Na trzech zwycięstwach zakończyła się znakomita passa reprezentacji Polski w tegorocznej Lidze Narodów. W niedzielę zaskakująco przegrała 1:3 z Chinami i zanotowała spory spadek w tabeli. Po trzecim meczu zajmowała pozycję lidera. A teraz? Szóste miejsce. Strata do czołówki mogła wzrosnąć już wieczorem, bo właśnie wtedy doszło do absolutnego hitu - Włoszki, a więc obrończynie tytułu, mierzyły się z wicemistrzyniami, Brazylijkami.
Obie drużyny przystępowały do niedzielnego spotkania niepokonane. W trzech meczach ekipa z Półwyspu Apenińskiego straciła tylko jeden set, a rywalki o jeden więcej. Zapowiadało się więc bardzo wyrównane starcie, ale ze wskazaniem na mistrzynie świata. Czy tak faktycznie było?
Początek pierwszego seta był wyrównany, ale to, co się później stało, zaskoczyło cały siatkarski świat. Doszło do prawdziwego pogromu. Od stanu 4:4 Włoszki wpadły w potężny dołek. Popełniały mnóstwo błędów, co rywalki bezlitośnie wykorzystywały. Nagle zrobiło się aż 10:4 dla Brazylii. W kolejnych akcjach drużyna z Ameryki Południowej tylko przewagę powiększała. Jak się finalnie zakończyło? Wygraną Brazylijek aż... 25:15.
Włoszki szybko się otrząsnęły i zaliczyły obiecujący początek drugiej partii. Błyskawicznie zbudowały sobie trzypunktową przewagę (7:4). Kolejne minuty przyniosły wymianę ciosów z obu stron. Kiedy Brazylijki się zbliżały, to rywalki błyskawicznie odpowiadały. Przy stanie 18:14 dla mistrzyń świata, znów coś zacięło się w ich grze. Przeciwniczki wygrały cztery kolejne akcje, doprowadzając do wyrównania. Ba, końcówka należała już do Brazylijek. Przejęły inicjatywę i znów wygrały, choć nie aż tak wysoko, jak w pierwszym secie - 25:22.
Zobacz też: Grbić stracił lidera tuż przed Ligą Narodów. Zdradza swój plan.
Włoszki znalazły się pod ścianą. Stało się jasne, że nie odniosą już zwycięstwa za trzy punkty, ale liczyły, że wyrwą chociaż dwa. Musiały przede wszystkim wygrać trzecią partię. Czy im się udało? Owszem, choć początek miały katastrofalny. Pięć pierwszych akcji to pięć punktów dla Brazylii. Brązowe medalistki mistrzostw świata 2025 były rozpędzone i wydawało się, że z łatwością rozprawią się z rywalkami.
A jednak, w kolejnych minutach gra się wyrównała, a Włoszki powoli odrabiały straty. Pomogła im zaskakująca zapaść ekipy zza oceanu. Role się odwróciły. Od stanu 13:10 Brazylijki przegrały sześć akcji z rzędu i straciły prowadzenie. I choć na nie wróciły (16:15), to długo z tego powodu się nie cieszyły. Przyparte do muru po dwóch setach Włoszki wygrały trzecią odsłonę 25:22, przedłużając mecz.
Kolejna partia była bardzo wyrównana. Lepiej zaczęły ją Włoszki, ale Brazylijki szybko odpowiadały. Raz jedna z drużyn notowała kilkupunktową serię, a za chwilę druga robiła to samo. Wydawało się, że większą inicjatywę ma zespół z Europy. To on niemal przez cały set był o krok przed rywalkami. W końcówce doszło do kolejnego już zwrotu. Brazylia objęła prowadzenie. Na tablicy wyników było 22:20, a także 23:21 dla "Canarinhos" i wydawało się, że za chwilę zakończą mecz. Ostatecznie kropki nad "i" postawić im się nie udało. Pod presją lepiej poradziły sobie Włoszki. Wygrały ten set na przewagi 26:24.
O tym, do kogo trafią dwa punkty, a kto zgarnie tylko jeden, zadecydował tie-break. Podobnie jak w poprzednich partiach, tak i teraz emocji, a także zaciętej i agresywnej rywalizacji nie brakowało. Gra toczyła się właściwie punkt za punkt. W końcówce moc pokazały jednak Brazylijki. Od stanu 11:11 zdobyły trzy kolejne punkty i tej przewagi z rąk wyrwać sobie już nie dały.
Brazylia - Włochy 3:2 (25:15, 25:22, 22:25, 24:26, 15:12)
Brazylijki zostały nowymi liderkami tabeli Ligi Narodów. Mają 11 punktów po czterech meczach. A Włoszki? Spadły na drugą lokatę z dorobkiem 10 "oczek". Polska pozostała na szóstym miejscu. Jak dotąd uzbierała siedem punktów.