Jeszcze nie zaczął się mecz Polaków z Irańczykami w Lidze Narodów, gdy spiker zapowiedział "złamanie" protokołu. A kibice wypełniający do ostatniego miejsca halę w Gdańsku od razu na to zareagowali. Biało-Czerwoni poradzili sobie w tym spotkaniu bez Aleksandra Śliwki i wygrali 3:2, ale różnymi gestami nawiązywali do wielkiego nieobecnego. Wątpliwości nie pozostawiało też zachowanie trenera Nikoli Grbicia.
Jeden z irańskich siatkarzy padł na kolana, zaciskając pięści, a jego koledzy fetowali tuż obok. Tak rywale Polaków celebrowali wygranie z nimi seta w środowym meczu Ligi Narodów. Potem okazało się, że na tym nie poprzestali i sprawili Biało-Czerwonym więcej kłopotów, niż się można było spodziewać. I dlatego w pewnym momencie trener Nikola Grbić sięgnął po nową wersję planu awaryjnego.
Gwiazdor kadry takiego meczu jeszcze nie grał. Wyjątkowy "tatuaż" Fornala i ponura mina Grbicia
Jakub Kochanowski występuje w reprezentacji Polski nieprzerwanie od 2017 roku i zdobył z nią już m.in. wicemistrzostwo olimpijskie oraz medale mistrzostw świata i mistrzostw Europy. Ale środowy mecz - mimo że nie miał wielkiej stawki - zapamięta pewnie na zawsze, bo zadebiutował w roli kapitana. Nie zakładał tego plan Grbicia, ale wymusił to los. A dokładniej wielki pech Śliwki, który miał przejąć co najmniej w najbliższym czasie tę funkcję od walczącego o powrót do zdrowia Bartosza Kurka, ale sam doznał we wtorek urazu stopy, który na pewno go wykluczy z występów w tym tygodniu. Po środowych reakcjach członków sztabu szkoleniowego można wnioskować, że na tym się nie skończy.
Ale wróćmy najpierw do samego Śliwki, o którym nie zapomniano też w Ergo Arenie. Podczas prezentacji składów przed meczem w pewnym momencie pokazano na telebimie przyjmującego, ale spiker wtedy zgodnie z zasadami go pominął przy wymienianiu zawodników. Na koniec jednak do niego wrócił.
- Złamiemy protokół - zapowiedział, a po chwili wyczytał nazwisko 30-latka, by kibice mogli przekazać brawami swoje wsparcie pechowcowi. Śliwka zaś po chwili w mediach społecznościowych przyznał, że bardzo go to wzruszyło.
W sieci otrzymał też wcześniej sporo słów otuchy od kolegów z kadry, m.in. od Kurka. Tam też po raz pierwszy nowy "tatuaż", z którym potem zagrał przeciwko Irańczykom, zaprezentował Tomasz Fornal. Od poprzedniego sezonu jest jednym z liderów drużyny narodowej, ale wcześniej zaczynał mecze w kwadracie dla rezerwowych, ustępując właśnie Śliwce. Teraz zaś wystąpił z narysowanym na ręce numerem "11" (to numer ma na koszulce Śliwka) z kapitańską belką. I choć ma bogatą kolekcję tatuaży, to ten - jedyny nietrwały - jest wyjątkowy także z racji swojego przekazu.
Wystarczyło jedno spojrzenie Fornala. Grbić musiał szukać alternatywy dla planu awaryjnego
Sam Fornal tego wieczora zaprezentował się poniżej wysokiego poziomu, do którego nad już na dobre przyzwyczaił. Po jednym ze skutecznych ataków - przy stanie 16:19 w drugim secie - w swoim stylu posłał przeciągłe spojrzenie przez siatkę w stronę rywali. Sędzia postanowił od razu zapobiegać potencjalnym utarczkom i wezwał do siebie przyjmującego oraz jednego z Irańczyków. Gra nie układała się Fornalowi jednak tak skutecznie jak tamta próba interakcji z przeciwnikami i Grbić w czwartej partii ściągnął go z boiska.
Ogółem szkoleniowiec dokonywał wielu zmian, reagując na problemy poszczególnych zawodników. Serb słynie z poważnej miny podczas meczów. Zwykle w trakcie spotkań zdarzają się chwile, gdy pokazuje nieco więcej ekspresji, ale nie tym razem. Przez niemal cały czas miał dość ponurą minę. Tak samo jak wtedy, gdy czekał na przedmeczowy wywiad dla Polsatu Sport. Trudno się jednak dziwić skoro okazała już wcześniej lista kontuzjowanych kadrowiczów wciąż się wydłuża.
W trakcie spotkania, niezależnie od rozwoju wypadków, Serb spacerował cały czas wzdłuż boiska i głównie tylko obserwował zawodników, udzielając im od czasu do czasu wskazówek. Nielicznym wyjątkiem była sytuacja, gdy po efektownym ataku w trzecim secie przybił piątkę brylującemu tego dnia Kamilowi Semeniukowi. Ale uśmiechu było u szkoleniowca jak na lekarstwo, bo jego drużyna sporymi fragmentami miała pod górkę.
To dlatego też kilka razy spiker zachęcał w przerwach kibiców do powstania i dodatkowego wsparcia dla Polaków.
- To jest absolutnie możliwe - przekonywał w czwartym secie, gdy w końcówce Biało-Czerwoni tracili cztery punkty. Ale ci tych strat nie odrobili.
I to mimo dobrych zagrywek Wilfredo Leona, który zmienił wcześniej Fornala. Nie było to pierwsze wejście na boisko tego wieczora lidera Bogdanki LUK Lublin. W drugiej odsłonie, przy stanie 17:21, Grbić wprowadził go jako awaryjnego atakującego. Wcześniej do tej roli szykowany był Śliwka, ale wobec jego urazu trener musiał szukać nowej alternatywy.
Leon już wcześniej w tym spotkaniu błyszczał w swoim stylu na zagrywce, ale prawdziwy popis dał w tie-breaku. To wtedy na dobre odebrał ochotę do gry Irańczykom, a po kolejnych jego asach kibice skandowali "Wilfredo, Wilfredo" . A gdy wreszcie wrócił opuścił pole serwisowe, to zachęceni przez spikera zgotowali mu owację na stojąco, gdy mecz jeszcze trwał. Ale już niedługo i kilka minut później mogli celebrować razem z ekipą Grbicia wywalczone przez nią nie bez problemów zwycięstwo. Chwilę po nim ustawili się do wspólnego zdjęcia i łatwo było się domyślić, że przy tej okazji też nawiążą do Śliwki. Wyciągnęli wtedy przed siebie dłonie, wystawiając jedynie palce wskazujące i tworząc z nich 11-tkę.
W czwartek, w drugim meczu LN w Gdańsku, Polacy zmierzą się z Kubańczykami.