Sport.pl+

Polak "ocieka złotem", a Grbić trzyma go na ławce. Kibicom trudno to zrozumieć

Agnieszka Niedziałek
Kamil Semeniuk
Volleyball World

Nikola Grbić trzy lata temu bywał krytykowany, gdy wyciągnął pomocną dłoń do Kamila Semeniuka. Teraz niektórzy nie rozumieją, dlaczego trener Polaków trzyma na ławce rezerwowych siatkarza, który niedawno po raz czwarty w karierze wygrał Ligę Mistrzów. I który w niedzielę był jednym z bohaterów wygranego 3:2 finału Ligi Narodów z reprezentacją USA.

Trudno sobie wyobrazić, by w jakiejkolwiek innej drużynie narodowej taka sytuacja była możliwa. Kamil Semeniuk od kilku miesięcy ocieka złotem - wygrał wszystko, co możliwe w klubowej i reprezentacyjnej siatkówce. Ale mimo świetnej gry, w kluczowym momencie pierwszej części sezonu Nikola Grbić wyznaczył mu rolę rezerwowego. Tak naprawdę zrobił z niego swoją wielką broń. Można to zrozumieć, słuchając argumentów trenera i pamiętając, jak wygląda obsada tej pozycji. Ale można też zrozumieć tych, którzy zastanawiają się, czy szkoleniowiec tej broni czasem zbyt mocno nie oszczędza.

Zobacz wideo Mistrzostwa Polski w siatkówce. Bartłomiej Bołądź: "Powiedzieliśmy sobie, że musimy to przeczekać"

Grbić wziął na siebie odbudowę "Maszyny". Trener Polaków nie posłuchał sceptyków

"Maszyna" – to przydomek, który od kilku lat przylgnął do Semeniuka. Dziennikarze po raz pierwszy usłyszeli go z ust Grbicia, który zna się z przyjmującym jeszcze z okresu dwuletniej wspólnej pracy w Zaksie Kędzierzyn-Koźle. W 2021 roku sensacyjnie wygrali Ligę Mistrzów. Potem szkoleniowiec przeszedł do Sir Safety Perugii, a Semeniuk z Zaksą obronił tytuł najlepszego klubu w Europie. Mieli znów połączyć siły w Perugii, ale Serb wcześniej stracił posadę. Spotkali się ponownie w reprezentacji Polski i od 2022 roku współpracują w niej stale.

30-latek idealnie wpisuje się w stereotyp "żołnierza Grbicia". Szkoleniowiec przy prowadzeniu drużyny bazuje na dużym autorytecie, a gracz Perugii to typ zawodnika, który - jak opisują koledzy z zespołu - od razu wykonuje wzorowo każde zadanie na treningu, a na siłownię przychodzi pierwszy i wychodzi z niej ostatni. Serb zaś jest wierny swoim zaufanym żołnierzom, co dało o sobie znać już w przypadku kilku siatkarzy. W 2023 r. właśnie w przypadku Semeniuka.

O ile cztery lata temu przyjmujący był jednym z najjaśniejszych punktów reprezentacji Polski w mistrzostwach świata i nikt nie miał wątpliwości, że zasłużył na miejsce w podstawowym składzie, już 12 miesięcy później niektórzy kwestionowali nawet to, czy powinien się w ogóle znaleźć wśród powołanych. Miał za sobą bardzo trudny sezon klubowy, po którym jego forma pozostawiała sporo do życzenia. Grbić wyciągnął wówczas do zawodnika pomocną dłoń. Wezwał go na zgrupowanie kadry już od samego początku, razem z grupą mniej doświadczonych zawodników i przystąpili do pracy. Nie była to łatwa droga.

"Chciałbym, żeby moje dzieci znalazły sobie partnerów w życiu, którzy tak będą wierzyć, mieć tyle cierpliwości i będą dawały tak dużo drugich szans, jak Grbić Semeniukowi" - napisał na portalu X (dawnym Twitterze) Jakub Bednaruk, dawny siatkarz i były trener, po jednym z meczów Memoriału Wagnera 2023. Semeniuk męczył się wówczas, ale trener Polaków trzymał go na parkiecie. Tłumaczył, że to była jedyna metoda, by odbudować pewność siebie gracza, która wcześniej mocno ucierpiała. I powoływał się przy tym na własne doświadczenia z okresu kariery zawodniczej. Niektórzy kibice mimo to sceptycznie patrzyli na podejście Grbicia, mistrza olimpijskiego z Sydney, do zmagającego się z kryzysem siatkarza, ale ten trzymał się swojego planu.

Obwieszony złotymi medalami Semeniuk trafił na ławkę rezerwowych

W mistrzostwach Europy 2023 Semeniuk odgrywał epizodyczną rolę, ale wtedy jego walkę o powrót do formy przykryły całkowicie popisy Wilfredo Leona i Aleksandra Śliwki. Rok później na igrzyskach w podstawowym składzie na przyjęciu brylowali z kolei Leon i Tomasz Fornal. Gdy jednak ten drugi musiał pauzować czasowo z powodu podkręconej kostki, Semeniuk dobrze wywiązywał się z roli zmiennika. Duet Leon-Fornal grał też pierwsze skrzypce w poprzednim sezonie, ale gdy drugiego z siatkarzy znów trzeba było zastąpić z powodu kłopotów zdrowotnych w finale LN i niektórych meczach mistrzostw świata, Semeniuk błyszczał. Wtedy pojawiały się już głosy, że mógłby dostawać więcej szans na grę w wyjściowym składzie. Mający kłopot bogactwa Grbić jednak miał swoją koncepcję.

- Kamil to "Maszyna". Ja to wiem, pracuję z nim sześć lat. Znam jego charakterystykę i wiem, co jest w stanie robić. Wiem, że jest zawsze gotowy. Jest obecnie absolutnie jednym z najlepszych i najbardziej kompletnych zawodników na świecie – tłumaczył trener po ostatnim meczu grupowym MŚ.

A Semeniuk, jak przystało na wiernego żołnierza, przyjmował to wszystko z pokorą. - Biorę w ciemno każde zadanie – deklarował po bardzo udanym występie w 1/8 finału. W dalszej części turnieju dostawał więcej szans, ponieważ Fornalowi dawały się we znaki problemy z plecami. I o ile przez pewien czas gracz Perugii sprawiał swoją grą, że nikt nie martwił się przymusową nieobecnością jednego z liderów kadry, to w dwóch kluczowych meczach – półfinale i meczu o brązowy medal – złapał zadyszkę.

Od początku minionego sezonu klubowego trwa jego świetna passa. Z Perugią wywalczył wszystko, co się dało, czyli mistrzostwo Włoch, Puchar Włoch, Superpuchar Włoch, klubowe mistrzostwo świata, a zwieńczeniem tej złotej serii była obrona tytułu w LM. Choć wygrał te najbardziej prestiżowe klubowe rozgrywki już po raz czwarty w karierze i drugi z rzędu, nie krył wielkiej radości, bo 12 miesięcy wcześniej z powodu kontuzji w turnieju finałowym wchodził tylko na krótkie zmiany. Teraz był filarem włoskiego giganta i mówił wprost, że wiele to dla niego znaczyło, iż tym razem miał większy wkład w sukces.

Dobrą formę prezentował też po zmianie koszulki klubowej na kadrową. Zaczął meczem towarzyskim z Niemcami, a później w trzecim turnieju fazy interkontynentalnej LN. W Chicago Grbić rotował na przyjęciu trójką Semeniuk-Leon-Fornal. To wtedy też zaczęły pojawiać się wśród kibiców i ekspertów głosy, że Semeniuk i Fornal grają tak dobrze, że to na nich Serb powinien postawić w wyjściowym składzie na najważniejsze mecze sezonu. Ale w turnieju finałowym LN szkoleniowiec konsekwentnie zaczynał duetem Leon-Fornal.

Semeniuk w ćwierćfinale i półfinale pojawiał się przeważnie na krótkie zmiany zadaniowe – na zagrywkę lub by poprawić przyjęcie, za Leona. Robił swoje i wracał do kwadratu dla rezerwowych, a niektórzy fani się frustrowali, że nie dostaje więcej szans. Wystarczyło jednak przypomnieć sobie cytowane wyżej słowa Grbicia sprzed roku. To ta wszechstronność i stała gotowość sprawiają, że przyjmujący jest w kadrze  "złotym rezerwowym". Jak bardzo potrzebnym – potwierdził w pełni niedzielny finał z Amerykanami.

Wezwany na ratunek Polak został bohaterem finału LN

Leon to gracz, który potrafi w pojedynkę przesądzić o losach meczu. Pokazał to choćby ostatnio w półfinale LN, gdy nękał Słoweńców zarówno atakami, jak i bombami serwisowymi, przyczyniając się mocno do tego, że Polacy wygrali 3:0, bez straty choćby 20 punktów w secie. Bolączką tego klasowego siatkarza jest przyjęcie i uwidoczniło się to, gdy celowali w niego swoje potężne zagrywki w finale zawodnicy z USA. Gdy nie był już w stanie braków nadrabiać ofensywą, w drugim secie, Grbić posłał do boju Semeniuka. Efekt – stabilizacja przyjęcia i 16 punktów (najwięcej w zespole) na koncie 30-latka.

Cierpliwość, opanowanie i czujność w obronie – te cechy gracza Perugii bardzo się przydały w trudnych momentach pojedynku z Amerykanami. Fornal świetną grą w tym meczu zapracował na nagrodę MVP turnieju finałowego LN, ale do grona bohaterów niedzielnego spotkania bez wątpienia zaliczyć trzeba także Semeniuka. Poza stabilizacją przyjęcia i kończeniem ważnych piłek w ataku dorzucił też punktowe bloki i sprawiającą rywalom kłopoty zagrywkę.

Ktoś z orędowników wersji reprezentacji z Semeniukiem w wyjściowym składzie może pomyśleć, że po niedzielnym popisie można byłoby powiedzieć Grbiciowi: "A nie mówiłem". Tyle że ten przecież już świetnie zna wartość gracza. To ze względu na tę świadomość trzy lata temu wyciągnął do niego pomocną dłoń, gdy niektórzy uważali, że powinien go skreślić. Być może tamta sytuacja sprawia, że samemu siatkarzowi nieco łatwiej się pogodzić z obecną. Paradoks polega na tym, że niektóre z jego atutów, które w wielu wypadkach gwarantowałyby miejsce w podstawowej szóstce, u niego – przy kłopocie bogactwa na przyjęciu w polskiej kadrze – stały się trochę jego przekleństwem.

Grbić uchodzi zwykle za siatkarskiego konserwatystę. Choćby też z tego powodu trudno nastawiać się na to, by w mistrzostwach Europy zmienił swój plan dotyczący obsady przyjęcia w wyjściowym składzie. Semeniuk więc prawdopodobnie nadal będzie "bronią" czekającą na swój moment.

Pytanie jeszcze, czy podczas wrześniowego turnieju szkoleniowiec znów sięgnie po awaryjne rozwiązanie z grą na trzech przyjmujących. Korzystał z niego od czwartego seta w finale LN, gdy słabiej radził sobie Bartłomiej Bołądź (zastąpił go wtedy Leon, który bardzo dobrze się wywiązał z tego zadania). Manewr ten w niedzielę zdał egzamin i pewnie niektórzy chętnie częściej by oglądali go w praktyce. W ostatnich tygodniach jednak Bołądź grał świetnie i w takiej sytuacji trudno nie korzystać z atakującego, który dopiero buduje swoją pozycję jako reprezentacyjnej "jedynki". Na razie więc Grbić korzysta z Semeniuka tak, jak uważa, że będzie najlepiej dla zespołu. Zdobyciem złotego medalu w Ningbo obronił swoją koncepcję. Kolejną okazją do jej weryfikacji będą mistrzostwa Europy. A inni trenerzy mogą tylko Serbowi pozazdrościć takiego kłopotu, jaki ma z wyborem przyjmujących.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...