17 lat posuchy. Polki dostały szansę, na którą czekały od pokolenia

Na medal mistrzostw Europy Polki czekają już 17 lat. Można się śmiać, że do naszej siatkówki wróciła "klątwa ćwierćfinału". Choć wydaje się, że w tegorocznej imprezie Polki powinny się z nią uporać. I dać sobie największą szansę na podium ME od siedmiu lat.
Polska - Portugalia, ME siatkarek
Fot. CEV, materiały prasowe cev.eu

Gdy ostatni raz Polki stały na podium siatkarskich mistrzostw Europy, najmłodsza w obecnej kadrze Maja Koput miała dwa lata. Zdążyliśmy zgłodnieć i zatęsknić za sukcesem na turnieju, który kiedyś - przy dwóch triumfach w 2003 i 2005 r. oraz haśle "Złotka" - był ich wizytówką. Nawiązać do wielkich zwycięstw sprzed ponad 20 lat będzie bardzo trudno, ale pierwszy krążek po długiej przerwie nie jest nierealny.

Zobacz wideo Lewandowski pożałuje przeprowadzki do MLS? Citko: To ryzykowny krok

Do Polski wróciła "klątwa ćwierćfinału". Trochę inna niż ostatnim razem

Ostatnio uwierzyliśmy, że walka o medal jest możliwa, przed siedmioma laty, w 2019 roku. Wtedy skończyło się na czwartym miejscu. A trzy i pięć lat temu Polki zatrzymało coś, co w ostatnim czasie coraz częściej je prześladuje. Naprawdę możemy się po cichu śmiać, że po tym, jak polscy siatkarze przez lata kończyli igrzyska olimpijskie na porażce w walce o strefę medalową, słynna "klątwa ćwierćfinału" wróciła - tym razem przy naszych siatkarkach. I w nieco innej formie, bo u nich nie chodzi tylko o mistrzostwa Europy.

W ostatnich pięciu latach Polki kończyły na ćwierćfinale każdą wielką imprezę oprócz Ligi Narodów:

  • mistrzostwa Europy 2021
  • mistrzostwa świata 2022
  • mistrzostwa Europy 2023
  • igrzyska olimpijskie 2024
  • mistrzostwa świata 2025

Jednak nikt żadnej klątwy oczywiście nie chce. A teraz, w tegorocznej edycji ME, jest spora szansa na przełamanie i awans do półfinału. Za każdym razem, gdy kadra odpadała przed strefą medalową, miała przeciwko sobie silnego przeciwnika i wielokrotnie trudno było dawać jej spore szanse przed meczem. Zwłaszcza przeciwko Włoszkom w ME 2023 i MŚ 2025. Teraz z Holenderkami już tak nie będzie.

Wielu by kombinowało. Myśli o rywalu Polek w półfinale pokazują, że są blisko przełomu

Dziesiąta drużyna światowego rankingu to rywal w zasięgu Polek. A znajdą się i osoby, które stwierdzą, że to drużyna Stefano Lavariniego będzie faworytem czwartkowego spotkania. Holenderki na ostatnich ME sięgnęły po brąz, ale w ostatnich trzech oficjalnych meczach przeciwko nim Polki wygrywały za każdym razem, poprzednio przegrały dopiero trzy lata temu.

Zresztą na tym turnieju Holenderki nie grają tak dobrze jak w 2023. Do ćwierćfinału weszły po tie-breaku ze Słowenkami, które Polki ograły w grupie w trzech setach. Z Belgią w poprzedniej fazie przegrały po pięciosetowej nerwówce. Nasze zawodniczki dalej pozostają niepokonane.

Po tym, jak polska kadra wygrała grupę i pokonała Turczynki w ostatnim meczu, było dużo dyskusji o części drabinki, do której trafiły zawodniczki Lavariniego. Po ewentualnym pokonaniu Holenderek czekają na nie Włoszki lub Szwedki, z dużym wskazaniem na te pierwsze. Zaczęły się analizy: bo gdyby Polki przegrały swoje ostatnie grupowe spotkanie, to grałyby odpowiednio z Azerkami, potem Belgijkami lub Niemkami, a w półfinale potencjalnie Serbkami. Dziś to wydaje się łatwiejszy rywal niż Włoszki, a komentarze po meczu wobec Turczynek i ich przestoje w trakcie spotkania wskazywały, jakby dobrze zdawały sobie z tego sprawę. I być może naprawdę zagrały pod zyskanie łatwiejszego przeciwnika w ewentualnej walce o medale.

Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy warto w ogóle myśleć o takich kwestiach i kalkulować. Z jednej strony marzenia Polek na poprzednich wielkich imprezach często zamykała właśnie drabinka i widmo gry przeciwko o wiele silniejszym rywalkom. Z drugiej: jeśli już myślimy o tym, co może czekać ten zespół w strefie medalowej, to widać, że Polki rzeczywiście stają przed wielką szansą na przełom. Wejście do strefy medalowej rzeczywiście wydaje się być blisko. A to co w niej się wydarzy? Czy mogło być lepiej? Nawet jeśli mogło, to żeby zdobyć złoto i tak trzeba pokonać wszystkich rywali. Srebro i finał są cenniejsze od brązu, ale jeśli Polki chcą po prostu zdobyć medal ME po tak długiej przerwie, to i tak dostaną swoją szansę.

Tak Polki muszą zagrać o strefę medalową ME. Już to pokazały

Na razie trzeba przejść ćwierćfinał. I pokazać swoje najlepsze oblicze, to z meczu z Turcją. Tam widzieliśmy Polki grające na równi z topową drużyną, wręcz potęgą świata kobiecej siatkówki. Nawet jeśli chwilami rywalki pozwalały im na więcej, to nasze siatkarki potrafiły bardzo dobrze wykorzystać. Na tych ME pokazywały też jednak inną twarz.

W meczu z Łotwą - jedynym, w którym Polki straciły seta - wkradło się dużo oddawania przestrzeni przeciwnikowi, popełniania prostych błędów. I przestojów, po których później drużynie Lavariniego trudno było wrócić do odpowiedniego rytmu. Ten był wielokrotnie zaburzany także w 1/8 finału przeciwko Portugalii. Widać było, że chwilami polski zespół nie grał na swoje sto procent. Jakby włączył mu się tryb oszczędzania baterii. Na Portugalki, dla których sukcesem było wyjście z grupy, wystarczyło. Na Holenderki takie granie to może być za mało.

Polki powtarzały, że mecz z Łotyszkami je obudził, pokazał, jakiego nastawienia mają się wystrzegać i do spotkań ze Słowenkami i Niemkami podeszły już zupełnie inaczej. W ćwierćfinał będą musiały wejść tak samo - z pewnością siebie i kontrolą nad własną stroną boiska. Gdy grają z opanowaniem, skupione i realizując własny pomysł na siatkówkę, bardzo trudno je zatrzymać. Pokazały to już i dało się uwierzyć, że to gra na miarę medalu. Tego wyczekanego przez 17 lat.

Początek meczu Polek z Holenderkami w ćwierćfinale mistrzostw Europy siatkarek o godzinie 15:00 w czwartek 3 września. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o: