Bogdanka LUK Lublin wpadła ostatnio w dołek formy, przegrała dwa ligowe spotkania z rzędu. Mistrz Polski liczył na to, że przyjdzie przełamanie w starciu z Asseco Resovią. Ekipa z Podkarpacia marzy o powrocie na sam szczyt, a początek sezonu ma piorunujący, wygrała pierwsze cztery mecze.
Od początku spotkanie toczyło się ze wskazaniem na LUK Lublin. Gospodarze szybko sobie wyrobili przewagę dzięki bardzo dobrej zagrywce i skuteczności Wilfredo Leona w ataku. Prowadzili 8:4. Później był nieco lepszy moment Resovii w tym meczu, sprytnie w ataku grał Karol Butryn. Goście doprowadzili do remisu 11:11, ale potem nie byli w stanie pójść za ciosem. Lublin odbudował przyjęcie, do tego coraz lepiej grał blokiem. W mgnieniu oka mistrzowie Polski odbudowali czteropunktową przewagę, a potem kontrolowali ją do końca seta. Wygrali go 25:20. Aż osiem punktów lublinianie zdobyli blokiem.
W drugiej partii Lublin od stanu 6:3 starał się utrzymywać trzypunktową przewagę. Dobrze ustawiał się w przyjęciu, z łatwością odczytywał zamiary Lukasa Vasiny i Artura Szalpuka przy siatce. Rzeszów nie był w stanie za wiele zdziałać, opierając się tylko na Butrynie. Próbował pomóc sobie zagrywką, ale na dłuższą metę sam serwis mógł nie wystarczyć. W efekcie Lublin ponownie wygrał pewnie seta, tym razem 25:19.
Wydawało się, że Resovia nie ma dziś argumentów, by przeciwstawić się mistrzowi Polski. Grała przewidywalnie i nieskutecznie. Ale gościom udało się uruchomić wsparcie dla Butryna w ataku. Właściwy rytm złapali Klemen Cebulj i Yacine Louati. Dzięki temu Rzeszów wyglądał w trzecim secie znacznie lepiej i prowadził z Lublinem.
Zobacz też: To się nazywa hipokryzja. Real robi to, czego zabraniał Barcelonie
Były momenty, kiedy Resovia mogła bardziej odskoczyć. Prowadziła 17:13, później 20:16, ale nie potrafiła tego wykorzystać. Pojawiły się problemy w przyjęciu i z zamknięciem akcji. Takich kłopotów nie miał Lublin. Pewnie wykańczali swoje ataki Kewin Sasak i Hilir Henno. Dzięki nim udało się gospodarzom zmniejszyć straty i doprowadzić do stanu 22:23. Wywarli presję na Rzeszów, ale goście zdołali ją udźwignąć, wygrywając seta 25:23. Cenny w tym momencie ukazał się Danny Demyanenko.
Czwarta partia wyglądała na najbardziej wyrównaną. Oba zespoły potrafiły pewnie wykańczać swoje akcje, ale zdarzały się też pojedyncze błędy. To była gra punkt za punkt, oparta o krótkie wymiany. Ale od stanu 16:15 dla Resovii goście przejęli na dobre kontrolę nad meczem. Zagrywka Leona przestała robić jakiekolwiek wrażenie na przyjmujących z Rzeszowa. Bezbłędny, nie do zatrzymania był Butryn w ataku, a na siatce zaskakiwał też Demyanenko. Rzeszowianie ewidentnie się rozkręcili. Wygrali seta 25:22 i doprowadzili do tie-breaka.
W decydującym secie Lublin nie był w stanie wrócić do rytmu z pierwszych dwóch setów. Błędy na zagrywce, problemy w ataku, brakowało skuteczności. Za to Rzeszów grał jak w transie. Od razu goście wyszli na prowadzenie 3:0 w tie-breaku, a w dalszej części piątej partii ich przewaga tylko rosła. Prowadzili 10:5, nie zawodzili w żadnym elemencie siatkówki.
W samej końcówce tie-breaka Lublin zanotował jeszcze jeden zryw, zdołał postraszyć rywali, złapał kontakt, bronił meczbole. Ale Resovia wytrzymała ten napór, zwyciężyła w decydującej partii 15:13 i dzięki temu wygrała mecz 3:2. Odwróciła losy spotkania w nieprawdopodobnym stylu, bo po pierwszych dwóch setach nic nie zapowiadało takiego zwrotu akcji.
Resovia pozostaje jedynym niepokonanym zespołem w PlusLidze. W tabeli zajmuje trzecie miejsce. Więcej punktów i więcej meczów rozegranych mają AZS Olsztyn i Aluron CMC Warta Zawiercie. Bogdanka LUK Lublin jest czwarta, ale ma na koncie już trzy porażki z rzędu.
PlusLiga, 6. kolejka:
Bogdanka LUK Lublin - Asseco Resovia 2:3 (25:20, 25:19, 23:25, 22:25, 13:15)