Deklasacja w finale Ligi Mistrzów! Trzy sety i koniec

Nie było wielkiego rewanżu w finale Ligi Mistrzów siatkarzy - Aluron CMC Warta Zawiercie znów musiała uznać wyższość Sir Sicoma Monini Perugia. Choć jeszcze w pierwszej partii polska drużyna potrafiła zaskoczyć rywali, tak w kolejnych nie miała nic do powiedzenia. I ostatecznie musi pogodzić się z kolejnym srebrnym medalem.
Aluron Cmc Warta Zawiercie - Sir Sicoma Monini Perugia
Filippo Rubin / PressFocus

"Szacunek dla Zawiercian! Zrobiliście dziś naprawdę wiele, by napisać kolejną złotą historię polskiej klubowej siatkówki", "Kosmiczne emocje w finale siatkarskiej LM. Warta jednak ze srebrem, zabrakło ciut-ciut", "To drugie miejsce teraz boli, ale za kilka dni będzie im smakować pysznie" - pisali eksperci na X po zeszłorocznym finale Ligi Mistrzów. Wówczas Aluron CMC Warta Zawiercie walczyła z całych sił, by zdobyć złoto, ale po tie-breaku trafiło ono w ręce siatkarzy Sir Sicoma Monini Perugia.

Zobacz wideo Marcin Komenda: "Uważam, że zrobiliśmy dobrą robotę"

W tym sezonie polski klub stanął przed szansą na rewanż. Zarówno Warta, jak i Perugia awansowały ponownie do finału. Ekipa Michała Winiarskiego pokonała w półfinale Ziraat Bankasi Ankara (3:1), a rywale byli silniejsi od Projektu Warszawa (3:0). Przed niedzielnym meczem polscy kibice trzymali kciuki, by tym razem to polska drużyna uniosła trofeum!

Ależ emocje w pierwszym secie. Perugia minimalnie lepsza

Spodziewano się zaciętej rywalizacji od samego początku. I tak właśnie było. - Idziemy łeb w łeb z Perugią - mówili komentatorzy Polsatu Sport przy stanie 11:11 w pierwszym secie. Żadna z ekip nie zamierzała odpuszczać, przez co nie brakowało jakościowych ataków. Te zaskakiwały i zachwycały kibiców. Szczególnie dobrze funkcjonował środek i to po obu stronach. W Warcie w tym aspekcie brylowali Bieniek i Gladyr. To na nich drużyna mocno opierała ofensywę.

Nie zachwycały natomiast zagrywki. Obie ekipy psuły je na potęgę. Siatkarze obu zespołów nadrabiali za to w ataku. - Kto kogo przełamie? - zastanawiali się komentatorzy, a to dlatego, że gra toczyła się punkt za punkt. I to praktycznie do końca - doszło do gry na przewagi. Trzy piłki setowe obronili Zawiercianie. Ba, sami mieli w górze piłkę na skończenie, ale jej nie wykorzystali. I to się na nich zemściło. Ostatecznie Perugia wygrała 29:27.

Drugi set pod dyktando Perugii

Druga partia zaczęła się koszmarnie dla Warty. Rywale szybko wybudowali sobie bezpieczną przewagę. Wyczuli grę polskiego zespołu przez środek i zaczęli blokować Bieńka i Gladyra. Zawiercianie próbowali więc ze skrzydeł, ale i tutaj brakowało skuteczności i zamknięcia akcji. Dodatkowo zaczęli gubić się nawet w ustawieniu, tracąc przez to punkt. Byli wyraźnie przytłoczeni grą rywali. Winiarski robił, co mógł, brał przerwy, dokonywał zmian, próbując zmotywować podopiecznych, ale to wielkich efektów nie przynosiło. Ostatecznie Warta uległa 18:25.

Zobacz też: Dlatego Projekt przegrał w półfinale Ligi Mistrzów. Trener nie ma wątpliwości. 

Trzeci set, kolejny pogrom 

Jeśli drużyna Winiarskiego chciała wrócić do gry, musiała zwyciężyć w trzecim secie. Zadanie było jednak bardzo trudne z tak rozpędzonym rywalem. Semeniuk i spółka już czuli złote medale na szyjach, a dodatkowej motywacji dodawała im publiczność. Wydawało się jednak, że Warta może powalczyć. Zaczęła solidnie, ale od stanu 4:4 przeciwnik zaczął uciekać. Znów pojawił się problem ze skończeniem akcji, z czego bezlitośnie korzystał włoski zespół. Ba, pojawił się nawet kłopot z odbiorem zagrywek. Najlepiej świadczą o tym trzy asy serwisowe Ben Tary, które dały Perugii prowadzenie 10:4.

- Takiego rozbicia naszego mistrza Polski się nie spodziewaliśmy - mówili komentatorzy. Ben Tara nie miał litości dla Zawiercian, podobnie jak i jego koledzy. Warta rozsypywała się coraz bardziej, podobnie jak w drugim secie. Ostatecznie z tej zapaści wyjść się nie udało - zakończyło się pogromem 15:25. - Można przegrać, ale dostać takie ciosy... - podsumowali komentatorzy.

Aluron CMC Warta Zawiercie - Sir Sicoma Monini Perugia 0:3 (27:29, 18:25, 15:25)

To dla Warty kolejny medal w tym sezonie. W PlusLidze dokonała historycznej rzeczy, bo po raz pierwszy wywalczyła złoto. Liczyła, że kolejne dołoży w Lidze Mistrzów, ale w tym roku się nie udało. Brąz Ligi Mistrzów trafił do Ziraatu Bankasi Ankara, który w decydującym starciu pokonał Projekt Warszawa. Potrzebował do tego pięciu setów - 20:25, 25:23, 13:25, 25:23, 15:11. To nie był polski dzień we Włoszech...

Więcej o: