Wielkie belgijskie rozczarowanie. PGE Skra przegrała

Jeśli PGE Skra chce marzyć o awansie do final four, musi za tydzień wygrać w Łodzi cztery sety. Wczoraj po słabej grze przegrała bowiem z Knack Randstad Roeselare

Bełchatowianie po raz piąty zmierzyli się z Kanck Randstad Roeselare. Przegrali po raz trzeci, w najsłabszym stylu. W rewanżu muszą wygrać, a dodatkowy set też muszą rozstrzygnąć na swoją korzyść.

Mecz nie zaczął się najlepiej dla mistrzów Polski, którzy wyglądali na lekko spiętych. Najlepiej widać to było po bloku, a zwłaszcza po obronie. Ataki, jakie w PlusLidze zwykle bez większych problemów bronią i podbijają, wpadały w boisko. Poza tym Belgowie bez większych problemów omijali bełchatowski blok. A już całkowicie bezbłędny był Hendrik Tuerlinckx, który w pierwszej partii ani razu nie dał się zatrzymać.

Mimo słabego początku meczu PGE Skra do końca miała szansę na korzystny wynik. Było to jednak efektem dużej liczby błędów rywali, którzy w ważnych chwilach mylili się w ataku. Tak zrobił w końcówce Mattijs Verhanneman, ale i tak jego drużyna prowadziła 24:22. Mimo że nasz zespół wyrównał, Belgowie zdobyli dwa ostatnie punkty.

Co było optymistyczne w tym momencie? To, że nawet grając przeciętnie, by nie powiedzieć słabo (jak na swoje możliwości oczywiście), PGE Skra toczyła wyrównany pojedynek z zespołem bardzo trudnym. Na pewno bowiem Roeselare nie jest dostarczycielem punktów w Lidze Mistrzów. - Ludzie mieszkający w Belgii mówili, że to znacznie silniejszy zespół od Noliko Maaseik - opowiadał Jacek Nawrocki.

Ale jego podopieczni musieli też walczyć z sobą. Tylu błędów co w Roeselare nie popełnili już dawno, chyba na pewno nie w tym roku. Nawet jednak największym tuzom muszą przytrafić się słabsze występy. Sztuka w tym, by wtedy za wiele nie stracić.

Bełchatowianie nie serwowali tak, jak nas do tego przyzwyczaili. Może wpływ miała senna atmosfera w hali. Przerwy między akcjami trwały długo, doping był niewielki i rzadki. Swoich ogromnych możliwości w zagrywce nie pokazywał Mariusz Wlazły (w trzecim secie zastąpił go nawet w tym elemencie Paweł Woicki), a punkty zdobywane przez mistrzów Polski w ten sposób były w większości efektem szczęścia niż siły czy precyzji.

Na szczęście w ataku z akcji na akcję było lepiej, a w drugiej partii PGE Skra przypomniała sobie, że potrafi blokować jak mało kto. Przede wszystkim jej zawodnicy zatrzymali Tuerlinckxa. Efektem było prowadzenie w drugim secie 21:16, a później 24:21. Jednak wtedy bełchatowianie jakby przestraszyli się szansy i pozwolili przeciwnikom zdobyć dwa punkty. I to po własnych błędach w zagrywce i ataku. Na szczęście w ostatniej akcji Bartosz Kurek obił ręce rywali.

Trzeciego seta drużyna Jacka Nawrockiego też przegrała, i to na własne życzenie. Najpierw jednak straciła Kurka, który goniąc piłkę, wpadł na reklamy. Miał jednak pecha, bo za pierwszymi stały elektroniczne (nieczynne) i między jednymi a drugimi utknęła mu prawa ręka. Tak mocno otarł sobie nadgarstek, że krew trzeba było tamować przez kilka minut.

Zastąpił go Stephane Antiga, ale mimo mniejszych możliwości w ataku Skra prowadziła. Nieznacznie, ale długo, aż do stanu 20:19. Wtedy Daniel Pliński popsuł zagrywkę, Wlazły i Michał Winiarski zaatakował w aut, a na dodatek ten ostatni został zablokowany. I strat nie udało się już odrobić.

Kurek wrócił na boisko w czwartym secie, ale jego drużyna była wtedy w ogromnych opałach - przegrywała 9:14. I mimo mobilizacji trenera i wielu zmian, nie podniosła się.

Miejmy jednak nadzieję, że drugi taki mecz już się bełchatowianom nie przytrafi.

Roeselare 3

Sety: 26:24, 23:25, 25:23, 25:21

Roeselare: Depestele, Verhanneman, Celitans, Tuerlinckx, Deroo, Vlam, Callebert (libero) oraz Contreras, Hoho, Verhelst

PGE Skra: Falasca, Winiarski, Możdżonek, Wlazły, Kurek, Pliński, Zatorski (libero) oraz Antiga, Woicki, Kłos, Novotny