Meczem PGE Projektu Warszawa z JSW Jastrzębskim Węglem rozpoczęła się faza play-off siatkarskiej PlusLigi. Oba zespoły spotkały się w piątek na Torwarze w pierwszym meczu ćwierćfinałowym. Rywalizacja o awans do najlepszej czwórki toczy się do dwóch zwycięstw. Na ten moment bliżej celu są Warszawiacy.
To właśnie PGE Projekt podchodził do tego starcia jako faworyt. W rundzie zasadniczej zajął drugie miejsce w tabeli, ustępując jedynie Aluronowi CMC Warcie Zawiercie. W pierwszym secie do pewnego momentu nie zostawiał więc wątpliwości co do swojej wyższości. Po skutecznych blokach na Łukaszu Kaczmarku prowadził już 6:1, a nawet 12:6 i wydawało się, że zmierza po pewne zwycięstwo w całej partii.
Nagły zwrot akcji wydarzył się przy stanie 15:11. Wtedy to na zagrywce w ekipie z Jastrzębia-Zdroju pojawił się Nicolas Szerszeń. Efekt? Trzy asy serwisowe i mnóstwo problemów rywali w przyjęciu. W tej sytuacji Jastrzębski Węgiel nagle objął prowadzenie 17:15 i to on był bliżej wygranej.
Projekt odpowiedział jednak błyskawicznie. Po ataku Gomułki i dwóch serwisach Jurija Semeniuka zrobiło się 18:17. Później punktowy blok i kilka skutecznych ataków dołożył Bartosz Bednorz i w końcówce Warszawiacy znów odskoczyli. Pierwszą odsłonę zwyciężyli 25:21, a decydujący punkt zdobyli dzięki pomyłce ataku Lorenca.
Po krótkiej przerwie dalej przeważał Projekt. Dzięki kontrze Jakuba Kochanowskiego i błędom w ataku rywali prowadził 10:6. Tę różnicę udało się jednak zredukować. W fenomenalnej dyspozycji pozostał Szerszeń, który tym razem popisał się blokiem i skutecznym atakiem, po którym wyrównał na 14:14. Wtedy o czas poprosił trener gospodarzy Kamil Nalepka. Przerwa się opłaciła, bo Projekt wkrótce wygrywał dwoma punktami (17:15). Różnica urosła nawet do trzech "oczek" (22:19) i to w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Przy przechodzącej piłce odbicie zasymulował Kevin Tillie, a Łukasz Kaczmarek, spodziewając się przełożenia rąk przez siatkę, odpuścił obronę. Sędzia nie dopatrzył się jednak błędu. Podrażnieni goście nie mogli pogodzić się z tą decyzją, a strat już nie odrobili. Przegrali 25:22, a piłkę setową wykorzystał Gomułka.
Zobacz też: Ciemna strona Lewandowskiego. Co naprawdę stoi za jego fenomenem?
Przełomu nie było też w trzecim secie. Choć początek był dość wyrównany, to z czasem Warszawiacy po raz kolejny odskoczyli. Po dwóch z rzędu blokach - Tillie'ego i Firleja - zrobiło się 10:7, a po błędzie Antona Brehmego w ataku - nawet 16:10. O spektakularnej pogoni Jastrzębian tym razem nie było mowy. Wybił im to z głowy Bartosz Bednorz. Reprezentant Polski pozostawał groźny w ataku, pewny w przyjęciu, a do tego dołożył punktową zagrywkę. Ostatecznie to on był najskuteczniejszym graczem meczu. Sam zdobył 19 punktów. W końcówce jeszcze jednym asem popisał się Gomułka (23:16), a mecz zakończył się atakiem Linusa Webera i wynikiem 3:0 (25:21, 25:22, 25:19).
Tym samym ekipę Projektu Warszawa od awansu do półfinału dzieli już tylko jedno zwycięstwo. Jeśli odniesie je w sobotę 4 kwietnia w Jastrzębiu-Zdroju, dla rywali będzie to koniec sezonu. Jeśli nie, czeka nas dodatkowe trzecie spotkanie w Warszawie.