Polacy zamienili się w "potworów". Natychmiastowa reakcja Grbicia

Agnieszka Niedziałek
Nikola Grbić nie czekał nawet do końca seta otwarcia pierwszego meczu Ligi Narodów ze zmianami i wprowadzeniem pierwszoligowca. Skupienie i powaga trenera obserwującego jak polscy siatkarze pokonują Kubańczyków 3:0 też były wymowne. Największym zaskoczeniem okazało się zaś zachowanie szkoleniowca podczas jeden z przerw.
Polska - Kuba, LN
Polsat Sport

Poprzedni mecz z Kubańczykami zakończył się "karą" dla Polaków. W ubiegłorocznej edycji Ligi Narodów niespodziewanie przegrali z nimi 1:3 w Gdańsku, męcząc się na parkiecie. A trener Nikola Grbić był wtedy tak zdenerwowany, że od razu po spotkaniu wezwał ich na rozmowę do szatni. Tym razem rywale sami pomagali w tym, by Biało-Czerwoni o powtórkę nie musieli się obawiać.

Zobacz wideo Mateusz Bieniek po finale Ligi Mistrzów w Turynie: Byli lepszą drużyną

Polacy szybko stali się "potworami". Grbić od razu zaczął testy

Co roku na początku sezonu plan Grbicia jest taki sam – największe gwiazdy kadry w pierwszym tygodniu rywalizacji w LN dopiero zaczynają przygotowania w Spale, a w pierwszych meczach szansę dostają zawodnicy drugiego czy nawet trzeciego szeregu.

Rok temu Serb zabrał do Xi'an dużo młodych graczy, którzy spisali się nadspodziewanie dobrze, zgarniając komplet zwycięstw. W środę w innym chińskim mieście - Linyi - Polacy zaczęli bardzo efektownie, choć – z racji siły kolejnych rywali i ich składów (Słowenia, Japonia, Ukraina) – mogą mieć problem, by powtórzyć tamten wyczyn.

Kubańczycy rok temu sprawili swoim kibicom miłą niespodziankę, awansując do turnieju finałowego LN. A sensacją było ich wspomniane wcześniej zwycięstwo w fazie interkontynentalnej nad Polakami. Tyle że teraz w Chinach występują w mocno rezerwowym składzie i trudno było się spodziewać, by byli w stanie mocniej zagrozić faworytom. I było to wyraźnie widać już na początku pierwszego seta.

Gdyby wziąć dosłownie hasło "monster block", które pojawia się na telebimach w halach podczas meczów siatkarskich po skutecznych blokach, to już po kilku minutach można byłoby nazwać Polaków potworami. Przy prowadzeniu 5:3 mieli na koncie trzy "czapy", na koniec seta pięć (w całym pojedynku 11). W pewnym momencie rywale zaczęli kombinować, próbując omijać polską ścianę, ale efekt był często taki, że posyłali piłkę na aut.

Grbić zawsze wykorzystuje takie okazje, by dać szansę młodym i mniej doświadczonym zawodnikom. W wyjściowym składzie postawił co prawda niemal w całości na pewniaków z większym ograniem, bo jedynym debiutantem był środkowy Jakub Majchrzak. Ale już pod koniec seta Serb wprowadził dwóch kolejnych zawodników, którzy zaliczają pierwszy sezon w karze – Bartosza Zycha i występującego dotychczas w pierwszej lidze Marcela Bakaja. A w kolejnym na parkiecie pojawił się kolejny "pierwszoroczniak" Adrian Markiewicz.

Zachwycił Grbicia już w meczach towarzyskich i będzie walczył o wielką szansę

Obecność Majchrzaka w pierwszej szóstce nie jest wielkim zaskoczeniem, bo trener wychwalał go już mocno po niedawnych meczach towarzyskich. A środkowy Indykpolu AZS Olsztyn potwierdził w środę, że chce potwierdzić, że na te komplementy zasłużył. Zgromadził 11 punktów, a ostatnim z nich zakończył spotkanie.

Akurat wśród środkowych walka o miejsce w składzie na turniej finałowy LN (zakładając, że Polacy - zgodnie z oczekiwaniami - do niego awansują) i wrześniowe mistrzostwa Europy kilka dni temu nabrała nowego wymiaru. Stało się tak, gdy pojawiła się informacja, że problemy zdrowotne wyeliminowały z występów w tym sezonie będącego jednym z filarów Mateusza Bieńka. Pewniakiem na tej pozycji jest Jakub Kochanowski, który jednak w minionym sezonie klubowym też zmagał się z kontuzjami. Zabraknie również Norberta Hubera, który - ku zaskoczeniu szkoleniowca - postawił na leczenie i odpoczynek. Przed zawodnikami, którzy wydawali się więc dotychczas być głównie potrzebni w pierwszej części LN, otwiera się więc wielka szansa.

Rok temu taką szansę wykorzystał m. in. rewelacyjnie spisujący się środkowy Jakub Nowak. Teraz on też na razie musi zadbać w pierwszej kolejności o zdrowie, ale Grbić z pewnością na niego liczy. Kto wie, czy objawieniem tego sezonu nie będzie właśnie Majchrzak. Choć ma też konkurencję m.in. w postaci obecnego również w Chinach Bartłomieja Lemańskiego, który wrócił do kadry po siedmioletniej przerwie. Oby trener Polaków miał przy tym wyborze dobrze znany już sobie kłopot bogactwa, a nie jego przeciwieństwo.

Chęć powalczenia o miejsce w składzie reprezentacji Polski na najważniejsze turnieje tego lata potwierdził też w środę Bartosz Gomułka. Atakujący, który w drugiej części sezonu klubowego błyszczał w PGE Projekcie Warszawa, wciąż utrzymuje dobrą dyspozycję. Trwają analizy, kto pod nieobecność Bartosza Kurka będzie pierwszym atakującym i głównie mówi się o Bartłomieju Bołądziu i Kewinie Sasaku. Ale ciekawie będzie obserwować, jak włączy się do tej rywalizacji Gomułka, który dotychczas w kadrze odgrywał mocno epizodyczną rolę.

Trudno jednak wyciągać wiele wniosków po spotkaniu z Kubańczykami. Ci bowiem w środę czasem sami dostarczali Polakom punkty po prostych błędach. Dlatego też nie dziwi spokojna i poważna mina Grbicia przez niemal cały czas – zarówno wtedy, kiedy jego zespół miał 10 punktów przewagi, jak i kiedy to prowadzenie stopniało do jednego.  Dlatego też największym zaskoczeniem było, gdy szkoleniowiec podczas jednej z przerw w drugiej partii zaczął nagle mówić do siatkarzy w języku polskim. Rok temu zapowiadał, że będzie chciał to tak komunikować się z zawodnikami do końca sezonu 2025, ale nic z tego nie wyszło. W środę podczas trzeciej partii wrócił do języka angielskiego, ale pozostaje czekać na kolejne spotkania, by sprawdzić, czy Serb zamierza tego lata spełnić ubiegłoroczną obietnicę.

W czwartek Polacy zmierzą się ze Słoweńcami.

Agnieszka Niedziałek
Więcej o: