Niedziela 17 maja nie należała do polskich zespołów. Najpierw Projekt Warszawa uległ po pięciosetowej batalii Ziraatowi Bankasi Ankara w walce o brązowy medal Ligi Mistrzów, a później ten sam los podzieliła Aluron CMC Warta Zawiercie, która walczyła o złoto. Drużyna Michała Winiarskiego poniosła jednak o wiele bardziej bolesną i wyraźną porażkę. Jedynie w pierwszym secie grała jak równy z równym z Sir Sicoma Monini Perugia, ale w kolejnych dwóch partiach została całkowicie zmiażdżona. Sety przegrane do 18 i 15 najlepiej o tym świadczą.
Mimo niepowodzenia polskich zespołów w Turynie polscy kibice liczyli, że poszczególni zawodnicy z tych drużyn zostaną docenieni. Z niecierpliwością czekali więc na ceremonię medalową i rozdanie nagród indywidualnych. Najbardziej wyczekiwany był wybór tzw. Dream Team, a więc Drużyny Marzeń Final Four Ligi Mistrzów. W poprzednim sezonie znalazło się tam dwóch reprezentantów polskich zespołów. Najlepszym środkowym był Mateusz Bieniek, a przyjmującym Tomasz Fornal, który grał wówczas dla Jastrzębskiego Węgla.
Czy tym razem któryś z siatkarzy Warty lub Projektu znalazł się w zestawieniu? Owszem. Znaleźli się tam dwaj zawodnicy. Znów był to Mateusz Bieniek, a także Jurij Gladyr. - Byli dla nas bardzo myli. Myślałem, że wszystkie nagrody trafią do Perugii - mówili nieco zdziwieni komentatorzy Polsatu Sport. Nagrodę dostał też jeden z reprezentantów Polski, ale grający obecnie dla Ziraatu, a więc Fornal. Wybrano też najlepszego trenera, a został nim szkoleniowiec triumfatorów Ligi Mistrzów, Angelo Lorenzetti.
Zobacz też: Fani z Zawiercia ruszyli do grupy z Warszawy. Ależ sceny w meczu o 3. miejsce LM.
Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na kolejną edycję Ligi Mistrzów. Czy po raz siódmy z rzędu w finale zamelduje się polski zespół? A może znajdą się tam dwa, jak miało to miejsce w sezonie 2022/23. Wówczas po przeciwnych stronach siatki stanęli ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębski Węgiel. Pierwszy z zespołów wygrał 3:2.