Do tej pory reprezentacja Polski Stefano Lavariniego za każdym razem zaczynała sezon od wygranej w pierwszym meczu o stawkę. W 2022 i 2023 pokonywała Kanadyjki, rok później Włoszki, a ostatnim razem Tajki. I nie inaczej było podczas inauguracji tegorocznej LN dla polskich zawodniczek.
Z Belgijkami Polki nie przegrały od czterech lat. Ta porażka z Ligi Narodów 2022 to jedyny taki wynik, odkąd naszą kadrę przejął Stefano Lavarini. Później były trzy zwycięstwa: na mistrzostwach Europy 2023, w Lidze Narodów 2025 i podczas zeszłorocznych mistrzostw świata. To ostatnie przyniosło także grę w pięciu setach. Teraz znów trzeba było walczyć o wygraną na pełnym dystansie spotkania.
Choć w zeszłych latach Polki przyzwyczajały nas raczej do stopniowego wchodzenia w mecz i nerwowych otwierających partii, to pierwszy set meczu z Belgijkami w Nankinie był tym najspokojniejszym w ich wykonaniu. Nie da się jednak ukryć tego, że ich gra nieco falowała. Bardzo dobrze zaczęły spotkanie - od prowadzenia 4:0, ale rywalki wyrównały już przy stanie 6:6. Potem Polki odskoczyły jeszcze na trzy punkty (13:10), ale już chwilę później to Belgijki prowadziły jednym punktem (14:15). Na szczęście to był ostatni taki moment w tej partii - końcówka należała do zawodniczek Lavariniego. Zapewniły sobie aż pięć piłek setowych i wykorzystały drugą z nich. Pewną wygraną do 20 zapewnił atak po bloku Julii Szczurowskiej, która łącznie punktowała aż osiem razy.
Poza atakującą w wyjściowym składzie znalazły się także Anna Obiała i Magdalena Jurczyk na środku, Martyna Łukasik i Martyna Lampkowska w przyjęciu, Katarzyna Wenerska na rozegraniu i Aleksandra Szczygłowska na libero. Lavarini postawił zatem na raczej znane nam zawodniczki, choć w składzie na turniej w Chinach zawarł też kilka debiutantek w meczach o stawkę. One dostawały i będą dostawać swoje szanse stopniowo - w trakcie spotkania na boisko weszły: Oliwia Sieradzka, Natalia Kecher i Maja Koput.
Po zmianie stron u Polek spadła skuteczność ataku, który był ich największą bronią na początku meczu. Jednocześnie nieco lepiej w tym elemencie wypadały Belgijki prowadzone przez Britt Herbots. Początek partii należał do biało-czerwonych, które przez chwilę miały nawet cztery punkty zapasu (9:4). Potem dużo lepiej grały jednak rywalki (12:15). W końcówce wydawało się jednak, że to nasze siatkarki będą bliżej zwycięstwa. Było 21:19, a potem jeszcze 22:21. Niestety, cztery kolejne punkty zdobyły Belgijki i doprowadziły do remisu.
Trzeci set był najbardziej wyrównany, a oba zespoły szybko wymieniały się niewielkim prowadzeniem. Większe szanse, żeby wyjść na prowadzenie w całym meczu wydawały się mieć jednak zawodniczki trenera Kris Vansnicka. Na tablicy wyników widniało już 12:15, 14:17, a potem 18:21. Miały przewagę i wszystko, żeby odpowiednio pokierować losami tego spotkania. Na koniec mocno się jednak pogubiły, Polki zyskały setbola, a Britt Herbots wyrzuciła piłkę w aut bez bloku i w taki sposób to nasz zespół wygrał 25:23 i prowadził 2:1.
Szkoda, że tak szybko przyszła partia, która była zupełnym przeciwieństwem Polek walczących do końca na równi z Belgijkami i szukających swoich szans. Bo w czwartej odsłonie spotkania rywalki szybko im odskoczyły (1:4, a potem 7:11). Widać było, że będzie trudno je dogonić. Z wyniku 12:17 na koniec zrobiło się 18:25. I Belgijki doprowadziły do tie-breaka.
Decydującego seta Polki zaczęły od dwupunktowego prowadzenia. Potem przez chwilę gra była bardziej wyrównana, a Belgijki potrafiły mieć jeden punkt przewagi (2:3, a potem 3:4). Do końca tie-breaka nie były już jednak w stanie choćby wyrównać. 7:4 na naszą korzyść pomogło uspokoić nieco grę. W kluczową fazę partii Polki wchodziły, prowadząc 12:8. Chwilę później zyskały trzy piłki meczowe. Dwie pierwsze przyniosły jednak punkty dla Belgijek. Zrobił się thriller, ale przy ostatnim meczbolu piłkę o blok przeciwniczek obiła Martyna Łukasik i Polki wygrały 15:13, a także 3:2 w całym meczu.
Te meczbole mogły nieco podnieść nam ciśnienie, zrobiło się blisko horroru, ale na koniec pozostały nam tylko pozytywne emocje. Polki grały ciekawą, często dynamiczną siatkówkę, która pozwoliła im pokonać zespół na podobnym poziomie - silną, europejską markę. Zdecydowanie najwięcej, bo aż 25 punktów, zdobyła Julia Szczurowska, która zaserwowała też dwa asy w tie-breaku. To był jej bardzo udany debiut w LN. Atakującej wtórowały przyjmujące Lampkowska i Łukasik - odpowiednio po 15 i 13 punktów. Za to wśród środkowych najwięcej zgromadziła ich Obiała - 12.
Teraz czas na trzy kolejne mecze w Chinach. Pierwszy z nich już w czwartek o 9:00. Zawodniczki Lavariniego zmierzą się z Czeszkami. Pozostaną im jeszcze spotkania z Serbkami i Chinkami. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.