Zaintonowane przez kilku kibiców "Sto lat" w środowy poranek na lotnisku w Warszawie szybko ucichło. Nie dlatego, że fani nie doceniali ostatniego sukcesu polskich siatkarzy, którzy właśnie przechodzili obok nich, a dlatego, że widzieli, jak wymęczeni byli kadrowicze po wyjątkowo długiej podróży.
Na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie już nieraz kibice siatkarzy gromadzili się tak licznie, że brakowało dla nich miejsca w hali przylotów. Tym razem takiego problemu nie było. Z dwóch powodów. Biało-czerwoni wracali do kraju z samego rana w dniu roboczym, a do tego było to już ich drugie podejście.
Mieli dotrzeć do Polski we wtorek o godz. 7.30. W nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego stało się jednak jasne, że ten scenariusz się nie ziści. Opóźnienie samolotu z Ningbo do Pekinu, czyli na trasie pierwszego odcinka podróży ekipy trenera Nikoli Grbicia, było zbyt duże, by zdążyli na przesiadkę. W związku z tym zaliczyli dodatkowy nocleg w stolicy Chin i w nieco okrojonym składzie (m.in. bez trenera Nikoli Grbicia, Wilfredo Leona i Bartłomieja Bołądzia), wsiedli do samolotu do Polski dobę później niż początkowo zakładano.
W środę tuż przed godz. 7 rano czekało na nich w hali przylotów ok. 20 osób. Uwagę zwracały te z biało-czerwonymi gadżetami. Praktycznie wszyscy dziennikarze podchodzili do pana Wiesława, który miał szalik i koszulkę w narodowych barwach. Jak się okazuje, na lotnisku był też we wtorek rano.
- Dopiero na miejscu dowiedziałem się, że siatkarze tego dnia nie dotrą. Było wtedy więcej osób niż teraz i wszyscy byli bardzo zawiedzeni – opowiadał mi mężczyzna, który zapewnia, że kibicuje polskim siatkarzom od 30 lat. A w całym tym wtorkowym pechu pocieszeniem dla niego było, że mieszka niedaleko lotniska.
W środę stopniowo dochodziły nowe osoby, choć czasem byli to podróżni z walizkami, których zaciekawiło małe zbiegowisko. Tym razem siatkarze wylądowali kilka minut przed planowaną godziną (7.05), ale na ich pojawienie się przed kibicami trzeba było poczekać jeszcze ok. 40 minut.
Kadrowicze początkowo zmierzali prosto przed siebie, wyraźnie zmęczeni. Nawet Jakub Popiwczak, którego znakiem firmowym jest szeroki uśmiech. Po chwili kilku jednak przystanęło, by zrobić sobie z fanami zdjęcia, rozdać parę autografów i przybić piątki najmłodszym z czekających.
Siatkarze dość szybkim krokiem zmierzali do hotelu naprzeciwko lotniska, gdzie zaplanowano oficjalne powitanie w gronie sponsorów i rozmowy z dziennikarzami. Gdy opuścili lotnisko okazało się, że czeka na nich kolejna grupa fanów.
Część oficjalną skrócono, by dodatkowo nie obciążać zmęczonych zawodników. Na krótko oddano głos m.in. Tomaszowi Fornalowi. MVP turnieju finałowego LN zwykle przy takich okazjach stara się rozluźnić atmosferę. Tym razem też zaapelował do przedstawiciela ministerstwa sportu o... zamontowanie klimatyzacji w pokojach Centralnego Ośrodka Sportu w Zakopanem, w którym niedługo zjawi się wraz z kolegami.
Kadrowicze na razie mają trochę wolnego, a od przyszłego tygodnia rozpoczną bezpośrednie przygotowania do docelowej imprezy tego sezonu, czyli mistrzostw Europy. W poprzedniej edycji, która odbyła się trzy lata temu, wywalczyli złoty medal. Tamten sukces również poprzedzili zwycięstwem w LN. Czy historia się powtórzy? Przekonamy się we wrześniu.