- Jestem zadowolony, że mimo kryzysów utrzymaliśmy poziom i doprowadziło nas to do zwycięstwa. Jestem dumny z drużyny, walczyliśmy, choć wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo - podkreślał Wilfredo Leon tuż po pierwszym półfinałowym starciu Bogdanki LUK Lublin z Projektem Warszawa w PlusLidze. Mistrzowie Polski zrobili wtedy duży krok w kierunku obrony tytułu, bo pokonali rywali 3:1. Jednak im również zdarzały się błędy i chwile dekoncentracji, szczególnie w trzecim secie, gdy prowadzili już 24:18, a po kilku minutach był remis.
W sobotę 18 kwietnia doszło do drugiego spotkania tych drużyn. LUK Lublin chciał postawić kropkę nad "i" na własnym terenie. I mecz rozpoczął znakomicie. Od początku wykazywał większą inicjatywę. Kapitalnie w ataku, a także w polu serwisowym spisywał się m.in. Leon, bohater pierwszego spotkania. W rozbijaniu rywali wspierał go Mateusz Malinowski. Pierwsza partia to było właśnie ich show.
Lublinianie rozkręcali się stopniowo. Zaliczyli kilka serii punktowych, co umacniało ich na prowadzeniu. Najpierw z 5:3 zrobiło się 8:3, później z 12:7 na 16:7, a w końcówce z 21:14 na 25:14. I takim właśnie wynikiem zakończył się ten set. Projekt został praktycznie zmiażdżony na terenie przeciwnika. Brakowało skutecznych zagrań Bartosza Bednorza czy Jakuba Kochanowskiego.
Druga partia? To inna historia. Zaczęła się od wyrównanej gry. Warszawianie skutecznie dotrzymywali tempa rywalom. Raz jedna drużyna wychodziła na prowadzenie, a raz druga przejmowała prym. Leon utrzymywał wysoki poziom, na wyraźnie wyższy wszedł też Kevin Tillie, a przede wszystkim Bartosz Gomułka. Zawodnicy ze stolicy zaskakiwali Lublinian. Patrząc na przebieg tej partii niemal pewne było, że rozstrzygnie się w grze na przewagi. I tak też się stało. Kto wytrzymał wojnę nerwów? LUK Lublin, jak na mistrza przystało - 26:24. Był więc o krok od awansu do finału!
Zobacz też: Pierwsza reakcja Kurka po powołaniach Grbicia. Fornal odpowiada.
Projekt nie chciał jednak ułatwiać zadania rywalom. Wciąż nie tracił wiary. I słusznie. Początek był wyrównany, a od stanu 8:7 dla Warszawian zrobiło się... 13:7! Goście mocno się rozkręcili, na co Bogdanka nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. - Jakbyśmy odwrócili sytuację - mówili zaskoczeni komentatorzy Polsatu Sport. Ba, po chwili było 16:8. Jakość gry mistrzów Polski mocno spadła, popełniali wiele błędów, choć na chwilę się przebudzili i postraszyli gości. Wygrali cztery kolejne akcje, zrobiło się 12:16. I to było na tyle. Gospodarze nie byli w stanie odrobić straty, w międzyczasie ściągając Leona i wpuszczając Mikołaja Sawickiego. Przegrali 18:25.
Czwarta partia? Kolejny zwrot! Od stanu 2:2 LUK zdobył trzy punkty z rzędu, dzięki czemu zbudował małą przewagę. Pozwalała mu kontrolować przebieg rywalizacji i uspokoić grę. W kolejnych minutach ta przewaga rosła. To głównie za sprawą atomowych serwisów Leona. Znów się przebudził. - Chyba lina została przeciągnięta. Przepaść - mówili komentatorzy przy wyniku 17:9! Projekt był bezbronny. Ostatecznie Bogdanka przypieczętowała zwycięstwo w półfinale wynikiem 25:17. Zrewanżowała się Projektowi za porażkę z tegorocznej Ligi Mistrzów!
Bogdanka LUK Lublin - Projekt Warszawa 3:1 (25:14, 26:24, 18:25, 25:17)
Ekipa z Lublina zagra w finale z Aluron CMC Wartą Zawiercie. Tytuł zdobędzie ten zespół, który wygra trzy spotkania. Początek zmagań 25 kwietnia.