KMŚ. Srebrne rozczarowanie

Siatkarze PGE Skry Bełchatów po raz drugi z rzędu zostali wicemistrzami świata. Choć tym razem liczyli na więcej, musieli uznać wyższość świetnie dysponowanego obrońcy tytułu

Ankieta o Sport.pl - poświęć minutę na jej wypełnienie

Żeby pokonać Trentino Volley, trzeba albo trafić na jego wyjątkowo słaby dzień, albo samemu zagrać na najwyższym poziomie. Przed finałem klubowych mistrzostw świata ta sztuka udała się w tym sezonie tylko PGE Skrze. W listopadzie z Atlas Arenie dwukrotny zwycięzca Ligi Mistrzów przegrał 0:3. Bełchatowianie zaprezentowali się wtedy kapitalnie, nie mając nawet słabszego punktu, nie mówiąc już o słabym. Ten wielki sukces, a także kolejne zwycięstwa, rozbudziły nadzieje na korzystny wynik w Katarze.

Przed PGE Skrą i Trentino mieliśmy polski akcent. Znacznie przyjemniejszy, bo jedną z liderek Fenerbahce Stambuł, które pokonało brazylijski Sollys Osasco, jest Katarzyna Skowrońska-Dolata. - To ogromny sukces naszej drużyny. To sa przecież mistrzostwa świata, tyle że klubów - cieszyła się Skowrońska-Dolata.

O stawce spotkania mężczyzn świadczył jego początek. Oba zespoły, mimo że składające się z czołowych siatkarzy na świecie, seriami psuły zagrywki i popełniały błędy. Na pierwszej przerwie technicznej wszystko układało się nieźle. Lepszy był mistrz Polski (8:6). Ale później stracił kolejno sześć punktów. To efekt trudnej i mocnej zagrywki Osmanego Juantoreny, chyba najlepszego obecnie gracza na świecie.

- Jeśli uda nam się przyjąć serwy, to będziemy w stanie nawiązać walkę - zapowiadał Nawrocki. Tak było w Łodzi, gdzie PGE Skra wygrała 3:0. - Ale w półfinale Trentino zagrywało znakomicie. Jeszcze go w takiej dyspozycji nie widziałem - dodawał szkoleniowiec. Niestety, utrzymało formę w meczu o złoto.

Fatalna passa w środku partii i świetna postawa Juantoreny zadecydowały o tym, że obrońca tytułu prowadził 1:0. Kubańczyk oprócz mocnej zagrywki był nie do zatrzymania w ataku. W polskim zespole nie było takiego lidera. Raphael mógł w ciemno kierować do niego piłkę, a on zdobywał punkt za punktem.

W porównaniu do spotkania w Lidze Mistrzów, brakowało przede wszystkim silnych serwów. A gdy rywale przyjęli piłkę w miarę dokładnie, ze swoim potencjałem w ataku byli nie do zatrzymania. PGE Skra słabiutko grała w ataku. Ani Wlazły, ani Bartosz Kurek nie potrafili sforsować wysokiego bloku. Ten pierwszy mając naprzeciw tylko jednego rywala omal nie złamał antenki. Zastąpił go więc Jakub Novotny i po swojemu zaczął obijać ręce graczom z Włoch. W tym momencie był już na boisku Paweł Woicki, bowiem Miguel Falasca też przegrał z nerwami.

Szkoleniowiec Skry musiał reagować, bo jego podopieczni zaczynali spuszczać głowy. Na krótko przyniosło to efekt, bo przewaga Trentino spadła do czterech punktów (14:18). Jednak później na zagrywkę poszedł Juantorena i wszystko niestety wróciło do normy.

O przewadze Trentino świadczyło to, że pierwszy i jedyny punkt w meczu blokiem bełchatowianie zdobyli na początku trzeciego seta (7:5), kiedy Falasca zatrzymał Kazijskiego. Rywale mieli wtedy osiem oczek wywalczonych w ten sposób! - Co z tego, że skakaliśmy w dwójkę, skoro bez efektu - komentował trener PGE Skry

Wcześniej, bo pod koniec poprzedniej partii Nawrocki wrócił do wyjściowego ustawienia. Choć gra jego zawodników była daleko od ideału, to okazało się, że po przeciwnej stronie boiska też są ludzie. Naciśnięci silnymi i precyzyjnymi serwami zawodnicy Trentino zaczęli popełniać błędy. Okazało się, że przy dobrej zagrywce Juantorena, Kazijski i Bari mają wielkie problemy z przyjęciem, a Jan Stokr czy słynny Bułgar mylą się w ataku. Dzięki temu grupa polskich kibiców miała chwilę radości, bo końcówkę seta PGE Skra wygrała 5:1. - O to właśnie chodziło, żeby wykorzystać błędy przeciwnika - mówił Nawrocki.

O ogromnych emocjach świadczy sytuacja z czwartego seta. Kiedy po obronie Pawła Zatorskiego piłka wpadła w boisko Włochów, z ławki zerwał się Kurek. Rzucił się w jego kierunku Riad i doszło do wielkiego zamieszania. Katarski sędzia dał obu zawodnikom po żółtej kartce. Trentino znów wróciło do dobrej gry, której tego dnia bełchatowianie nie byli w stanie się przeciwstawić. - Okazja do rewanżu będzie w Lidze Mistrzów - stwierdził Winiarski.

- Uczucia mam mieszane, bo przyjechaliśmy do Kataru grać o całą pulę i skonfrontować się z Trentino. Niestety, czegoś nam dzisiaj znów zabrakło. Nie realizowaliśmy tego, co sobie założyliśmy. Były momenty, że mogliśmy złapać przeciwnika. Ale tylko momenty - podsumował trener PGE Skry.

W spotkaniu o trzecie miejsce irański Paykan Teherean pokonał 3:2 Drean Bolivar z Argentyny.

Tak relacjonowaliśmy finał na żywo ?

Więcej o: