Wołosz występuje w Conegliano od sezonu 2017/2018. Dla tamtejszych fanów jest legendą przez wielkie "L", gdyż od jej przyjścia Imoco zdominowało ligowe rozgrywki, które wygrywało w siedmiu kolejnych sezonach. Ponadto Wołosz i spółka trzykrotnie zdobywały siatkarską Ligę Mistrzyń, w tym w ostatnich dwóch sezonach, a także sześć razy zgarniały Puchar Włoch. Innymi słowy, Polka występuje w najlepszej drużynie na świecie. I jest jej nieodłącznym elementem.
Nie znaczy to jednak, że Imoco Volley nie ma poważnej konkurencji na krajowym podwórku. Jednym z jego największych rywali jest drużyna Scandicci, której siatkarki kończyły na podium trzy ostatnie edycje SerieA1. Przed 11. kolejką te zespoły zajmowały dwa pierwsze miejsca w tabeli, więc ich spotkanie było meczem na szczycie.
Zwycięsko z tego starcia wyszły gospodynie, które po czterech setach wygrały 25:22, 23:25, 25:22 i 25:16. Najwięcej punktów w ich szeregach zdobyły Isabelle Haak (22) oraz Fatoumatta Sillah (18). Ale to nie Szwedka ani urodzona w Gambii reprezentantka Słowenii zostały wyróżnione nagrodą najlepszej zawodniczki meczu, a Wołosz, która świetnie rozgrywała akcje swojego zespołu.
Dla Imoco była to już jedenasta z rzędu wygrana w sezonie. Joanna Wołosz i spółka w lidze nie zaznały ani jednej porażki. Mają na koncie 32 punkty, a ich bilans setów wynosi 33:7. Za to w październiku możliwość zdobycia pierwszego w obecnej kampanii trofeum, gdy w Superpucharze Włoch uległy 3:2 Numii Vero Volley Milano.
Mimo wszystko Wołosz wciąż pokazuje, że jest jedną z najlepszych rozgrywających na świecie. I aż szkoda, że w ubiegłym roku po porażce Polski z USA 0:3 w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich ogłosiła zakończenie reprezentacyjnej kariery. W przeciwnym razie pewnie do tej pory byłaby podstawową rozgrywającą kadry.