PGE Skra: o awans z dobrze znanym rywalem

Po czterech meczach między PGE Skrą a Kanck Randstad Roeselare w Lidze Mistrzów jest remis. Teraz jednak stawka jest znacznie większa - awans do półfinału i zachowanie szans na final four

W tegorocznych rozgrywkach drużyna z Bełchatowa nie ma szczęścia w losowaniu. O ile w siatkówce można mówić o losowaniach, bo patrząc choćby na układ fazy pucharowej, trudno wyobrazić sobie, żeby ślepy los był aż tak łaskawy dla organizującego finał Trentino Volley czy choćby hołubionego przez federację Noliko Maaseik. W jednej ćwiartce znalazły się bowiem Cuneo, Lokomotiw Biełgorod, Tours VB i Dynamo Moskwa, zaś w ostatniej znalazły się PGE Skra i Zenit Kazań. A tak się dziwnie złożyło, że Radostin Stojczew, szkoleniowiec obrońcy tytułu, kilka dni wcześniej mówił, że najbardziej obawia się Cuneo, Zenitu i PGE Skry.

Niczego już się jednak nie zmieni, dlatego chcąc grać w finale, bełchatowianie muszą najpierw poradzić sobie z mistrzem Belgii. To jeden z najsilniejszych przeciwników spośród tych, którzy zajęli drugie miejsca w grupach. W swojej - F - ustąpił miejsca jedynie Dynamu Moskwa.

W PGE Skrze bardzo dobrze znają ten zespół. W sześcioletniej historii występów w Lidze Mistrzów trafili na niego już po raz trzeci. Cztery lata temu w grupie dwa razy przegrali po 2:3. W poprzedniej edycji wygrali w Łodzi 3:0, a na wyjeździe 3:2, choć przegrywali już 0:2. Losy pojedynku odmienili wówczas Mariusz Wlazły i Michał Bąkiewicz. Po ich wejściu na boisko trzy kolejne partie mistrzowie Polski wygrali do 13.

Teraz powinni mieć łatwiejsze zadanie, ponieważ grają w tym sezonie znakomicie. W obecnych rozgrywkach przegrali tylko raz - 1:3 z Trentino.

- Ale Roeselare też prezentuje się lepiej niż przed rokiem - podkreśla Jacek Nawrocki. - Oglądaliśmy kilka jego meczów i wydaje mi się, że są groźniejsi w zagrywce i ataku. W sumie jednak Belgowie grają w podobnym stylu. Frank Depestele [rozgrywający - przyp. red.] preferuje grę kombinacyjną, urozmaiconą i bardzo szybką, często na granicy ryzyka.

Ale trener PGE Skry znalazł też słabsze strony przeciwnika. - W porównaniu z ubiegłym sezonem mam wrażenie, że zrobili krok w tył w obronie - podkreśla. Ma to zapewne związek z odejściem Brazylijczyka Danilo Dos Santosa, którego zastąpił 19-letni Sam Deroo. Nie ma też środkowego Dragana Radovicia, zamiast którego sprowadzono dynamicznego Łotysza Armandsa Celitansa. Ale i tak o jakości Roeselare decydują bardzo doświadczeni Depestele, 36-letni atakujący Ivan Contreras i dziesięć lat młodszy skrzydłowy Kristof Hoho. Wielkim talentem jest 23-letni przyjmujący Matthijs Verhanneman, który już podpisał kontrakt z Trentino.

- Czeka nas bardzo ciężki mecz. Przecież z Roeselare przegrywały zespoły z Włoch czy Rosji - podkreśla Nawrocki. Jego zdaniem w tym sezonie trudno jest szykować szczyty formy czy przygotowywać się do konkretnego spotkania, bo nie ma mowy o regularnych treningach. - Nasza praca polega na podtrzymywaniu dyspozycji - kończy. A ona jest niezła, a na dodatek trener PGE Skry ma wielki atut w postaci wyrównanej kadry.

Bełchatowianie we wtorek rano polecieli do Brukseli, skąd autokarem pojechali do Roeselare. W samolocie spotkali Jerzego Buzka. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego poznał w ubiegłym roku drużynę podczas pikniku na Śląsku. Teraz stwierdził, że jest ona znakomitą wizytówką Polski w Belgii.

Wieczorem siatkarze mieli trening, a w dni meczu jak zwykle przewidziany jest rozruch. Początek gry o godz. 20.30, a transmisję można oglądać w Polsacie Sport.

Rewanż zostanie rozegrany za tydzień w Łodzi (bilety w cenie od 20 do 80 zł dostępne są na stronie www.skra.pl i kupbilet.pl). Przypomnijmy, że w tegorocznych rozgrywkach obowiązuje przepis o złotym secie. Żeby awansować, trzeba wygrać dwa pojedynki, albo - gdy jest remis - dodatkowego tie breaka. Ten system preferuje drużyny grające rewanż w swojej hali. Przeciwnikiem PGE Skry (jeśli pokona Roeselare) będzie zwycięzca z pary ACH Bled - Zenit Kazań (2 i 9 marca).