26-1! Co za show! Polscy siatkarze znów bezlitośni dla światowej potęgi

Agnieszka Niedziałek
Argentyńscy siatkarze będą pewnie trzymać kciuki, by nie trafić na Polaków w igrzyskach w Paryżu. Drużyna Nikoli Grbicia pokonała ich 3:0 (25:19, 25:18, 25:22) w meczu Ligi Narodów, śrubując bilans w ich oficjalnych spotkaniach pod szyldem FIVB do imponującego 26-1. Mistrzowie Europy i wicemistrzowie świata znów pokazali się z dobrej strony w pojedynku z brązowymi medalistami olimpijskimi z Tokio. Szkoda tylko, że w tle był przykry obrazek.

Argentyńczycy w piątek byli w świetnych humorach - dzień wcześniej dopięli wreszcie swego, zapewniając sobie długo wyczekiwany awans na igrzyska z rankingu olimpijskiego. Polacy, którzy bilet do Paryża wywalczyli już jesienią w turnieju kwalifikacyjnym, nie pomogli im tego uczcić na parkiecie. Ale siatkarze z Ameryki Południowej sami im to ułatwili. Najmocniej we znaki zaś z Biało-Czerwonych dał im się Wilfredo Leon, który w drugim z meczu z rzędu zagrał świetnie.

Zobacz wideo Julia Nowicka: To wyróżnienie daje mi wiele pewności siebie i sprawia dużo radości

Argentyński magik zniknął jeszcze w pierwszym secie. Przykry widok w Lublanie

To właśnie we wspomnianym olimpijskim turnieju kwalifikacyjnym poprzednio zmierzyły się te dwie ekipy. Obie uchodziły za głównych kandydatów do wywalczenia awansu i o ile Polacy zrealizowali cel, to Argentyńczycy zostali wyprzedzeni przez Kanadyjczyków i na cenną przepustkę musieli czekać aż do teraz.

Jeszcze na początku piątkowego spotkania trener Marcelo Mendez posłał do gry niektóre ze swoich gwiazd, z Luciano De Cecco na czele, ale jeszcze w pierwszym secie rewelacyjny rozgrywający odpoczywał już na ławce, a na boisku pojawiali się kolejni rezerwowi. Prowadzący na co dzień Jastrzębski Węgiel szkoleniowiec po kilku pierwszych akcjach uśmiechał się jeszcze zadowolony z gry swojego zespołu, ale potem nie miał już zbyt często do tego powodu. 

Był to drugi z rzędu taki mecz Polaków w Lublanie. W środę mieli rozegrać prestiżowy pojedynek z Włochami, mistrzami świata i wicemistrzami Europy. Zmierzyli się jednak z ich drugim garniturem i zgodnie z oczekiwaniami wygrali pewnie 3:0. Bo oni w Słowenii pojawili się już w najmocniejszym składzie. Nie inaczej było dwa dni później w pojedynku z mistrzami Ameryki Południowej, który z trybun oglądała jedynie garstka kibiców. Gdy realizatorzy transmisji stosowali szeroki plan, to uderzał widok wielkich pustek w mogącej pomieścić ponad 12 tysięcy widzów hali.

Leon - "Egzekutor". Potwierdzenie od Bednorza, wątpliwości u Kaczmarka

Polacy sobie jednak z tego nic nie robili. Kończący fazę interkontynentalną LN turniej w Lublanie Grbić wykorzystuje jako prawdopodobnie ostatni etap na testowanie zawodników przed wyborem składu na igrzyska (szkoleniowiec zostawia sobie jeszcze furtkę, by z decyzją wstrzymać się do turnieju finałowego LN w Łodzi). Znów posłał od początku do gry Wilfredo Leona, Mateusza Bieńka i Pawła Zatorskiego, którzy dopiero tym turniejem zainaugurowali występy kadrowe w tym sezonie, a wcześniej dostali dodatkowy czas, by zadbać o zdrowie.

Tak jak w meczu z Włochami błyszczał Leon. Przyjmujący świetnie radził sobie w ataku, ofiarnie rzucał się w obronie i tradycyjne nękał rywali potężnymi zagrywkami lecącymi regularnie z prędkością ok. 130 km/h.

- Egzekutor - rzucił w pewnym momencie komentujący ten mecz w Polsacie Sport Tomasz Swędrowski, gdy Leon zakończył efektownie jeden z ataków. 

Po dwóch setach trener Polaków ściągnął należącego do światowej czołówki gracza, ale nie wynikało to ze znaczącego pogorszenia gry u tego ostatniego. Po prostu dostał już kolejne wyraźne potwierdzenie, że na Leona może liczyć. Tak samo było z Bartoszem Bednorzem, który od początku tego sezonu reprezentacyjnego daje mocny sygnał, że chce jechać na igrzyska. W piątek rozegrał cały mecz i zdobył najwięcej - 11 - punktów, notując 68-procentową skuteczność ataku i dokładając dwa bloki.

Aż takiej pewności jak co do Leona i Bednorza nie ma na razie wciąż co do Łukasza Kaczmarka, który tym razem był w meczowym składzie i pojawił się w wyjściowej szóstce (w środę oglądał spotkanie z Włochami zza band reklamowych). Wciąż nie wiadomo, czy Grbić postawi na niego na pewno w kontekście składu na igrzyska. Atakujący, który był bohaterem poprzedniego sezonu, w piątek zaczął dobrze, ale z czasem jego skuteczność spadła (ostatecznie skończył 47 proc. piłek). A szkoleniowiec ma w obwodzie jeszcze na tej pozycji kapitana Bartosza Kurka i będącego od minionego sezonu klubowego w świetnej formie Bartłomieja Bołądzia.

Uśmiechy mimo porażki. Weekendowy sprawdzian Polaków

Argentyńczycy w piątek dłużej zdołali nawiązać walkę z Biało-Czerwonymi jedynie w trzeciej partii (do stanu 20:20), gdy Grbić dokonał więcej zmian. Ale i wtedy w końcówce faworyci bez problemu odskoczyli i dopięli swego. Ekipa z Ameryki Południowej jednak nie smuciła się zbytnio 26. porażką na 27 meczów z Polakami - na koniec dostała bowiem czapki symbolizujące awans na igrzyska i z uśmiechem pozowała do pamiątkowych zdjęć.

Więcej odpowiedzi dla Grbicia i trudniejszego testu dla polskich siatkarzy można się spodziewać w weekend. Do zakończenia fazy interkontynentalnej zostały im dwa mecze, które powinny przynieść znacznie więcej emocji niż te dwa dotychczasowe w Lublanie. W sobotę zmierzą się z Serbami (rodakami Grbicia, których prowadził w latach 2015-19), a na koniec w niedzielę z Kubańczykami (w ich barwach w przeszłości grał pochodzący z tego kraju Leon). Temperaturę tych meczów podwyższa mocno fakt, że obie te ekipy walczą o ostatnie wolne miejsce w obsadzie turnieju olimpijskiego w Paryżu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.