Jakub Kochanowski schodził do szatni, ocierając łzy, a pozostali siatkarze Asseco Resovii mieli miny, jakby brali udział w stypie. - Frustracja, żal, smutek, rozczarowanie, zły sen - tak osoby z klubu opisywały swoje uczucia po zajęciu czwartego miejsca w PlusLidze. Nikt nie pamiętał wtedy o historycznym triumfie w Pucharze CEV sprzed miesiąca. W pamięci zaś zbyt mocno pozostał wszystkim jeden z dwóch ciosów, które w 10 dni powaliły mentalnie drużynę z Rzeszowa.
Podobno pieniądze szczęścia nie dają, ale wiadomo, że duży budżet znacząco pomaga w osiąganiu wielkich sukcesów klubom sportowym. Asseco Resovia ma jeden z trzech największych w PlusLidze (niektórzy twierdzą, że nawet największy), ale tym razem nie dało jej to miejsca na podium. Najbardziej siatkarzy z Rzeszowa boli to, że tylko cztery punkty dzieliły ich od finału. To niepowodzenie dla wielu obserwatorów miało twarz Toreya DeFalco, ale w drugim meczu o brąz z Projektem Warszawa i tak dziwili się, gdy Amerykanin zniknął na dobre z boiska. Prezes Piotr Maciąg ocenia, że liderzy nie sprostali presji, a trener Giampaolo Medei opowiada o pewnej tajemniczej decyzji ze stycznia i tłumaczy zaskakujący ruch z ostatniego spotkania sezonu.