Rewelacyjna seria Polek trwa! Powtórzyły wielki wyczyn "Złotek"

Agnieszka Niedziałek
Na polskie siatkarki wciąż nie ma mocnych w tym roku Lidze Narodów! Na koniec drugiego turnieju fazy interkontynentalnej pokonały w hicie w Arlington Amerykanki 3:1 (29:27, 25:22, 20:25, 25:23), a jeszcze bardziej niż komplet zwycięstw po ośmiu spotkaniach imponuje pewna dwójka. Dodatkowo drużyna Stefano Lavariniego wygrała też 11. mecz z rzędu o stawkę, wyrównując historyczny wyczyn słynnych "Złotek".
Polska - USA w Lidze Narodów siatkarek
Volleyball World

Chłodna głowa i precyzja Natalii Mędrzyk, niezawodność w kluczowych momentach killerki Martyny Łukasik, powrót do bardzo dobrej gry po chwilowym przestoju Magdaleny Stysiak, popisowe zagrania Joanny Wołosz, szalejąca na środku Magdalena Jurczyk i sporo cierpliwości w grze. W sobotnim meczu polskie siatkarki potwierdziły kunszt i pokazały ponownie, co jest ich specjalnością w tegorocznej Lidze Narodów. Ale trzeba przyznać, że w pierwszej części meczu swoje zrobiły też Amerykanki, które - mówiąc nieco z przymrużeniem oka - potraktowały Biało-Czerwone jak dzieci, robiąc im mnóstwo prezentów 1 czerwca. Potem jednak prezenty z ich strony się skończyły i kibice dostali dawkę gry na naprawdę dobrym poziomie.

Zobacz wideo Jastrzębski Węgiel przegrywa finał Ligi Mistrzów. Jakub Popiwczak: Ogromny ból

4-14 nie takie straszne, jak mogło się wydawać. Polki znów odprawiły ekipę ze światowej czołówki

Bilans meczów pod egidą Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB) między tymi ekipami przed sobotnim spotkaniem mógł nie nastrajać optymistycznie - Polki z 18 tych pojedynków wygrały jedynie cztery. Ale humory kibiców Biało-Czerwonych były znacznie lepsze, gdy zerknęli na pojedynki z ekipą USA pod wodzą Stefano Lavariniego. Z pięciu tych meczów zawodniczki prowadzone przez włoskiego szkoleniowca wygrały bowiem trzy, w tym dwa ostatnie.

A te dwa ostatnie to nie były byle jakie pojedynki - rok temu Polki triumfowały w meczu o trzecie miejsce właśnie w turnieju finałowym LN (także w Arlington), a we wrześniu w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. Ten sobotni pojedynek nie ma aż takiego prestiżu, bo mowa o fazie interkontynentalnej LN w sezonie olimpijskim. Ale może dodać pewności siebie i zrobić swoje, jeśli zespoły te zmierzą się znów np. za kilka tygodni w finale turniejowym lub na przełomie lipca i sierpnia w igrzyskach. Ale zamiast pierwszego od roku triumfu nad Biało-Czerwonymi czwarte w światowym rankingu Amerykanki zanotowały trzecią z rzędu porażka.

Zarówno Lavarini, jak i pracujący od dawna z ekipą z USA słynny Karch Kiraly nie mieli teraz w Arlington do dyspozycji wszystkich podstawowych zawodniczek. Ale nudy przez to nie było, a zamiast tego nie brakowało zwrotów akcji i emocji. Nie brakowało też błędów i nieporozumień charakterystycznych dla tego etapu budowania formy na docelową imprezę. Spotkanie to jednak z pewnością było ozdobą tej imprezy w USA. Zwłaszcza deser w postaci ostatniego seta.

Świetnie polskie skrzydła i amerykańskie prezenty. 19:16 i feralna seria 

W trzech pierwszych partiach było jeszcze sporo falowania. Już od pierwszej Polki uciekały rywalkom (12:8, 21:19), odskakując na kilka punktów, a Amerykanki co jakiś czas tę przewagę albo zmniejszały serią punktów albo całkiem redukowały. W ofensywie po stronie Biało-Czerwonych błyszczały Stysiak, Łukasik i Mędrzyk. Zawodniczki z USA z kolei na tym etapie przede wszystkim notowały bardzo dużo prostych błędów, czym znacząco utrudniały sobie zadanie. Działo się tak zarówno wtedy, gdy szły na zagrywkę, jak i gdy atakowały i próbowały omijać blok rywalek.

Pomyłek nie wystrzegały się też Polki. Gdy po ich stronie w boisko wpadła łatwa piłka, po której ich przewaga stopniała do jednego punktu (21:20), spojrzenie złego Lavariniego wyrażało wszystko. Przykładający wielką wagę do dobrej organizacji gry Włoch bardzo nie lubi takich sytuacji. W zaciętej końcówce jego siatkarki były już górą, podobnie jak w drugiej partii, w której do show koleżanek dołączyła Wołosz wystawiająca piłkę np. jedną ręką w trudnej sytuacji. 

Wydawało się, że Polki pewnie zmierzają po następne zwycięstwo bez straty seta. Po kolejnych zdobywanych punktach w trzeciej odsłonie uśmiechały się do siebie, uśmiechali się też pewnie siedzący w nocy w domach przed telewizorami polscy kibice. Miny im wszystkim jednak rzedły w drugiej części tej partii. Najpierw pojawiło się trochę nerwów przy wideoweryfikacji, po której zapadła decyzja na korzyść ekipy z USA, a potem nastąpiła fatalna seria. Od stanu 19:16 Polki straciły bowiem aż sześć punktów z rzędu i nie potrafiły się po tym podnieść.

Lokalna publiczność, która wreszcie w większej liczbie zawitała na mecz Polek (trybuny podczas poprzednich trzech spotkań Biało-Czerwonych świeciły pustkami), coraz głośniej dawała o sobie znać i wspierała rozkręconą ekipę gospodarzy. Żadna z siatkarek Lavariniego nie była wtedy w stanie przerwać tej feralnej passy. Coraz bardziej bezlitosne na skrzydle były Jordan Thompson i weteranka Jordan Larson (w październiku wicemistrzyni olimpijska z Londynu kończy 38 lat), a na koniec ścianą nie do przejścia okazała się Haleigh Washington.

Znak firmowy Polek znów zadziałał. Cenne punkty i skopiowanie historycznego wyczynu "Złotek"

Dawkę emocji i najlepszej w tym meczu siatkówki przyniosła partia numer cztery. Bo wtedy choćby, przy stanie 7:6 dla Polek, obejrzeliśmy długą akcję, w której mierząca ponad dwa metry Stysiak dwukrotnie zadziałała w obronie, a ostatnie słowo należało do Łukasik, która sprytnie obiła ręce blokujących przeciwniczek. Reakcja ich szkoleniowca nie pozostawiała wątpliwości - Włoch aż przykucnął z radości. 

Amerykanki utrzymały poziom, na który weszły w poprzedniej odsłonie i nie odpuszczały. Wciąż niewielka przewaga przez większość czasu była po stronie Polek, ale w ich obozie zrobiło się nerwowo, gdy najpierw rywalki doprowadziły do remisu 20:20, a zaraz potem wyszły po raz pierwszy od dawna na prowadzenie. Ale wtedy przypomniała o sobie znów Łukasik, która ponownie zaprezentowała nerwy ze stali i przy remisie 23:23 zdobyła dwa ostatnie najważniejsze punkty. W tym ten decydujący po bardzo długiej akcji, po której w polskiej ekipie wybuchła wielka radość.

Nie tylko 24-letnia przyjmująca przypomniała, że świetnie czuje się, gdy dostaje ważne piłki. Ostatnio Polki takie dreszczowce w końcówkach niemal zawsze rozstrzygają na swoją korzyść i w tej edycji LN stało się to jak na razie ich znakiem firmowym.

W roli liderki od zdobywania punktów tradycyjnie sprawdziła się Stysiak, która tym razem dołożyła 27 punktów. Ale wielkie znaczenie ma również te 14 od Łukasik i 12 od Mędrzyk. Wołosz dopisała tylko jeden, który zdobyła w pierwszej akcji po asie, ale to spotkanie na pewno też może zaliczyć do udanych. Tak samo jak świetnie spisująca się od początku sezonu Aleksandra Szczygłowska, która obstawia stale pozycję libero wobec wracającej do formy po kłopotach zdrowotnych Marii Stenzel.

Polki umocniły się na pozycji liderek tabeli LN i w praktyce są już właściwie pewne udziału w turnieju finałowym. Nie tylko komplet 24 punktów robi tu wielkie wrażenie, ale także jedynie dwa stracone sety. Pierwszego oddały na początku tego tygodnia w pojedynku z Serbkami. Biało-Czerwone umocniły się też na trzecim, ich najwyższym w historii, miejscu w światowym rankingu. Wygrana z Amerykankami 3:1 dała im 6,96 pkt, a łącznie od początku sezonu wywalczyły 45,24 pkt. Do drugich Brazylijek, które mają przed sobą jeszcze w niedzielę ósmy mecz, tracą obecnie 4,17 "oczka". 

Ale to nie koniec dobrych wiadomości - Polki w sobotę zanotowały również 11. zwycięstwo z rzędu w meczu o stawkę. A dzięki temu powtórzyły wyczyn "Złotek". Te takim wyczynem popisały się w 2005 roku. W przypadku utytułowanej ekipy prowadzonej przez legendarnego Andrzeja Niemczyka na tę serię złożyły się cztery wygrane w fazie interkontynentalnej Grand Prix (rozgrywki te zostały zastąpione przez LN) oraz komplet zwycięstw w mistrzostwach Europy, w których obroniła ona tytuł.

Polska drużyna narodowa kobiet nie miała w XXI wieku lepszego osiągnięcia pod tym względem. Ekipa Lavariniego, która ostatnio przegrała 20 września (2:3 z Tajkami w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk) będzie mogła je przebić za niespełna dwa tygodnie. 12 czerwca, na początku trzeciego i ostatniego turnieju fazy interkontynentalnej LN, zmierzy się z Brazylijkami.

Agnieszka Niedziałek
Więcej o: