Andrzej Wrona po raz pierwszy zalał się łzami tuż po ostatniej piłce ćwierćfinału Ligi Mistrzów, a potem także podczas rozmowy z mediami. Siatkarski mistrz świata z 2014 roku z kolegami z PGE Projektu Warszawa zaliczył bolesną porażkę w rywalizacji z Halkbankiem Ankara. I drogę z piekła do nieba i z powrotem.
- Nie pamiętam, kiedy ostatnio przez moje dziewięć lat gry w Warszawie zrobiliśmy błąd ustawienia - przyznaje smutny Andrzej Wrona. Nawiązuje tu do sytuacji z przegranego 12:15 "złotego seta", który przesądził o losach awansu do Final Four Ligi Mistrzów w rywalizacji między PGE Projektem i Halkbankiem Ankara. Górą był mistrz Turcji, który tym samym zniszczył marzenia 36-letniego o zdobyciu na koniec kariery pierwszego medalu tych prestiżowych rozgrywek.
Cisza zamiast eksplozji radości. Duma i żal Wrony
Niemal pięć tysięcy osób na trybunach na stojąco oglądało ostatnie akcje trzeciego seta rewanżowego spotkania ćwierćfinału LM w stołecznej hali Torwar. Parę minut później te osoby w euforii świętowały triumf 3:0, który dał świetnie wówczas grającemu Projektowi "złoty set". Ten był potrzebny, bo tydzień temu w Ankarze warszawska drużyna zagrała zaskakująco słabo i przegrała 1:3. Teraz kibice byli pewni, że za kilkanaście minut będą świętować historyczny awans do FF, ale zamiast tego po ostatniej piłce rozstrzygającej części rywalizacji zamiast eksplozji radości była cisza, a sukces fetowała garstka osób towarzysząca Halkbankowi.
To wtedy po raz pierwszy Wrona, który po sezonie kończy karierę, rozpłakał się. Ocierał łzy, gdy wraz z kolegami stał w kółku podczas przemowy trenera Piotra Grabana i gdy tradycyjnie przybijał piątki kibicom. Potem dłuższą chwilę siedział pod bandą reklamową z posępną miną, a następnie stał zamyślony, opierając się o słupek. Po chwili skierował się do dziennikarzy. Co czuł po ostatniej piłce 36-latek, który w przeszłości grał już w barwach Skry Bełchatów w FF LM, ale nigdy nie wywalczył medalu? Żal z powodu przegranej sprzed tygodnia, która znacząco skomplikowała sytuację w rewanżu?
- Bardziej czuję dumę z tego, jak zagraliśmy dzisiaj te trzy sety. Oczywiście, jest jakiś żal i będziemy sobie pewnie pluć w brodę, bo ten mecz w Turcji wyglądał tak, jak wyglądał. Bo byliśmy tam z różnych względów zupełnie inną drużyną. Tak to jest skonstruowane, że jak ktoś wygra pierwszy mecz za trzy punkty, to potem ma ten handicap, może sobie mecz na wyjeździe trochę przestać, trochę gdzieś tam chwilowo odpuścić. A jeżeli ma takich graczy doświadczonych jak Halbank, którzy pokazują charakter i w najważniejszym momencie nie zadrży im ręka - analizuje smutno Wrona.
Przyznaje, że po nim i jego kolegach było zaś widać presję związaną ze stawką tej dodatkowej partii. - Widać było, że gdzieś tam mieliśmy z tyłu głowy, że te punkty ważą dużo więcej. Ten błąd ustawienia...Nie pamiętam, kiedy ostatnio go zrobiliśmy przez moje dziewięć lat gry w Warszawie. To chociażby pokazuje, że stres był większy. Ale jak mówiłem, jestem dumny z chłopaków, bo naprawdę kawał serca dzisiaj zostawiliśmy i pokazaliśmy kawał charakteru - zaznacza doświadczony środkowy.
Wrona nie spełni wielkiego marzenia. "Potem nagle ręce zaczynają bardziej drżeć"
Po chwili głos mu zaczyna drżeć, a z oczu znów płyną łzy. - No cóż, ja już upragnionego medalu LM nie zdobędę, ale wierzę, że chłopaki zasługują na to, żeby go zdobyć. Będę trzymał kciuki. Wierzę, że ci, którzy u nas nie mają na razie takiego krążka, jeszcze doczłapią do tego FF i go zdobędą - podkreśla kapitan stołecznej drużyny.
Ponownie zaznacza też, że przypieczętowanie awansu wygraniem "złotego seta", gdy przegrało się pierwszy mecz, nie jest proste. - Musisz wygrać rewanż i potem nagle ręce zaczynają bardziej drżeć i gdzieś w głowie się pojawia ta myśl: "Kurde, to teraz też nie możemy przegrać, skoro wygraliśmy rewanż" - analizuje.
Poprzednio w hali Torwar płakał ze szczęścia - gdy rok temu Projekt zdobył brązowy medal mistrzostw Polski. A kiedy poprzednio po jego policzkach leciały łzy rozpaczy? - Dwa lata temu, po ćwierćfinale MP, który przegraliśmy z Zaksą Kędzierzyn-Koźle - wspomina Wrona.
Pytam jeszcze, czy obawia się, że jego zespołowi trudno będzie teraz wyczyścić szybko głowy po tej bolesnej porażce. Niedługo rusza rywalizacja w play off w PlusLidze. Mistrz świata 2014 wskazuje, że Projekt musi być gotowy już w sobotę, na ostatni mecz fazy zasadniczej.
- Mamy bardzo ważną rzecz do zrobienia. Chcemy się utrzymać na drugim miejscu i gramy z Suwałkami u siebie. To jest dla nas mega ważne. Walczyliśmy na trzech frontach, teraz nam zostały dwa. Myślę, że ten mecz sobotni jest kluczowy w kontekście tych play off-ów. Ciężko jest na razie jeszcze myśleć o tym meczu, ale myślę, że jutro już trzeba będzie to zrobić - dodaje przygnębiony siatkarz.