Polscy siatkarze rozbici przez Brazylię. Mina Grbicia mówiła wszystko

Polska - Brazylia
screen

Kibice podczas meczu Memoriału Wagnera Polska - Brazylia najpierw ucichli w pierwszym secie, gdy w bandę reklamową wpadł jeden z rywali. Potem coraz częściej milczeli po traconych seryjnie przez Biało-Czerwonych punktach. Polscy siatkarze niespodziewanie przegrali szybko 0:3 (23:25, 20:25, 23:25), a głównym katem był Darlan, który nie po raz pierwszy w tym roku znęcał się nad nimi.

Nikola Grbić już w połowie pierwszego seta zdenerwował się, gdy Polacy stracili punkt przez brak asekuracji. Potem trener Biało-Czerwonych reagował już znacznie spokojniej, ale sytuacja się nie poprawiała. Serb jednak wyraźnie pokazał, jak podszedł do tego pojedynku. A przy okazji wiadomo już, że z jednego powodu nie będzie się musiał martwić na koniec Memoriału Wagnera.

Zobacz wideo Polscy siatkarze wrócili do kraju po zwycięstwie w Lidze Narodów!

Polacy bezsilni przy Darlanie. Nagła cisza w hali

Polscy kibice i siatkarze dobrze zapamiętali Darlana już po meczu fazy interkontynentalnej Ligi Narodów. 23-letni atakujący siał wówczas spustoszenie w ich szeregach, zdobywając w wygranym przez Brazylijczyków 3:1 meczu 25 punktów. Gdy drużyny te spotkały się ponownie w półfinale tych rozgrywek, to Biało-Czerwoni występowali już w najmocniejszym ówcześnie składzie i to oni wygrali 3:0, ale Darlan i tak zanotował 16 "oczek". W sobotę znów mógł być zadowolony po pojedynku z Biało-Czerwonymi. Tym razem dołożył do dorobku drużyny 19 pkt.

Grbić od początku zapowiadał, że będzie rotował składem podczas Memoriału Wagnera, który stanowi jeden z dwóch ostatnich sprawdzianów przed wrześniowymi mistrzostwami świata. W sobotę postawił na wielu zawodników, którzy będą raczej na docelowej imprezie tego sezonu rezerwowymi. W czasie spotkania co prawda dokonywał zmian, ale czołowych siatkarzy wprowadzał przeważnie tylko na chwilę, odkładając na dalszy plan sam wynik tej konfrontacji, a skupiając się na przetestowaniu konkretnych ustawień.

W piątek Biało-Czerwoni bez najmniejszych problemów pokonali Serbów 3:0 i Grbić nie krył, że wolałby, aby rywale stawiali obecnie większy opór jego drużynie. Jego życzenie spełniło się w stu procentach. A raczej nawet aż za bardzo.

Brazylijczycy też nie grali w sobotę w najmocniejszym składzie. Zza band spotkanie oglądał m.in. podstawowy rozgrywający Fernando Kreling. To właśnie zastępujący go Matheus Silva Goncalves przy stanie 16:16 ofiarnie rzucił się ratować źle przyjętą piłkę, uderzając w bandę reklamową. To właśnie wtedy w Tauron Arenie Kraków zrobiło się cicho, a zawodnicy i trenerzy obserwowali, czy siatkarz nie doznał poważniejszego urazu. Na szczęście, chwilę później wrócił do gry.

Mogłoby się wydawać, że ta sytuacja może wytrącić z równowagi ekipę legendarnego trenera Bernardo Rezende, ale stało się raczej odwrotnie. Darlan szalał w najlepsze, a coraz większe kłopoty mieli Biało-Czerwoni. Spore kłopoty sprawiała im potężna zagrywka rywali, którzy nie wstrzymywali ręki. Efekt był taki, że rozgrywający Jan Firlej (a kilka razy też zmieniający go Marcin Komenda) musiał nieraz biegać po całym boisku za piłką.

Grbić, który na początku meczu mógł się cieszyć po efektownych atakach i bloku Jakuba Nowaka, potem już nie miał powodów do radości. Atakujący Kewin Sasak, który był głównym katem "Canarinhos" w półfinale LN, teraz po pierwszym secie na sześć prób ataku ani jednej nie miał udanej. W kolejnych setach poprawił już te statystyki i na koniec zgromadził dziewięć punktów, przy 53-procentowej skuteczności. Darlan na aż 34 próby ataki skończył 19.

Po ostatniej akcji polscy kibice wstrzymali oddech. Grbić nie musi się już martwić o jedno podczas memoriału

W drugim secie gospodarze utrzymali tempo tylko do połowy seta, a potem znów zaczęły się kłopoty. Kibice entuzjastycznie witali pojawiających się na parkiecie Bartosza Kurka czy Tomasza Fornala, ale nawet oni nie byli w stanie odwrócić losów tej partii, która stopniowo coraz bardziej przechylała się na korzyść Brazylijczyków. 

Nie inaczej było w ostatniej partii. Co prawda w końcówce Polacy zaliczyli zryw i kibice ożywili się, śpiewając popularną podczas siatkarskich meczów piosenkę "Mój jest ten kawałek podłogi", ale ich radość była tylko chwilowa. Gdy Kamil Semeniuk zepsuł zagrywkę, to można było usłyszeć jęk zawodu 15 tysięcy widzów, bo sytuacja zrobiła się bardzo trudna - gospodarze przegrywali już 21:23. Publiczność do końca miała nadzieję na remis 24:24, ale atak Artura Szalpuka był autowy. Brazylijczycy już celebrowali zwycięstwo, ale sędzia ich wstrzymał, bo Polacy poprosili o wideoweryfikację. Szybko jednak stało się jasne, że punkt należał się ekipie gości.

- Pracowaliśmy sporo w siłowni i hali. Dlatego zawodnicy na razie nie skaczą tak, jakby to robili, grając finał. Nie są szybcy, nie są w topowej formie i to jest normalne. Gdyby teraz grali super i wygrali wszystko 3:0, to bym się zaczął martwić - dodaje z uśmiechem trener Biało-Czerwonych. I ma nadzieję, że najlepszą siatkówkę jego zespół zaprezentuje podczas końcowej części MŚ - mówił tuż przed memoriałem Grbić. Można więc powiedzieć nieco żartobliwie, że ten powód do zmartwienia mu już odpadł.

W niedzielę na zakończenie Polacy zmierzą się w Memoriale Wagnera z niepokonanymi dotychczas Argentyńczykami. A przed wylotem na MŚ w czwartek jeszcze raz zmierzą się towarzysko z Brazylijczykami w Łodzi.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...