W Jastrzębiu o krok od sensacji

Faworyzowani siatkarze Jastrzębskiego Węgla z trudem wymęczyli po pięciosetowym boju zwycięstwo z beniaminkiem Siatkarzem Wieluń. Goście prowadzili 2-0 w setach, a mimo to zeszli z parkietu pokonani.

- Nie zlekceważyliśmy rywali. Teraz w lidze zwyczajnie nie ma już słabych. Nie zmienia to jednak faktu, że takie mecze powinniśmy wygrywać do zera - mówił po zaciętym spotkaniu libero jastrzębskiej ekipy Paweł Rusek.

Drużyna z Wielunia, prowadzona przez Damiana Dacewicza zagrała w Jastrzębiu bez kompleksów wobec brązowych medalistów z poprzedniego sezonu. Od pierwszego seta goście postawili na mocny serwis, a przy tym sami nie mieli najmniejszych kłopotów z odbiorem zagrywki jastrzębian. W ich ataku błyszczał Mikołaj Sarnecki, zdobywca 23 punktów w meczu. Z kolei atakujący Jastrzębia Igor Yudin wyraźnie nie miał dnia i był raz po raz łapany blokiem przez przeciwników. - Nastawiliśmy się na Yudina i udało nam się go wyłączyć - cieszył się Dacewicz.

W efekcie tego już w drugim secie Yudin został zmieniony przez Brazylijczyka Pedra Azenhę. W tej partii jedynie Rosjanin Paweł Abramow próbował ciągnąć grę gospodarzy. Zawodził zwłaszcza rozgrywający Grzegorz Łomacz, którego wystawy nie dość że dla rywali były czytelne, to na dodatek brakowało w nich dokładności. Trener Roberto Santilli nie odważył się jednak go zdjąć z boiska, a jego zmiennika Sławomira Mastera wprowadzał jedynie na podwyższenie bloku. Jastrzębianie do końca tego seta gonili wynik, ale ostatecznie przegrali go 23:25.

Kiedy zespół Dacewicza schodził na pierwszą przerwę techniczą trzeciego seta z przewagą, w Jastrzębiu zapachniało sensacją. Wtedy jednak na dobre rozkręcił się Azenha (17 punktów), który nawet wyrzucany z piłką za antenkę, potrafił skończyć atak.

Bez niego nie byłoby także wygranej jastrzębian w czwartej partii, w której zresztą wszyscy jastrzębscy gracze wyraźnie odżyli. - W pierwszych dwóch setach brakowało nam pewności siebie. Ale to był wynik tego, że przegraliśmy dwa ostatnie mecze - tłumaczył kolegów Azenha.

Wynik w tie-breaku od początku do końca gospodarze mieli pod kontrolą i tym samym nie dopuścili do megasensacji. Mimo to mieli świadomość tego, że zaliczyli poważną wpadkę, a powodów do radości było w sumie niewiele. - Potem, na koniec sezonu zasadniczego brakuje właśnie punktów traconych z teoretycznie ze słabszymi rywalami. W zeszłym roku było podobnie - kręcił głową Rusek. - Dobrze, że pokazaliśmy charakter i wróciliśmy do gry - pocieszał się Łomacz.

Szkoleniowiec jastrzębian dostrzegł dwa pozytywy tego spotkania. - Po pierwsze udało nam się wyjść z trudnej sytuacji, a po drugie znaleźliśmy kolejnego zmiennika - Azenhę, który potrafi pomóc zespołowi, gdy mu nie idzie - stwierdził Santilli.

Jastrzębski Węgiel - Pamapol Siatkarz Wieluń 3:2 (22:25, 23:25, 25:22, 25:19, 15:19)

JW: Łomacz, Abramow, Yudin, Czarnowski, Szczygieł, Hardy, Rusek (l) oraz Master, Pęcherz, Azenha, Nowik.

Pamapol: Sarnecki, Stelmach, Wołosz, Zajder, Kordysz, Nowak, Kryś (l) oraz Lubiejewski, Matejczyk, Buniak, Błoński.