Ależ dreszczowiec Polaków w Lidze Narodów! Koniec 14-letniej serii

Agnieszka Niedziałek
Ależ to były emocje! Obrona i kontra, obrona i kontra - tak długimi fragmentami wyglądały popisy Japończyków, na które polscy siatkarze nie znaleźli recepty. Drużyna trenera Nikoli Grbicia przegrała po walce 2:3 (21:25, 25:21, 21:25, 25:22, 15:17) w meczu Ligi Narodów. Tym samym przerwana została trwająca aż 14 lat seria.
Polska - Japonia, LN
Volleyball World

Na Polaków w piątkowym pojedynku z Japończykami czekało kilka pułapek. To właśnie dlatego w przedmeczowym typowaniu, zaprezentowanym przez realizatora transmisji, siódmym w światowym rankingu Azjatom dawano aż 63 procent szans na zwycięstwo nad będącymi liderami tego zestawienia Biało-Czerwonymi. A oni potwierdzili, że słusznie. Choć zawodnicy trenera Nikoli Grbicia do końca próbowali pokrzyżować im plany.

Zobacz wideo Mateusz Bieniek po finale Ligi Mistrzów w Turynie: Byli lepszą drużyną

Kibice klubu z Lublina się cieszą, a fani kadry smucą. Takie pułapki czekały na ekipę Grbicia

Ran Takahashi i libero Tomohiro Ogawa zapewne będą dawać w najbliższym sezonie wiele radości kibicom Bogdanki LUK Lublin. W piątek natomiast byli wielką udręką polskich kibiców i siatkarzy.

Właśnie mocny skład drużyny, którą trener Laurent Tillie zabrał do chińskiego miasta Linyi, była jednym z elementów, które sprawiały, że można było być pewnym, iż Biało-Czerwonych czeka bardzo trudna przeprawa. Marcin Nowakowski, asystent Grbicia, przed rozpoczęciem tego turnieju zwracał uwagę, że ze składu Japończyków z igrzysk w Paryżu brakuje jedynie rozgrywającego Masahiro Sekity. I choć finalnie Tillie nie korzystał w piątek m.in. z jednego z filarów - Yukiego Ishikawy z włoskiej Perugii - to i tak skład był bardzo mocny. Polacy z kolei, tradycyjnie już, przyjechali na pierwszy turniej Ligi Narodów w składzie mocno rezerwowym i dało to o sobie znać.

Wielki potencjał rywali to nie wszystko. Dla siatkarzy Grbicia był to trzeci mecz w ciągu trzech dni, a skala trudności rosła. Zaczęli od pewnego zwycięstwa nad Kubańczykami 3:0, ale w czwartkowy wieczór czasu miejscowego rozegrali pięciosetowy pojedynek ze Słowenią, który przegrali 2:3. Prowadząc w tie-breaku 14:12. Ich piątkowi rywale w tym czasie zaś odpoczywali, mając dzień wolny, a w środę w trzech setach uporali się z Ukrainą.

Katem wicemistrzów olimpijskich z Paryża w czwartek był Nik Mujanović, który zdobył aż 37 punktów. Ale główną bolączką Polaków było marnowanie okazji na kończenie akcji. Ten problem zwykle pojawia się, gdy Grbić testuje zawodników z mniejszym doświadczeniem kadrowym, a nie inaczej było w piątek.

U Japończyków siły w ofensywie były bardziej rozłożone niż u Słoweńców, ale w ataku brylował przede wszystkim Takahashi. A fakt, że miał ku temu aż tyle okazji, to w dużym stopniu zasługa uwijającego się w obronie Ogawy. Zespół Kraju Kwitnącej Wiśni słynie ze świetnej gry w defensywie oraz bazowania na kontrach i właśnie w tej sposób budował wielokrotnie przewagę nad Polakami.

Popis Nasewicza, znokautowany Firlej. Nieudany manewr kapitana Polaków

Dzięki temu, że początkowo nie zawodzili na środku Szymon Jakubiszak i Bartłomiej Lemański, to Biało-Czerwoni byli w stanie utrzymywać nieznaczne prowadzenie. Po raz pierwszy stratę zanotowali dopiero przy wyniku 13:14. Ale z czasem rywale grali coraz lepiej i w kluczowym momencie różnica stawała się coraz większa. Piłkę setową zapewnił im Takahashi, a na koniec zatrzymali po raz pierwszy Jakubiszaka. Nie pomogło nawet słyszane z trybun "Polska, Polska" skandowane przez miejscowych fanów siatkówki, którzy byli zaopatrzeni w gadżety związane z drużyną Grbicia.

Początek drugiej odsłony jeszcze nie zapowiadał tego, co się później w niej wydarzyło. Zwłaszcza gdy znokautowany został rozgrywający Jan Firlej, który skakał do bloku. Ale coraz bardziej rozkręcał się jednak Aleksiej Nasewicz. Atakujący Trefla Gdańsk, który dysponuje potężną siłą, w pierwszych meczach towarzyskich kadry w tym sezonie miał wielkie problemy ze skutecznością. W Linyi wcześniej wchodził tylko na zmiany i nie zapadł tymi krótkimi występami w pamięci. Nadrobił to jednak teraz, gdy szkoleniowiec postanowił go sprawdzić w wyjściowym składzie. Zdobył aż 24 punkty, ustępując jedynie Takahashiemu (26 pkt.)

23-latek od drugiego seta był pewnym punktem w ofensywie, a do tego nieraz "strzelał" celnie w rywali potężną zagrywką. Choć warto szczególnie docenić jego techniczny atak w partii otwarcia. Bo, że ma siłę, to już wiemy, ale w niektórych sytuacjach lepiej postawić na spryt.

W drugiej Nasewicza wspomagał w ataku Aleksander Śliwka, który głównie na wspomnianym sprycie bazuje. W końcówce kapitanowi Polaków co prawda nie udał się manewr z chowaniem rąk w bloku (atakujący Japończyk otarł jego ręce), ale przewaga była wtedy bezpieczna (22:18). Grbić złościł się potem, gdy jego zawodnicy mieli kłopot z domknięciem seta, ale ci po chwili zwieńczyli dzieło.

Polacy walczyli, ale nie wyszarpali. Japończycy czekali na to 17 lat! 

Więcej powodów do niezadowolenia szkoleniowiec brązowych medalistów ubiegłorocznych mistrzostw świata miał w secie numer trzy, gdy jego zespół znów musiał gonić. Azjaci brylowali w kontratakach, a Serb szukał rozwiązania, wprowadzając m.in. Bartosza Firszta w miejsce Michała Gierżota. Ale przyjmujący PGE Projektu Warszawa dość szybko wrócił do kwadratu dla rezerwowych.

Dzięki poprawie skuteczności pierwszego ataku i większej cierpliwości Polacy doprowadzili do drugiego z rzędu tie-breaka. Choć w końcówce czwartego seta serca kibiców Biało-Czerwonych mogły nieco zadrżeć, gdy zablokowany został mierzący 2,17 m Lemański, który wcześniej był bardzo skuteczny.

Od początku rozstrzygającej partii pierwsze skrzypce po stronie Japończyków - obok Takahashiego - grał Kento Miyaura. Nasewicz i spółka cały czas musieli gonić. Najpierw przegrywali 1:3, potem - po asie Takahashiego - 8:11. Polacy doprowadzali kilkakrotnie do remisu (7:7, 11:11, 13:13), ale ostatnie dwa punkty padły łupem rywali.

Dokładnie rok temu te ekipy mierzyły się w fazie interkontynentalnej LN i wtedy Polacy wygrali 3:1. W ich kolejnym spotkaniu z Japończykami - w ćwierćfinale tych rozgrywek - triumfowali 3:0, rozbijając w ostatnim secie przeciwników aż 25:12. Japończycy czekali na zwycięstwo nad Polakami w meczu o stawkę aż 17 lat. Poprzednio pokonali ich w 2009 roku, a dwa lata później rozpoczęła się wieloletnie seria wygranych Biało-Czerwonych.

Za sprawą piątkowej przegranej Polacy po raz pierwszy od czterech lat stracili prowadzenie w światowym rankingu. Obecnie tracą niespełna cztery punkty do Włochów. Na obecnym etapie sezonu ma to jednak drugorzędne znaczenie.

Przed siatkarzami Grbicia teraz wyczekiwany dzień przerwy. Na koniec występu w Linyi zmierzą w niedzielę z reprezentacją Ukrainy.

Agnieszka Niedziałek
Więcej o: