Po wielkim sukcesie Skry. Polak potrafi, ale bez presji

- Gdyby porównać to do piłki nożnej, to pokonaliśmy Real Madryt - tak o środowej wygranej z Trentino Volley mówi Konrad Piechocki, prezes PGE Skry. Żeby tylko wielki sukces nie zaszkodził naszej drużynie

Od kilku lat trwa dyskusja, jak wiele brakuje polskiej ekstraklasie do najlepszych lig w Europie. Najlepszych, czyli włoskiej i rosyjskiej. Na pewno odstajemy od nich pod względem zamożności klubów. Podobnie zresztą jak od Turków, którzy są w stanie zapłacić gwiazdom ponad pół miliona euro. U nas najlepsi zarabiają po 300 tys. euro (rocznie), ale to za mało, by sprowadzić największe sławy. Największe wymagania mają rozgrywający, dlatego w PlusLidze na razie możemy tylko pomarzyć o Nikoli Grbiciu czy Lloyu Ballu. Pierwszy zarabia we Włoszech prawie 400 tys., zaś drugi w rosyjskim Kazaniu niemal dwa razy więcej. Dla Skry czy Resovii, a więc najbogatszych drużyn w Polsce, to sumy kosmiczne. Z tego samego powodu nie przyjadą do Polski skrzydłowi klasy Mateja Kazijskiego, Dantego czy Ivana Miljkovicia.

PlusLiga nad Serie A

Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubo co się ma. Dlatego tak cenny jest sukces odniesiony w sobotę przez Skrę. W Atlas Arenie spotkali się bowiem liderzy Serie A i PlusLigi. Oczywiście od razu pojawią się głosy, że Trentino jest słabsze niż choćby podczas Final Four. Czy słabsze? Przecież wówczas grało bez jednej ze swoich gwiazd - rozgrywającego Raphaela. Atakującym był błyskotliwy Leonardo Visotto, ale fachowcy uważają, że jego następca Jan Stokr nie jest gorszy. Atutem Czecha jest równa forma - w swojej lidze po pięciu meczach ma znakomitą skuteczność 56 proc. Taką samą jak w pojedynku ze Skrą.

W Serie A Trentino jeszcze w tym sezonie nie przegrało, pokonując m.in. na wyjeździe wicelidera Maceratę 3:2. Wtedy właśnie straciło jedyny punkt. Drużyna z Bełchatowa ma na koncie porażkę (1:3 z Resovią), a po punkcie odebrały jej Jastrzębski Węgiel i Zaksa Kędzierzyn-Koźle. Dlatego włoskie media piszą o szoku, jakim było zdecydowane zwycięstwo Skry. Jeśli z takim przeciwnikiem w końcówce seta udaje się odrobić trzypunktową stratę, to nie można mówić o przypadku. Podopieczni Jacka Nawrockiego zwyciężyli nie z powodu słabej postawy rywala, ale dzięki znakomitej grze.

Przede wszystkim świetnie przyjmowali zagrywkę, co jest oczywiste w przypadku Michała Winiarskiego czy Stephane'a Antigi. Jednak już u Bartosza Kurka czy młodziutkiego libero Pawła Zatorskiego nie do końca. Ten pierwszy był głównym celem rywali, a skończył spotkanie z wynikiem 62 proc. - doskonałym. Pomagali mu Zatorski z Winiarskim, zabezpieczając trzy czwarte boiska.

Jeśli chodzi o własne serwy, to mimo pięciu asów Skra miewała w tym sezonie lepsze mecze. W decydujących momentach jej zawodnicy zagrywali najlepiej. To cecha silnych zespołów. Poza tym świetnie bronili, zaś w ataku byli lepsi od drużyny, która uważana jest za najlepiej zbijającą na świecie. W blokach było równo, z tym że znów najważniejsze punkty gospodarze zdobywali w ten sposób w kluczowych akacjach.

Krytykowany wcześniej, także przeze mnie, Miguel Falasca potwierdza, że jest dobrym rozgrywającym. W środę aż 17 razy zagrał tzw. krótką, czyli akcję ze środkowymi. Jeśli jeszcze popracuje nad atakami ze środka drugiej linii, Skra będzie znacznie trudniejsza do rozszyfrowania.

I jeszcze jedno, Skra to obecnie najbardziej polska drużyna w PlusLidze. W podstawowym składzie grał tylko jeden obcokrajowiec - Falasca, a drugi - Stephane Antiga - wchodził na zmiany. W siódemce Trentino Włochów było trzech, a w meczowej dwunastce - pięciu.

Kandydat do kadry

Siatkarze z Bełchatowa podkreślają, że zostali znakomicie ustawieni taktycznie przez trenerów i statystyka. - Wszystko, co sobie zaplanowaliśmy, sprawdziło się - opowiada Daniel Pliński, który w ataku miał 90-procentową skuteczność. To pokazuje, że Jacek Nawrocki jest wielkiej klasy fachowcem. Pokazał to zresztą już w poprzednim sezonie, kiedy debiutował jako pierwszy szkoleniowiec. Choć słychać było głosy, że to najsłabsze ogniwo Skry, bo z takim składem to każdy by wygrał. Mało kto jednak chciał dostrzec, że Mariusz Wlazły, Winiarski, Michał Bąkiewicz czy Jakub Novotny bardzo długo się leczyli, a wszyscy bełchatowscy zawodnicy rozegrali dużo więcej spotkań od swoich przeciwników (turniej w Katarze, mistrzostwa Europy, Puchar Świata). Nawrocki potrafił jednak tak przygotować zespół, że bez swoich asów została klubowym mistrzem świata, po raz szósty zdobyła mistrzostwo Polski i pewnie wygrała grupę w Lidze Mistrzów.

Kolejną zasługą trenera jest to, że potrafi porozumieć się ze swoimi podopiecznymi. A nie jest to łatwe, bo przecież Skra to drużyna gwiazd. Praktycznie wszyscy są indywidualnościami, które miałyby miejsce w każdym innym polskim klubie. W Bełchatowie bez większych oporów godzili się z rolą rezerwowych. Uważam, że jeśli trenerem reprezentacji miałby zostać Polak, to Jacek Nawrocki jest kandydatem nr 1. Nie wiem tylko, czy po okolicznościach zwolnienia Daniela Castellaniego byłoby to dla niego dobre rozwiązanie.

Zagrali bez presji

Mecz z Trentino pokazał kolejny raz, co jest głównym problemem polskiej siatkówki. Jest nim wielka presja, z którą nasi zawodnicy sobie nie radzą. Czy kluby, czy reprezentacja, osiągają sukcesy wtedy, kiedy mało kto na nich stawia. Tak było w mistrzostwach świata w Japonii, ostatnich mistrzostwach Europy czy w środę. Gdy zaś wszyscy wręcz wymagają wygrywania, to efektem są wielkie rozczarowania, jak w majowym półfinale Final Four czy niedawnym mundialu we Włoszech. Inna sprawa, że takiej presji jak w Polsce nie ma chyba nigdzie na świecie, bo nigdzie indziej siatkówka nie jest tak popularna.

I to może, niestety, być głównym problem Skry w najbliższym czasie, bo po pokonaniu włoskiego hegemona oczekiwania znów bardzo wzrosną. Bo skoro Trentino zostało rozbite, to teoretycznie nikt nie powinien już zagrozić drużynie z Bełchatowa. Niestety, tak nie jest, bo podobną klasę prezentuje jeszcze kilka zespołów w Europie. Żeby daleko nie szukać, kadrowo nie są gorsze Zaksa czy Resovia. Poza tym to jest tylko sport, w którym niespodzianki są czymś normalnym. Inaczej nie byłby tak ciekawy.

Specjalne materiały Sport.pl - zdjęcia, wideo, rankingi POLECAMY!