- Brak regeneracji miał duży wpływ na ten mecz - mówi po porażce w półfinale Ligi Narodów z Włoszkami przyjmująca polskich siatkarek, Natalia Mędrzyk. Wygrana po tie-breaku z Turczynkami kosztowała Polki wiele energii, a na domiar złego organizatorzy zabrali im kilka godzin przygotowań do kolejnego meczu, zamieniając kolejność półfinałów. Zawodniczki Stefano Lavariniego są jednak uczciwe: nie chcą na to zwalać winy po meczu, w którym były od rywalek wyraźnie gorsze.
Włoszki wygrały z Polkami 3:0 (25:18, 25:17, 25:12) i były od nich skuteczniejsze niemal w każdym elemencie. Polski zespół prowadził tylko dwukrotnie - na początku pierwszego i trzeciego seta, ale w końcówkach wszystkich trzech partii nawet nie zbliżył się do przeciwniczek. W efekcie nie miał szans powalczyć o awans do finału tegorocznych rozgrywek Ligi Narodów.
Niesmak po decyzji, która skrzywdziła Polki. One przyznają uczciwie: "Nie możemy na to zwalać winy"
Nieco niesmaku już przed meczem przyniosła decyzja organizatorów. Doszło do zamiany terminami obu meczów półfinałowych, przez co Polki, choć grały najpóźniej, w piątek wieczorem, zaczynały sobotnią rywalizację z Włoszkami - o 12:00 czasu polskiego. To dość absurdalne, bo Brazylijki i Japonki, które rozegrały swoje mecze ćwierćfinałowe w czwartek i miały dzień odpoczynku, grały dopiero w drugim półfinale o 15:30 czasu polskiego. O tym, że ten ruch najprawdopodobniej miał dogodzić interesowi telewizji transmitujących także mecze Ligi Narodów siatkarzy, pisaliśmy tutaj.