W Trentino o meczu ze Skrą: To będą europejskie derby

Według trenera Trentino Volley jego siatkarze zmierzą się dziś z jedną z pięciu najlepszych drużyn świata. Zaś w PGE Skrze Bełchatów cieszą się, że wreszcie drużyna będzie mogła zagrać bez wielkiej presji, bo to rywal musi zwyciężyć.

W piłce nożnej za wygrane mecze w Lidze Mistrzów kluby dostają premie finansowe, więc oprócz satysfakcji mają o co walczyć. W rozgrywkach siatkarskich nagrody są symboliczne, więc najważniejszy jest prestiż. I takie znaczenie ma dla PGE Skry przedostatnie spotkanie fazy grupowej. - Potrzebujemy punktu w Trento, by zapewnić sobie pierwsze miejsce w tabeli - twierdzi Jacek Nawrocki, trener bełchatowskiego zespołu. Jego podopieczni powinni więc wygrać przynajmniej dwa sety. To nie znaczy jednak, że gdy to się nie uda, stracą szansę na zachowanie pozycji lidera. Trentino wyprzedzają bowiem czterema punktami, zaś VfB Friedrichshafen aż ośmioma. Przed sobą mają jeszcze spotkanie z najsłabszym w grupie Rematem Zalau (12 stycznia w Atlas Arenie). Jeśli wygrają z Rumunami za trzy punkty (czyli 3:0 lub 3:1), nic nie odbierze im awansu z pierwszej pozycji.

W gorszej sytuacji są gospodarze, którzy co prawda zajmują drugie miejsce, ale mają jeszcze przed sobą wyjazdowy pojedynek w Niemczech w ostatniej kolejce. - Oni muszą wygrać - podkreśla Nawrocki. I dodaje, że jego drużyna podejdzie do spotkania serio, bez żadnej taryfy ulgowej. - A brak wielkiej presji może nam tylko pomóc - uważa.

Przypomnijmy, że w tym sezonie oba zespoły zmierzą się już po raz trzeci. 24 listopada w Łodzi PGE Skra po znakomitym meczu pokonała Trentino 3:0. W grudniowym rewanżu w finale klubowych mistrzostw świata 3:1 wygrali Włosi. Każda z drużyn ma więc coś do udowodnienia.

O tym, jak poważnie gospodarze traktują występ, świadczy skład z niedzielnego spotkania z Yogą Forli (3:0). Wolne dostali wtedy podstawowy rozgrywający Raphael i lider zespołu Osmany Juantorena. Trener Trentino podkreśla, że jego zawodnicy muszą zapomnieć o zwycięstwie w Katarze. Komplementuje także przeciwnika, który jego zdaniem jest obok Cuneo, Maceraty i Dynama Kazań jednym z najlepszych zespołów na świecie. Zaś brazylijski środkowy Riad określił spotkanie mianem europejskich derbów. - Choć stawką nie jest mistrzostwo świata, jak 21 grudnia, to mecz jest naprawdę bardzo ważny i trudny. Obie drużyny znają się bardzo dobrze, więc trudno będzie zaskoczyć kogoś taktyką - uważa.

Zespół z Bełchatowa chce się zrewanżować za przegraną w mistrzostwach świata. - Nie widzę u naszych siatkarzy jakiegoś wielkiego ciśnienia, bo niczego nie musimy. Może z tego wyjść coś pozytywnego - przewiduje Konrad Piechocki, prezes PGE Skry.

Przed nadmiernym optymizmem ostrzega jednak Nawrocki. Przypomina, że po drugiej stronie siatki jest naprawdę najlepszy zespół świata, który w ostatnich dwóch latach kolekcjonuje tytuły. - Dlatego taki mecz jest dla nas doskonałym poligonem doświadczalnym. O punkty i prestiż zmierzymy się z rywalem najsilniejszym z silnych.

Nawet jednak takim gwiazdom jak Juantorena czy Matej Kazijski zdarzają się słabsze występy, o czym świadczy wynik spotkania o Superpuchar Włoch. 29 grudnia Trentino przegrało z mistrzem kraju Cuneo.

Bełchatowianie wczoraj dwukrotnie trenowali w Trento: rano w siłowni, wieczorem w mogącej pomieścić prawie 4 tys. widzów hali Palatrento. Spotkanie rozpocznie się o godz. 20.30, a transmisję przeprowadzi Polsat Sport.