo zwątpili w swoją drużynę, bo większość z nich przy wyniku 3:1 wyszła z hali.

Niestety, w CEV ani nie ma losowań, ani sprawiedliwości. W oczach "bojców" (wojowników), bo tak po sukcesie w Łodzi nazwał swoich zawodników Alekno, widać było strach. Jednak gdy w zespole są tacy gracze jak Ball czy Tietiuchin, trudno go złamać.

Amerykanin w decydującej partii decydował się na bardzo trudne akcje, które przynosiły efekty. Przede wszystkim jednak Zenitowi - jak mówią siatkarze - wróciła zagrywka, dlatego przy zmianie stron wygrywał 8:5, a następnie powiększył przewagę do czterech punktów. Nie było już wtedy na boisku Kurka, zastąpionego przez Antigę. Francuz lepiej przyjmował i bronił, ale Michajłow dwukrotnie zaatakował nad nim.

Kurek wrócił i przy wyniku 13:10 zaatakował w aut. A takich prezentów Zenit nie marnuje. Podobnie zresztą jak mistrz Polski. Tyle tylko, że ten drugi Final Four w Bolzano obejrzy w telewizji. Nikt jednak nie może powiedzieć, że zasłużenie! - Co nam z gratulacji, skoro nie awansowaliśmy - skwitował Winiarski.

Zenit - PGE Skra 1:3, "złoty set": 15:11

Sety: 22:25, 25:17, 23:25, 19:25

Zenit: Ball, Priddy 13, Apalikow 11, Michajłow 24, Tietiuchin 15, Abrosimow 11, Obmoczajew (libero) oraz Pantelejmonienko 1, Czeremisin, Babeszin 1

PGE Skra: Falasca 4, Winiarski 17, Możdżonek 7, Wlazły 23, Kurek 11, Pliński 8, Zatorski (libero) oraz Antiga 1, Woicki, Bąkiewicz 1, Novotny 3