Gdy ostatni raz Polki stały na podium siatkarskich mistrzostw Europy, najmłodsza w obecnej kadrze Maja Koput miała dwa lata. Zdążyliśmy zgłodnieć i zatęsknić za sukcesem na turnieju, który kiedyś - przy dwóch triumfach w 2003 i 2005 r. oraz haśle "Złotka" - był ich wizytówką. Nawiązać do wielkich zwycięstw sprzed ponad 20 lat będzie bardzo trudno, ale pierwszy krążek po długiej przerwie nie jest nierealny.
Ostatnio uwierzyliśmy, że walka o medal jest możliwa, przed siedmioma laty, w 2019 roku. Wtedy skończyło się na czwartym miejscu. A trzy i pięć lat temu Polki zatrzymało coś, co w ostatnim czasie coraz częściej je prześladuje. Naprawdę możemy się po cichu śmiać, że po tym, jak polscy siatkarze przez lata kończyli igrzyska olimpijskie na porażce w walce o strefę medalową, słynna "klątwa ćwierćfinału" wróciła - tym razem przy naszych siatkarkach. I w nieco innej formie, bo u nich nie chodzi tylko o mistrzostwa Europy.
W ostatnich pięciu latach Polki kończyły na ćwierćfinale każdą wielką imprezę oprócz Ligi Narodów:
Jednak nikt żadnej klątwy oczywiście nie chce. A teraz, w tegorocznej edycji ME, jest spora szansa na przełamanie i awans do półfinału. Za każdym razem, gdy kadra odpadała przed strefą medalową, miała przeciwko sobie silnego przeciwnika i wielokrotnie trudno było dawać jej spore szanse przed meczem. Zwłaszcza przeciwko Włoszkom w ME 2023 i MŚ 2025. Teraz z Holenderkami już tak nie będzie.
Dziesiąta drużyna światowego rankingu to rywal w zasięgu Polek. A znajdą się i osoby, które stwierdzą, że to drużyna Stefano Lavariniego będzie faworytem czwartkowego spotkania. Holenderki na ostatnich ME sięgnęły po brąz, ale w ostatnich trzech oficjalnych meczach przeciwko nim Polki wygrywały za każdym razem, poprzednio przegrały dopiero trzy lata temu.
Zresztą na tym turnieju Holenderki nie grają tak dobrze jak w 2023. Do ćwierćfinału weszły po tie-breaku ze Słowenkami, które Polki ograły w grupie w trzech setach. Z Belgią w poprzedniej fazie przegrały po pięciosetowej nerwówce. Nasze zawodniczki dalej pozostają niepokonane.
Po tym, jak polska kadra wygrała grupę i pokonała Turczynki w ostatnim meczu, było dużo dyskusji o części drabinki, do której trafiły zawodniczki Lavariniego. Po ewentualnym pokonaniu Holenderek czekają na nie Włoszki lub Szwedki, z dużym wskazaniem na te pierwsze. Zaczęły się analizy: bo gdyby Polki przegrały swoje ostatnie grupowe spotkanie, to grałyby odpowiednio z Azerkami, potem Belgijkami lub Niemkami, a w półfinale potencjalnie Serbkami. Dziś to wydaje się łatwiejszy rywal niż Włoszki, a komentarze po meczu wobec Turczynek i ich przestoje w trakcie spotkania wskazywały, jakby dobrze zdawały sobie z tego sprawę. I być może naprawdę zagrały pod zyskanie łatwiejszego przeciwnika w ewentualnej walce o medale.
Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy warto w ogóle myśleć o takich kwestiach i kalkulować. Z jednej strony marzenia Polek na poprzednich wielkich imprezach często zamykała właśnie drabinka i widmo gry przeciwko o wiele silniejszym rywalkom. Z drugiej: jeśli już myślimy o tym, co może czekać ten zespół w strefie medalowej, to widać, że Polki rzeczywiście stają przed wielką szansą na przełom. Wejście do strefy medalowej rzeczywiście wydaje się być blisko. A to co w niej się wydarzy? Czy mogło być lepiej? Nawet jeśli mogło, to żeby zdobyć złoto i tak trzeba pokonać wszystkich rywali. Srebro i finał są cenniejsze od brązu, ale jeśli Polki chcą po prostu zdobyć medal ME po tak długiej przerwie, to i tak dostaną swoją szansę.
Na razie trzeba przejść ćwierćfinał. I pokazać swoje najlepsze oblicze, to z meczu z Turcją. Tam widzieliśmy Polki grające na równi z topową drużyną, wręcz potęgą świata kobiecej siatkówki. Nawet jeśli chwilami rywalki pozwalały im na więcej, to nasze siatkarki potrafiły bardzo dobrze wykorzystać. Na tych ME pokazywały też jednak inną twarz.
W meczu z Łotwą - jedynym, w którym Polki straciły seta - wkradło się dużo oddawania przestrzeni przeciwnikowi, popełniania prostych błędów. I przestojów, po których później drużynie Lavariniego trudno było wrócić do odpowiedniego rytmu. Ten był wielokrotnie zaburzany także w 1/8 finału przeciwko Portugalii. Widać było, że chwilami polski zespół nie grał na swoje sto procent. Jakby włączył mu się tryb oszczędzania baterii. Na Portugalki, dla których sukcesem było wyjście z grupy, wystarczyło. Na Holenderki takie granie to może być za mało.
Polki powtarzały, że mecz z Łotyszkami je obudził, pokazał, jakiego nastawienia mają się wystrzegać i do spotkań ze Słowenkami i Niemkami podeszły już zupełnie inaczej. W ćwierćfinał będą musiały wejść tak samo - z pewnością siebie i kontrolą nad własną stroną boiska. Gdy grają z opanowaniem, skupione i realizując własny pomysł na siatkówkę, bardzo trudno je zatrzymać. Pokazały to już i dało się uwierzyć, że to gra na miarę medalu. Tego wyczekanego przez 17 lat.
Początek meczu Polek z Holenderkami w ćwierćfinale mistrzostw Europy siatkarek o godzinie 15:00 w czwartek 3 września. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.