Polak stracił przez ten błąd dziewięć miesięcy. Oto kara dla winnych

Agnieszka Niedziałek
- Nie można doprowadzić do wystąpienia podobnej sytuacji w przyszłości. Trzeba też uderzyć się w pierś i przeprosić - mówi Sport.pl dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej Michał Rynkowski, komentując sprawę Mikołaja Sawickiego. I opowiada o konsekwencjach błędu laboratorium w Warszawie, na podstawie którego znany siatkarz stracił aż dziewięć miesięcy.
Mikołaj Sawicki
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Mikołaj Sawicki może głęboko odetchnąć z ulgą, choć trudno uniknąć w jego sytuacji też wielkiego rozgoryczenia. Przełom w sprawie siatkarza, który był jednym z głównych architektów sensacyjnego mistrzostwa Polski Bogdanki LUK Lublin w poprzednim sezonie, nastąpił na początku marca. To wtedy Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) zakwestionowała wyniki badania laboratorium w Warszawie, na podstawie którego na początku maja 26-latek został tymczasowo zawieszony. A pełnomocnik zawodnika, który ma na koncie kilka występów w reprezentacji Polski, opowiadał wtedy Sport.pl, jak doszło do bezprecedensowego wykrycia błędu. Teraz wynik dodatkowego badania potwierdził, że Sawicki jest niewinny. Ale nie zmienia to faktu, że przez walkę o udowodnienie tego stracił niemal cały sezon w klubie, a wcześniej szansę na kolejne występy w kadrze.

Zobacz wideo Lublin krok bliżej półfinału PlusLigi. Marcin Komenda: Przełamywaliśmy przeciwnika w kontrze

Agnieszka Niedziałek: Polska Agencja Antydopingowa poinformowała w poniedziałek, że dodatkowe analizy próbki Mikołaja Sawickiego dały wynik negatywny, co stanowi podstawę do uniewinnienia zawodnika. Jakie będą dalsze kroki?

Michał Rynkowski, dyrektor POLADA: O wyniku dodatkowych analiz poinformowani zostali zawodnik oraz Panel Dyscyplinarny. Czekamy na wyznaczenie terminu rozprawy. Myślę, że odbędzie się ona bardzo szybko. Postępowanie zostanie formalnie umorzone i tym samym sprawa zostanie zakończona.

Gdy ponad miesiąc temu POLADA zapowiadała złożenie wniosku o ponowne przebadanie próbki Sawickiego, to pełnomocnik siatkarza powiedział mi, że będzie analizował, czy przywołana podstawa prawna ma zastosowanie w tej sytuacji.

- Wniosek był rozpatrywany przez Panel Dyscyplinarny, który wydał zgodę. Musiał on podjąć decyzję, czy takie badanie jest konieczne, a jeśli tak, to gdzie mogłoby zostać przeprowadzone. Po wyrażeniu zgody próbka została wysłana do laboratorium akredytowanego przez Światową Agencję Antydopingową (WADA) w Kreischy pod Dreznem. Wynik dostaliśmy w piątek późnym popołudniem.

My, jako POLADA, chcieliśmy przeprowadzenia tej dodatkowej analizy ze względu na fakt, że mieliśmy do czynienia z wadliwym wynikiem. Nie było rozstrzygnięcia, czy substancja zabroniona jest obecna w próbce, czy też jej nie ma. Sama WADA sugerowała, by te dodatkowe analizy przeprowadzić. Tak też zrobiliśmy, by nie było już żadnych wątpliwości co do ewentualnego wyniku postępowania i by nie pozostawiać pola do domniemania, że ktoś wykorzystał pewne kruczki prawne, a nie doszło później do weryfikacji. Teraz nie ma już wątpliwości – próbka dała wynik negatywny, zawodnik jest niewinny.

Jak wygląda teraz sytuacja tenisisty Jakuba Januchowskiego, którego sprawa jest taka sama jak u Sawickiego, tyle że on został już wcześniej ukarany czteroletnią dyskwalifikacją?

- Czekamy na decyzję Trybunału Arbitrażowego w Lozannie (CAS) w sprawie potencjalnej dodatkowej analizy. Tu wszystko troszeczkę dłużej trwa, ale zawodnik już wcześniej – decyzją CAS – został odwieszony, więc może już funkcjonować w obiegu sportowym.

Jakie konsekwencje poniosło laboratorium antydopingowe w Warszawie, w którym doszło do tych błędów?

- WADA nałożyła na nie częściowe restrykcje. Zawieszenie dotyczy tej konkretnej metody analitycznej. Poza tym laboratorium funkcjonuje normalnie. My, jako system antydopingowy, nie musimy więc szukać innego laboratorium, które miałoby dla nas wykonywać analizy. Teoretycznie laboratorium przysługuje po nałożeniu takich sankcji odwołanie do CAS, ale osobiście nie spodziewałbym się w tym przypadku takiego działania. Błąd ewidentnie został stwierdzony i jest jego konsekwencja, która - przynajmniej w moim odczuciu - jest adekwatna do skali tego błędu. Laboratorium nie grozi już surowsza kara ze strony WADA.

A co z innymi konsekwencjami? Mowa tu choćby o potencjalnych odszkodowaniach i stratach wizerunkowych.

- Na pewno nie jest to sytuacja komfortowa dla samego laboratorium i w sumie dla całego systemu antydopingowego, bo pierwszy raz tego rodzaju sytuacja ma miejsce. Rolą laboratorium jest więc też zagwarantowanie, że do takiej sytuacji nie dojdzie w przyszłości i że będzie spełniało ono najwyższe standardy związane z realizacją analiz. WADA też na pewno będzie się bacznie przyglądała temu, co się dzieje w tym laboratorium. Monitoring będzie tu z pewnością o wiele bardziej szczegółowy przez dłuższy czas. Tak się dzieje w przypadku laboratoriów, które miały jakieś problemy z metodami analitycznymi.

Co może zrobić polski system antydopingowy w tej sytuacji?

- Nie można doprowadzić do wystąpienia podobnej sytuacji w przyszłości. Laboratorium musi działać bez zarzutu. Tak, żeby nie było wątpliwości co do wiarygodności stosowanych metod detekcji. Trzeba też uderzyć się w pierś i przeprosić za błąd.

Laboratoria antydopingowe są przygotowane na konieczność wypłaty odszkodowania. POLADA także?

- My też jesteśmy ubezpieczeni na tego rodzaju sytuacje. Niemniej jednak w tym wypadku powiedziałbym, że przypadek dotyczy bezpośrednio laboratorium.

Mówił pan, że ta sprawa to precedens w historii polskiego systemu antydopingowego. Nigdy wcześniej nie zasądzano odszkodowanie z winy POLADA lub polskiego laboratorium antydopingowego?

- W Polsce nie było takiej sytuacji. Nie słyszałem też o tym w wymiarze światowym, ale trzeba pamiętać, że zazwyczaj to nie są sprawy jawne. Takie rzeczy załatwiane są bezpośrednio pomiędzy stronami.

Agnieszka Niedziałek
Więcej o: