Sport.pl+

Jeden z największych problemów kadry właśnie się rozwiązał. Grbić zaciera ręce

Agnieszka Niedziałek
Mecz Polska - Słowenia w Lidze Narodów. Grbić i Bołądź.
volleyballworld.com

- Świeżości możemy szukać w żelu pod prysznic - opisywał ostatnio obrazowo obecną formę polskich siatkarzy Kamil Semeniuk. Ale szuranie kolanami po parkiecie podczas Memoriału Huberta Jerzego Wagnera tradycyjnie było w planie. A trener Nikola Grbić, który patrzył na to z zadowoleniem, dostał kilka ważnych odpowiedzi przed mistrzostwami Europy.

Wszyscy trenerzy zazdroszczą Nikoli Grbiciowi kłopotu bogactwa, ale też rok w rok musi on łatać dziury spowodowane kontuzjami kadrowiczów. Podczas zakończonego w niedzielę Memoriału Huberta Wagnera mógł kilka razu odetchnąć z ulgą. Choć parę znaków zapytania przed rozpoczęciem mistrzostw Europy zostało. Będący w świetnej formie Bartłomiej Bołądź jeden już zmazał. Na weryfikację dotyczącą drugiego trzeba będzie poczekać niemal miesiąc.

Ciężary w siłowni i (nie aż tak duże) ciężary na parkiecie. "Czasami jest depresyjnie"

Przed południem przerzucanie ciężarów w siłowni, a kilka godzin później mecz z rywalem ze światowej czołówki. Tak wyglądał plan Polaków na pierwszy i trzeci dzień występów w Memoriale Wagnera. A to była tylko kontynuacja bardzo intensywnych przygotowań w Zakopanem. Tak ma wyglądać przepis na sukces w wydaniu Grbicia i jego sztabu szkoleniowego.

Nie jest on niczym szokującym – Biało-Czerwoni mijali się w Krakowie w siłowni np. ze Słoweńcami. Wszyscy, którzy pod koniec września chcą walczyć o medale kontynentalnych mistrzostw, teraz mają ciężkie nogi. I są z tym pogodzeni.

– Przyjechaliśmy na memoriał z nastawieniem, że nie będziemy tutaj w fantastycznej formie fizycznej, tylko właśnie będziemy szurać kolanami po parkiecie. I że trzeba będzie właśnie w takich warunkach grać, bo na turniejach też są takie sytuacje, że nie ma czasu na regenerację i trzeba grać na zmęczeniu. To dla nas taki poligon, żeby się sprawdzić w trudnych warunkach – tłumaczył w Krakowie Kamil Semeniuk.

Przyjmujący, który piąty sezon z rzędu przerabia ten proces pod okiem Grbicia, przyznaje, że sierpniowy etap treningów w Zakopanem zawsze kojarzy mu się z "zakopaniem pod ciężarami".

– Jest ciężko, czasami jest depresyjnie, ale im bliżej docelowego turnieju, tym świeżość faktycznie przychodzi. Ale jak na razie to świeżości możemy szukać w żelu pod prysznic – podsumowuje w swoim stylu przyjmujący Sir Safety Perugii.

Wszyscy kadrowicze akceptują w pełni to, że obecnie nie latają wysoko nad siatką. Także ci, którzy pod skrzydła obecnego szkoleniowca reprezentacji Polski trafili po raz pierwszy. Nie wszyscy jednak uznają, że w Zakopanem dostali najmocniejszy wycisk. Wracający do kadry po siedmiu latach Bartłomiej Lemański przyznaje, że bardziej odczuł majowe treningi w Spale na samym początku przygotowań.

Mimo intensywnych zajęć w siłowni Biało-Czerwoni w Krakowie pokonali kolejno Słoweńców (3:2), Amerykanów i Francuzów (w obu meczach było 3:1). Jak mantrę powtarzają słowa trenera, że w podobnych okolicznościach będą musieli rywalizować też o stawkę.

– Trzeba być gotowym na to, że wtedy niezależnie od samopoczucia trzeba wejść na odpowiedni poziom. Łatwo wygrywać, jak wszystko wychodzi – wskazuje libero Maksymilian Granieczny.

Zobacz wideo Siatkarze o Mistrzostwach Europy

Błędy, które nie mają wywoływać paniki. Recepta na sukces Grbicia

Gdy pytam Marcina Komendę, czy Grbić patrzy nieco łagodniejszym okiem na błędy ze względu na te ciężkie treningi, to rozgrywający uśmiecha się wymownie. Przyznaje też, że nie wszystkie słabości podczas ostatnich meczów w Krakowie można usprawiedliwić dużymi obciążeniami treningowymi.

– Natomiast czasem tak jest, że pewne rzeczy nie wychodzą w danym momencie, a za tydzień mogą być na zupełnie innym poziomie. Ja bym więc na pewno nie wszczynał paniki z powodu tych elementów, które nie funkcjonowały teraz idealnie, a po prostu skupił się na tym, aby je dopracować. Jestem przekonany, że będziemy optymalnie przygotowani na ME – zaznacza siatkarz, który drugi rok z rzędu jest pierwszym rozgrywającym Polaków.

Pełny spokój zachowuje też Wilfredo Leon. A wymagający zwykle Grbić nie kryje zadowolenia z tego, co zobaczył podczas memoriału.

– Pierwszy mecz był trudny, bo byliśmy tuż po treningach w Zakopanem. Potrzebowaliśmy rytmu, dokonywałem wielu zmian. Nie było łatwo, Słoweńcy zawsze grają bardzo dobrze. Dwa pozostałe spotkania były bardzo podobne – w pierwszym secie przeciwnik grał fantastycznie. W meczu z Francuzami, którzy świetnie zagrywali, powiedziałem zawodnikom, że czekamy na nasze szanse i zobaczymy, czy oni ten poziom utrzymają. Uważam, że to była recepta na zwycięstwo – byliśmy cierpliwi. Musimy w takiej sytuacji kontynuować grę na swoim poziomie i nie oddawać nic za darmo. Jeśli rywal utrzyma taki poziom przez dwie i pół godziny, to możemy przegrać, ale utrzymanie go przez cały mecz jest bardzo trudne – wskazuje szkoleniowiec.

Grbić chce powtórzyć manewr z poprzednich ME. Młodzi Polacy "poczuli krew"

Grbić wciąż czeka na odpowiedź, czy będzie mógł zabrać na ME całą 15-osobową grupę, z którą pracuje obecnie. Mimo że oficjalnie zgłosić można tylko 14 zawodników. Przy każdej okazji ostatnio podkreślał, jak ważne jest to dla niego, aby podczas długiego turnieju mieć do dyspozycji na treningach dwie pełne szóstki. Z takiego rozszerzonego wariantu skorzystał już w poprzedniej edycji czempionatu Starego Kontynentu. Wówczas dodatkowym siatkarzem pomagającym w treningach był środkowy Mateusz Poręba. Teraz szkoleniowiec jeszcze nie ogłosił składu, ale z jego ostatnich wypowiedzi wynika, że – o ile planów nie pokrzyżują mu kontuzje – to takim dodatkowym zawodnikiem były środkowy Jakub Majchrzak.

To, że z decyzją o składzie trzeba się wstrzymać do samego końca, pokazały już pierwsze minuty piątkowego meczu memoriału. Przy wyniku 5:7 w inauguracyjnej partii z powodu uszkodzenia kostki musiał zejść Lemański. Na szczęście okazało się, że to nic poważnego i ma wznowić treningi w najbliższych dniach. Spisujący się świetnie 30-latek wykorzystał w tym sezonie nieobecność mających kłopoty zdrowotne kadrowych filarów na środku – Jakuba Kochanowskiego i Mateusza Bieńka. I fakt, że z występów w kadrze tuż przed ogłoszeniem powołań zrezygnował Norbert Huber, trzeci z najbardziej doświadczonych graczy na tej pozycji.

Mierzący 2,17 m Lemański w kluczowych meczach tego lata tworzył na środku duet z Szymonem Jakubiszakiem. O ile nie któremuś z nich nie przytrafi się jakiś uraz, to zapewne ten układ się utrzyma.

– Trzymam za Bartka kciuki, bo na pewno jest bardzo potrzebny naszej drużynie. Ale z drugiej strony fajnie, bo teraz każdy inny środkowy trochę pewnie "poczuł krew". Że można wskoczyć do podstawowego składu przynajmniej na początku ME. Podejrzewam, że ich rywalizacja jeszcze trochę się zaostrzy – przewidywał w niedawnej rozmowie z dziennikarzami Kochanowski, który pojawił się w sobotę gościnnie na meczu z USA.

Mówiąc o pozostałych środkowych, wicemistrz olimpijski z Paryża i mistrz świata 2018, miał na myśli Jakuba Nowaka i wspomnianego już Majchrzaka. Pierwszy debiutował w kadrze rok temu i zrobił tak duże wrażenie, że został w niej do końca sezonu. Drugi, jak na razie, podąża podobną drogą.

Nowak jednak musiał się tego lata odbudowywać po pełnym kłopotów zdrowotnych sezonie klubowym. O ile wcześniej nie był zbyt mocno widoczny, to zwrócił na siebie uwagę w niedzielnym pojedynku z Francuzami. Przypomniał wtedy już bardziej siebie sprzed 12 miesięcy, gdy bez kompleksów rywalizował z uznanymi rywalami i zatrzymywał ich efektownie blokiem.

– Z każdym meczem czuję się na parkiecie coraz lepiej. Potrzebne mi są takie spotkania. Odbudowuję się krok po kroku. Cieszę się, że jestem tutaj i mogę się pokazywać. To mi bardzo pomaga, bo najlepiej czuję się na parkiecie – przyznaje 21-latek.

Tremy zupełnie nie widać po Majchrzaku. Nie dostawał dotychczas może zbyt wielu szans, ale jeśli już był wzywany do gry, to zbierał zwykle pochwały.

– Jego technika nie jest najlepsza na świecie, ale jest skuteczny. Oczywiście, na razie rywale go zbytnio nie znają, a kiedy zacznie grać więcej i będą poświęcać więcej czasu na analizę wybieranych przez niego kierunków ataku, to może być mu trudniej. Ale podoba mi się, jak trenuje, jak się zachowuje i jak próbuje realizować to, co mówię. Np. żeby szedł szybko na pierwszym tempie, żeby układał odpowiednio ręce w bloku. Na zagrywce też może nam dać dużo. I dlatego jestem zadowolony, jak się prezentuje – analizuje Grbić.

Podwójna ulga Grbicia i podwójne zaciskanie zębów Semeniuka

Nowak nie jest jedynym kadrowiczem, który jest na etapie odbudowy. Tak samo jest w m.in. w przypadku Kewina Sasaka. Atakujący, który błysnął rok temu, też w klubie musiał sporo przymusowo pauzować i dopiero walczy o powrót do najwyższej formy. Podczas memoriału można było dostrzec sygnały, że jest na dobrej drodze. Pozostaje jednak pytanie, ile mu to zajmie. Postępy w jego grze dostrzega też trener wicemistrzów świata 2025, który jednak ostrożnie wypowiada się na temat tego, kiedy ów powrót nastąpi.

– Kewin potrzebuje czasu na boisku. Problem jest w tym, że nie mamy sześciu miesięcy na treningi i granie. Ale myślę, że będzie miał swoje szanse w ME i jestem bardzo zadowolony z jego sobotniego występu z USA. To był jego najlepszy mecz, od kiedy jest teraz z nami. Mam nadzieję, że będzie kontynuował grę na tym poziomie i będzie jeszcze lepszy – dodaje szkoleniowiec Polaków.

Odetchnąć z ulgą w Krakowie mógł on też, obserwując kolejne popisy Bołądzia. Atakujący od kilku miesięcy już utrzymuje imponującą dyspozycję i pod nieobecność Bartosza Kurka zapracował na miano "jedynki" na tej pozycji. Jedyny słabszy moment, jaki zanotował, nastąpił miesiąc temu w finale Ligi Narodów. Wówczas Grbić ratował się przesunięciem na atak Leona. Obecnie Bołądź, który dotychczas był w kadrze zwykle numerem trzy, uspokaja, że wciąż radzi sobie świetnie. Pozostaje jedynie pytanie, czy tak samo będzie podczas decydującej fazy ME. O taką stawkę siatkarz ten jeszcze nie grał. Weryfikacja – obrońcy tytułu zrealizują plan i do tego etapu turnieju dotrą, nastąpi za cztery tygodnie.

Kolejnym pracującym nad powrotem do najwyższej formy kadrowiczem jest Aleksander Śliwka. Przyjmujący, który przejął po Kurku opaskę kapitana, w lipcu ubiegłego roku doznał poważnej kontuzji stopy, która wykluczyła go z gry na kilka miesięcy. Do regularnej rywalizacji wrócił w lutym. Kibice nieraz w ostatnich miesiącach kręcili nosami, gdy Grbić dawał Śliwce kolejne szanse na grę, a ten nieraz męczył się na parkiecie. Ale w ostatnich tygodniach już kilka razy zaliczył występ, przypominający o tym, jak cenny potrafi być dla drużyny narodowej.

Tyle że jego pech polega na tym, iż na przyjęciu od lat w kadrze jest wielki kłopot bogactwa. Przekonuje się o tym też Semeniuk, który – mimo rewelacyjnej formy – najważniejsze mecze zaczynał na ławce. Ustępując Leonowi i Tomaszowi Fornalowi. 

– Wielokrotnie mówiłem, że czasami trzeba zacisnąć zęby i po prostu przystosować się do sytuacji, jaka panuje. Fajnie by było oczywiście grać od deski do deski w reprezentacji, ale to trener decyduje, kto wychodzi na parkiet. On doskonale wie, że jestem zawsze gotowy. Widzi też, że może mi się to nie podoba, że jestem na ławce rezerwowych i że chciałbym grać więcej. Nikt nie chce jeździć i oglądać z boku mecze, bo takie rzeczy raczej robią kibice, a nie zawodnicy. W klubie jestem przyzwyczajony, że jestem częścią tych widowisk. Ale w naszej reprezentacji są fantastyczni zawodnicy, przede wszystkim na przyjęciu. Trzeba gdzieś tam swoją godność i pychę schować do kieszeni, zacisnąć zęby i przystosować się do sytuacji, jaka panuje. Dla mnie nie ma problemu, jeżeli mam wchodzić i grać. Jeżeli przyczynię się do zwycięstw, to niech tak będzie dalej – zaznaczył mający w dorobku cztery triumfy w Lidze Mistrzów Semeniuk tuż triumfie w LN.

Gdy w Krakowie zanotował kolejne udane wejście, które pomogło Polakom wygrać zacięte spotkanie ze Słowenią, jeden z dziennikarzy zasugerował, że to kolejny sygnał potwierdzający gotowość do walki o wyjściowy skład. Siatkarz jednak tym razem szybko uciął temat.

– Ja tam poczekam sobie dalej w tych blokach startowych. Jak mam wchodzić i grać tak, jak gram, to niech tak zostanie – zaznacza.

Biało-Czerwoni, po krótkim odpoczynku, we wtorek spotykali się ponownie na kilkudniowych treningach w Spale. W piątek przeniosą się do Gdańska, gdzie dzień później rozegrają mecz towarzyski z Finami. Będzie to ich ostatni sprawdzian przed wylotem do Sofii na ME.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...