Dramat reprezentanta Polski w Lidze Mistrzów. Cała hala ucichła

Agnieszka Niedziałek
Kibice w hali Torwar aż ucichli, gdy Bartosz Bednorz skrzywił się z bólu po doznaniu kontuzji palca w hicie Ligi Mistrzów siatkarzy. Kadrowicz i cały PGE Projekt Warszawa odebrali zaś bolesną lekcję od Cucine Lube Civitanova. Przegrali 0:3 (18:25, 21:25, 24:26), a w barwach włoskiego giganta szalał jeden z bohaterów wrześniowych mistrzostw świata.
LM siatkarzy
Polsat Sport

Rezerwowi PGE Projektu Warszawa kilka razy niemal wpadli z radości na parkiet, gdy ich koledzy prowadzili z mającym w składzie wiele gwiazd Cucine Lube Civitanova. Ale były to rzadkie chwile, bo przeważnie gospodarze tego meczu grupowego Ligi Mistrzów musieli odrabiać straty do utytułowanego faworyta. Choć w końcówka niespodziewanie przysporzyła więcej emocji za sprawą ich zrywu.

Zobacz wideo Bogdanka LUK Lublin z pucharem Polski. Kewin Sasak został MVP turnieju

Gwiazdozbiór przyleciał do Polski. Lube posyłało serwisowe bomby, Projekt biegał za piłką

Obie drużyny chciały sobie poprawić humor po ostatnich meczach ligowych – Projekt przegrał 0:3 z Asseco Resovią Rzeszów, a Lube uległo Sir Safety Perugii 1:3. I choć pod tym względem ich sytuacja była dość podobna, to nietrudno było wskazać faworyta środowego pojedynku. Wicemistrzowie Włoch w dwóch wcześniejszych spotkaniach LM nie stracili seta, a brązowi medaliści mistrzostw Polski zaliczyli wpadkę w wyjazdowym meczu z francuskim Montpellier HSC, przegrywając 2:3. Ich mecz pokazał, że ta różnica nie jest przypadkowa.

Prowadzone przez Giampaolo Medeiego, byłego trenera Asseco Resovii Rzeszów, Lube to utytułowany gigant, który ma w dorobku m.in. dwa triumfy w LM i pięć medali tych prestiżowych rozgrywek. Ma też gwiazdy czołowych reprezentacji. Mistrzowie świata Włosi Mattia Bottolo i Fabio Balaso oraz Aleksandar Nikołow, który wraz z bratem Simeonem sensacyjnie doprowadzili Bułgarów do srebra ubiegłorocznego czempionatu – to te najjaśniej świecące. A w środę głównym katem był ten ostatni, który zdobył 19 punktów. O osiem więcej niż Bottolo, drugi z najlepiej punktujących zawodników klubu z Serie A.

Nikołow, choć od czasu do czasu kaszlał, to jednak w ważnych momentach przeważnie zapewniał drużynie punkty. Nie był może aż tak niesamowicie skuteczny przez cały mecz jak we wrześniu ubiegłego roku na Filipinach w barwach drużyny narodowej, ale i tak zrobił swoje. A uznawany za wielki talent 21-letni rozgrywający Mattia Boninfante posyłał do starszego o rok skrzydłowego piłkę aż 34 razy.

Owszem, Bułgarowi zdarzały się czasem błędy, po których zagryzał zęby, ale w większości przypadków jednak był pewniakiem do kończenia akcji. W polu zagrywki zaś na gospodarzach wyżywało się też kilku jego kolegów, którzy posyłali na drugą stronę potężne bomby. A gracze Projektu, jeśli zdołali utrzymać wtedy piłkę w grze, to mieli sporo przebieżek.

Kochanowski mógł tylko patrzeć. Wielki pech Bednorza

W pierwszym secie przyjezdni najszybciej pozbawili ich nadziei. Ostatni remis na tablicy wyników był przy stanie 2:2, potem przewaga Lube tylko rosła i to szybko. W pewnym momencie wynosiła aż dziewięć punktów (13:22). Z boku jedynie mógł to obserwować Jakub Kochanowski. Będący od wielu lat filarem reprezentacji Polski środkowy od kilku tygodni pauzuje przymusowo z powodu kontuzji.

W końcówce Projekt nieco zmniejszył straty i być może dzięki temu z większą wiarą przystąpił do kolejnej odsłony, w której prowadził do połowy (12:11). Po drodze miejscowi zanotowali wpadkę i mieli pecha. Przy stanie 7:5 ani Bartosz Bednorz, ani libero Damian Wojtaszek nie podbili wolno spadającej między nich piłki. Po chwili zaś pierwszy z nich schylał się i krzywił z bólu. Przyjmujący kadry bowiem, skacząc do bloku, uszkodził palec. Zszedł wówczas z parkietu, by skorzystać z pomocy sztabu medycznego. Wrócił do gry – ku barwach kibiców – przy wyniku 13:15. Ale wraz z kolegami nie był w stanie odwrócić losów tej odsłony.

Gdy w trzecim sezonie gospodarze przegrywali 13:19, to wydawało się, że jest już pozamiatane. Ale Projekt pokazał, że walczy do końca. Przy wrzawie publiczności doprowadził do wyrównania 22:22 i przez kilka akcji zespół trenera Tommiego Tiilikainena oraz jego kibice żyli nadzieją na przedłużenie tego spotkania. Czar jednak prysł po kilku minutach. Od wyniku 24:24 punktowali już tylko siatkarze Lube, którzy zachowali perfekcyjny bilans w tych rozgrywkach.

Teraz przed ekipą z Warszawy powrót do plusligowej rzeczywistości, a następnie walka o tak potrzebne punkty w LM. Za tydzień czeka ją spotkanie rewanżowe z Montpellier HSC. 

Agnieszka Niedziałek
Więcej o: