Niektórzy jeszcze liczyli na pomyślne wieści, ale Nikola Grbić nie zostawia złudzeń w sprawie kontuzjowanego Aleksandra Śliwki. - Mając na uwadze jego obecny stan, będzie trudno, by wrócił w tym sezonie - przyznał trener reprezentacji Polski. I przypomniał o znaczeniu siatkarza, na którego liczył w kontekście wrześniowych mistrzostw świata.
Aleksander Śliwka w najbliższych tygodniach miał zastępować w roli kapitana reprezentacji Polski siatkarzy zmagającego się z urazem pleców Bartosza Kurka. A ponieważ 36-letni atakujący ostatnio dość często mierzy się z kłopotami zdrowotnymi, to trzeba było brać pod uwagę także wariant, że przyjmujący pozostanie na tym stanowisku do końca sezonu. Tymczasem - zamiast Kurka zastąpić - 30-latek dołączył do niego na liście kontuzjowanych. A teraz trener Nikola Grbić przekazał grupie dziennikarzy informację, która krążyła już w ostatnich dniach w kuluarach.
Przedwczesna radość Śliwki. Grbić już nie zwlekał
Śliwka pechowej kontuzji stopy doznał na wtorkowym treningu. W opublikowanym kilka godzin później komunikacie Polski Związek Piłki Siatkowej podano, że zabraknie go w turnieju Ligi Narodów w Gdańsku. Ale od osób ze środowiska już w środę można było usłyszeć nieoficjalnie, że sytuacja nie wygląda dobrze.
Śliwka bardzo się cieszył na myśl o ruszającym w środę turnieju LN w Ergo Arenie. Dwa lata temu to tam Polacy wygrali turniej finałowy tych rozgrywek. A że w jego trakcie Kurkowi dały o siebie znać problemy zdrowotne, to po trofeum za zwycięstwo zabrał ze sobą zastępującego go wtedy w roli kapitana Śliwkę. Ten ostatni robił to też w niektórych meczach mistrzostw Europy 2023, gdy Biało-Czerwoni zdobyli tytuł. Teraz sam z powodu urazu nie tylko nie mógł zagrać w Gdańsku, ale też wszystko wskazuje na to, że ominie go także turniej finałowy LN oraz docelowa impreza tego roku - MŚ.
Grbić początkowo nie podawał żadnych konkretów. W środę późnym wieczorem, tuż po meczu z Iranem (3:2), zaznaczył, że Śliwkę czekają jeszcze kolejne badania dzień później. Dlatego też temat wrócił podczas nocnej rozmowy z trenerem po nieudanym pojedynku z Kubą (1:3). Tym razem zdradził już więcej. I nie miał dobrych wieści.
- Niestety, mając na uwadze jego obecny stan, będzie trudno, by Olek wrócił w tym sezonie - zaznaczył Serb.
Od razu też przypomniał o znaczeniu Śliwki dla kadry pod jego wodzą. - Jest bardzo ważnym zawodnikiem dla nas. Nie tylko na boisku, ale i poza nim. Ale mówiłem już sto razy - gramy i wygramy tym, co mamy - zastrzegł mistrz olimpijski z Sydney, który pracował też w przeszłości z tym zawodnikiem w Zaksie Kędzierzyn-Koźle.
Topniejące zapasy przyjmujących i zmiana planu awaryjnego. Grbić o bólu w drużynie: "Nie ma na to szans"
Trener dodał też, że ma do dyspozycji wciąż pięciu innych przyjmujących. W tej grupie są: Wilfredo Leon, Tomasz Fornal, Kamil Semeniuk, Artur Szalpuk i Bartosz Bednorz. Z najlepszej formy pokazali się jak na razie tego lata Semeniuk i Szalpuk. Leon i Fornal, którzy później rozpoczęli przygotowania z racji dłuższego sezonu klubowego, mają za sobą dopiero pierwsze mecze i na pewno potrzebują czasu na złapanie rytmu. Największy znak zapytania dotyczy Bednorza, który miał problemy z łydką i wciąż czeka na debiutancki mecz w kadrze w tym sezonie.
Śliwka miał też pełnić jeszcze jedną funkcję - awaryjnego atakującego. Grbić w przeszłości testował już z nim to rozwiązanie, a teraz do niego wrócił wobec nie tylko urazu Kurka, ale faktu, że do niedawna kłopoty ze zdrowiem miał też Bartłomiej Bołądź. Wtorkowa kontuzja 30-latka sprawiła, że rolę awaryjnego atakującego przejął na razie Leon, który chwilowo grał na tej pozycji zarówno w środę, jak i w czwartek. Funkcję kapitana przejął zaś środkowy Jakub Kochanowski.
W tym sezonie reprezentacja Polski ma jak na razie wyjątkowego pecha do problemów zdrowotnych. Jedna z dziennikarek spytała więc szkoleniowca, czy pozostali kadrowicze są teraz przynajmniej zdrowi i nic ich nie boli. Ten zaś odparł, że jest w drużynie kilka problemów fizycznych.
- Wszyscy są gotowi do gry, ale nie wszyscy są na swoim najlepszym poziomie. Bycie zdrowym i granie w siatkówkę na odpowiednim poziomie to dwie różne rzeczy. Na początku przygotowań wszyscy są zdrowi, ale nikt nie jest w formie. Potrzebujemy teraz czasu. Nie jest łatwo, bo gramy teraz cały czas, a potem mamy trzy tygodnie przerwy i pięć-sześć treningów w tygodniu. Ale musimy się adaptować do sytuacji i trenować, kiedy możemy. Musimy starać się być najlepsi. Wiem, że to nie jest najoptymalniejsze rozwiązanie, ale jest, jak jest - tłumaczył Serb.
Zaznaczył też, że nie ma opcji, by profesjonalny sportowiec nie odczuwał żadnych dolegliwości. - To są normalne rzeczy w życiu każdego zawodnika. Nie ma opcji, by na tym poziomie grać i trenować bez bólu. Jeżeli wykonujesz wszystkie ćwiczenia i ruchy na maksa, to możesz czuć np. kolano czy plecy. Nie da się tego uniknąć w stu procentach. Nie ma na to szans. Każdy sportowiec musi to zaakceptować. To życie. Można natomiast za pomocą różnego rodzaju terapii sprawiać, by ból był mniejszy. Ale musisz z nim grać, to normalne. Oczywiście, nie mówię tu o kontuzjach takich jak ta Olka. Mam nadzieję, że skończyliśmy już z takimi urazami. Ale coś musi boleć, dla mnie to normalne - podkreślił trener Biało-Czerwonych.
Pozostaje mu życzyć, by rzeczywiście limit pecha dotyczącego kłopotów zdrowotnych kadrowiczów w tym sezonie już się wyczerpał.