Jest decyzja Lavariniego ws. kadry polskich siatkarek. Na 108 dni przed igrzyskami

Jakub Balcerski
DLOKA
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Stefano Lavarini podał szeroką kadrę polskich siatkarek na rozgrywki Ligi Narodów, a zarazem cały sezon olimpijski. Na liście 30 zawodniczek są wszystkie najważniejsze nazwiska z drużyny, która awansowała na igrzyska po 16 latach przerwy - z Joanną Wołosz i Magdaleną Stysiak na czele. Nie brakuje także kilku powrotów do reprezentacji i nieoczywistych wyborów włoskiego trenera.

Lavarini podał szeroką kadrę Polek dokładnie na 108 dni przed pierwszym dniem rywalizacji na igrzyskach w Paryżu. Do 200 dni od wywalczenia awansu na turniej po kwalifikacjach olimpijskich w Łodzi we wrześniu zeszłego roku, zabrakło jednego dnia. Nie ma w tym jednak żadnej symboliki tak samo, jak nie trzeba doszukiwać się wielkiej filozofii w jego wyborach.

Lista 30 nazwisk to niemal cała baza zawodniczek, do której dostęp ma w tym momencie Włoch w Polsce - takich, które mają przeszłość w kadrze, albo grają w tym momencie na takim poziomie, żeby w ogóle zacząć myśleć o tym, by być w jego reprezentacji. Niemal, bo kilka nazwisk mógłby do tej listy jeszcze dopisać, ale raczej na siłę. Trudno odnieść wrażenie, że brakuje na niej jakiejś siatkarki, która mogłaby odegrać ważną rolę w sezonie olimpijskim.

Zobacz wideo Grupa Azoty Chemik Police w finale TAURON Ligi. Marlena Kowalewska: Jestem dumna z tego zespołu

Lavarini zdecydował, ale dopiero rozpocznie selekcję. Oto baza polskich siatkarek na sezon olimpijski

Spośród 30 zawodniczek Lavarini później wskaże siatkarki, które przyjadą na pierwsze zgrupowanie kadry. Skład ogłoszony w środę przez Polski Związek Piłki Siatkowej zostanie zgłoszony do Międzynarodowej Federacji Siatkówki 16 kwietnia, a dla Włocha stanowi bazę, z której powinien korzystać przez kolejne miesiące. Tradycyjnie zostawia sobie pole do zmian, ale to na tyle duża grupa, że te nie powinny być konieczne. Raczej będzie tak, że zamiast dobierania kolejnych siatkarek, kilka z tych już wskazanych przez trenera nie zostanie wykorzystane w żaden sposób. Te zawodniczki nie pojawią się nawet na jednym treningu, jak było już w przypadku obu poprzednich sezonów za Lavariniego.

Szeroki skład reprezentacji Polski na siatkarską Ligę Narodów FIVB 2024:

  • atakujące: Monika Gałkowska, Aleksandra Rasińska, Malwina Smarzek, Magdalena Stysiak
  • rozgrywające: Julia Bińczycka, Marlena Kowalewska, Julia Nowicka, Katarzyna Wenerska, Joanna Wołosz
  • środkowe: Klaudia Alagierska-Szczepaniak, Weronika Centka, Aleksandra Gryka, Magdalena Jurczyk, Agnieszka Korneluk, Joanna Pacak, Dominika Pierzchała, Kamila Witkowska
  • przyjmujące: Martyna Czyrniańska, Paulina Damaske, Aleksandra Dudek, Monika Fedusio, Zuzanna Górecka, Martyna Łukasik, Natalia Mędrzyk, Julita Piasecka, Olivia Różański
  • libero: Justyna Łysiak, Paulina Maj-Erwardt, Maria Stenzel, Aleksandra Szczygłowska

Jest tu trzon zespołu - wszystkie 14 zawodniczek, które wywalczyły awans na igrzyska - uzupełniony przez te, które wracają do reprezentacji po kontuzjach, czy dłuższej przerwie, a także te wybrane przez Lavariniego i jego sztab z najlepszych zespołów Tauron Ligi. Są zatem pewniaczki, parę zawodniczek, które nie będą rozpatrywane pod kątem gry, ale też kilka nazwisk, przy których na razie powinniśmy wpisać znak zapytania. I uznać je za ciekawy, może nawet zaskakujący wybór. Takich, które pewnie powalczą o pozostanie w składzie na dłużej - przynajmniej na mecze fazy zasadniczej Ligi Narodów, gdzie na każdy z trzech turniejów Lavarini weźmie 14 zawodniczek. Do Paryża może zabrać już tylko 13.

Stysiak, Gałkowska, Wołosz, Wenerska, Jurczyk, Korneluk, Pacak, Witkowska, Czyrniańska, Fedusio, Łukasik, Różański, Stenzel i Szczygłowska - te 14 zawodniczek zapewniło Polkom awans na igrzyska, więc można je uważać za faworytki do wyjazdu na igrzyska. Gdzie można doszukiwać się możliwości zmian? Zapewne w przypadku drugiej atakującej, a także drugiej libero i jednej przyjmującej. O wiele mniejsze znaki zapytania można postawić w przypadku środkowych, czy drugiej rozgrywającej.

Są powroty i kilka znaków zapytania. To na nie może postawić Lavarini. Gra o pięć miejsc na Ligę Narodów

W ataku bez żadnych wątpliwości liderką pozostaje Magdalena Stysiak, która rozgrywa solidny sezon z Fenerbahce Stambuł prowadzonym przez Lavariniego - zdobyła z nim Puchar Turcji, walczy o mistrzostwo kraju w finale ligowych rozgrywek i doszła do półfinału Ligi Mistrzyń. Za nią o pozycję drugiej atakującej powalczą Monika Gałkowska i Malwina Smarzek. Gałkowska była w składzie, który wygrywał kluczowe mecze w trakcie kwalifikacji olimpijskich i potrafiła dać w nich naprawdę dobrą zmianę. W klubie, Moyi Radomce, prezentowała niezły poziom, więc ma spore szanse, żeby ponownie być zmienniczką Stysiak.

Temat Smarzek w kadrze w zeszłym sezonie skończył się za to przed mistrzostwami Europy - nie wystąpiła na żadnej z wielkich imprez. Najpierw "nie była gotowa" na powrót do gry w reprezentacji w Lidze Narodów, a potem doznała lekkiego urazu przed ME i nie pojechała do Belgii, a na kwalifikacje olimpijskie w Łodzi też do składu nie wróciła. Teraz ma swoje szanse - była najlepiej punktującą zawodniczką VBC Casalmaggiore we włoskiej Serie A, jej zespół zakończył rozgrywki na dziewiątym miejscu, tuż za pozycjami dającymi grę w play-off. W jej przypadku wiele zależy jednak od tego, co pokaże na treningach i w grze z zespołem. Możliwość sprawdzenia się w kadrze od Lavariniego na pewno dostanie. O to może być trudno w przypadku Aleksandry Rasińskiej, która po niezłym sezonie w barwach Energi MKS Kalisz pozostaje jednak raczej uzupełnieniem tej pozycji na potrzeby treningów lub sytuacji awaryjnych.

Rywalizacja wśród przyjmujących powinna być ciekawa. Martyna Łukasik, Olivia Różański, Monika Fedusio i Martyna Czyrniańska w zeszłym sezonie grały najwięcej, ale pozycja tej ostatniej nie wygląda na zbyt pewną. Przed tym sezonem przeniosła się do Eczacibasi Stambuł, ale w nim nie była pierwszoplanową postacią i grała mało. Ma spory potencjał i Lavarini już nie raz pokazywał, że jej ufa, ale w takiej sytuacji trener na pewno sprawdzi możliwości ewentualnego zastąpienia zawodniczki grającej w Turcji. W jej przypadku ważne jest także zdrowie i kwestia częstego wracania do tematu urazu mięśni brzucha.

Kto mógłby rywalizować z nią o miejsce w składzie? Do kadry po kontuzji kolana wraca Zuzanna Górecka, ale przyjmująca ŁKS Commercecon dopiero ją wyleczyła i minie jeszcze trochę czasu, zanim nabierze pełnej pewności siebie w grze. Po raz pierwszy w kadrze Lavariniego znalazła się Natalia Mędrzyk, która w zeszłym sezonie wróciła do gry po urlopie macierzyńskim. Ale tu pojawia się pytanie o to, ile zawodniczka Chemika Police mogłaby dać kadrze. Podobne można zadać w przypadku Aleksandry Dudek i Julity Piaseckiej z ŁKS Commercon i Pauliny Damaske z BKS Bielsko Biała. Wydaje się, że największe szanse na zyskanie zaufania Lavariniego ma ta ostatnia - z drużyną z Bielska zdobyła Puchar Polski, a sama, choć w ostatnich dwóch sezonach była tylko częścią szerokiej kadry Polek, nawet nie przyjeżdżając na zgrupowania, prezentuje coraz lepszą formę i dobrze byłoby dać jej zaprezentować swoje możliwości. Trudno ocenić, jak Włoch podejdzie do sytuacji wracających Góreckiej i Mędrzyk - tę pierwszą pewnie będzie chciał sprawdzić, w przypadku drugiej to się dopiero okaże.

Sporym znakiem zapytania będzie obsadzenie pozycji libero - poza pewną gry Marią Stenzel. Za nią Lavarini zazwyczaj widział Aleksandrę Szczygłowską, którą czasem wprowadzał też jako przyjmującą. Teraz na pewno musi się też przyjrzeć Justynie Łysiak. Już ją powoływał, ale nie dostawała większych szans, a w tym sezonie grała bardzo dobrze w barwach Budowlanych Łódź. Wydaje się, że jej pozycja jest wyraźniejsza niż wcześniej i tu Lavarini może postawić sobie znak zapytania. Paulina Maj-
Erwardt, która po tym sezonie skończy karierę, wygląda na opcję awaryjną.

W przypadku rozgrywających i środkowych wszystko wygląda dość klarownie. Wśród tych pierwszych najważniejszą pozostaje Joanna Wołosz, która na kadrę przyjedzie po kolejnym świetnym sezonie z Imoco Volley Conegliano, który może zwieńczyć wygraniem kolejnej w karierze Ligi Mistrzyń. Jej zmienniczką, czasem występującą też w roli pierwszej rozgrywającej, w zeszłym roku była Katarzyna Wenerska i tu raczej trudno się spodziewać wielkich zmian. Wenerska, grając znakomicie zwłaszcza na początku sezonu, udowodniła, że na zaufanie Lavariniego po prostu zasługuje. Choć Julia Nowicka i wracająca do kadry Marlena Kowalewska mają za sobą udany sezon ligowy i nie narzekalibyśmy, gdyby zaskoczyły nas formą, pewnie zdają sobie sprawę, że ich sytuacja nie jest łatwa. Julia Bińczycka to dość zaskakujący wybór Lavariniego z klubu jego asystenta Nicoli Vettoriego, UNI Opole, ale stanowi raczej tylko dopełnienie składu kadry. Nie ma wielkich szans na dużo czasu na boisku - jeśli w ogóle uczestniczenie w treningach.

Natomiast polskie środkowe można podzielić na trzy grupy: czwórkę tych, na które Lavarini stawia i pewnie będzie stawiał - Magdalenę Jurczyk, Agnieszkę Korneluk, Joannę Pacak i Kamilę Witkowską, następnie dwie, które w zeszłym roku u niego grały i nadal mają na to szanse, czyli Dominika Pierzchała i Aleksandra Gryka, a na koniec te, których szanse na grę są o wiele mniejsze: Klaudia Alagierska-Szczepaniak i Weronika Centka. 

Wyjechała, żeby mieć szansę na powołanie, ale go nie dostała. Lavarini nie postawił też na tą, której dawał szanse na wielkich imprezach

Czy kogoś wśród powołanych przez Lavariniego brakuje? W stosunku do szerokiej kadry z 2023 roku teraz nie ma w niej sześciu zawodniczek, które wówczas Włoch zawarł na swojej liście: środkowej Anny Obiały, atakującej Julii Szczurowskiej, rozgrywającej Alicji Grabki, przyjmujących Karoliny Drużkowskiej i Weroniki Szlagowskiej oraz libero Izabeli Lemańczyk. Grabka jest kontuzjowana, więc Lavarini nie mógł brać jej pod uwagę, a wśród pozostałych zawodniczek ich forma lub sytuacja nie sprawiła, żeby Włoch zdecydował się wziąć je pod uwagę tym razem. Najwięcej spośród tych nazwisk w jego kadrze grały Obiała i Szlagowska. Ta pierwsza miała dobry sezon 2022, ale już rok później nie była ważną postacią polskiej kadry. Za to Szlagowska w zeszłym sezonie dostawała szanse na mistrzostwach Europy, rok wcześniej grała na mistrzostwach świata, więc Lavarini obdarzył ją zaufaniem. Teraz, choć jej PGE Rysice Rzeszów zagrają o złoto mistrzostw Polski, zabraknie jej w reprezentacji. Zarówno rok temu, jak i obecnie Szlagowska nie była jednak w swojej najlepszej formie, choć to wiąże się także z rolą w drużynie Stephane'a Antigi - ta czasem nie była pierwszoplanowa.

Z tych odstawionych na bok nazwisk najciekawiej wygląda chyba jednak sprawa Julii Szczurowskiej. Atakująca po skończeniu sezonu Tauron Ligi poza fazą play-off z KGHM #Volleyem Wrocław, przeniosła się do Francji i została zawodniczką Beziers Angels po rozwiązaniu kontraktu z wrocławskim klubem za porozumieniem stron. Zrobiła to, żeby nie wypaść z rytmu gry właśnie pod kątem możliwości powołania do reprezentacji Polski. - Otrzymała propozycję z zagranicznego klubu, w którym mogłaby dokończyć sezon i powalczyć o wysokie cele. Mając na uwadze sezon reprezentacyjny, wyraziłem zgodę na ten transfer - mówił prezes Jacek Grabowski.

Najwyraźniej Lavarini nie zdecydował, że Szczurowska może realnie wzmocnić reprezentację i powalczyć o miejsce w składzie, który będzie trenował w Szczyrku. W lidze była jedną z najlepszych atakujących, a pod względem liczby zdobytych punktów i ich średniej na set najlepszą spośród polskich zawodniczek na tej pozycji. Problem stanowi jednak jej niska efektywność, o wiele niższa niż choćby ta powołanej Gałkowskiej. 22-latka ma też opinię siatkarki o trudnym charakterze, a w sezonie olimpijskim Lavariniemu raczej nie chodzi o wprowadzanie do kadry nowych twarzy i przyzwyczajaniu ich do niej. Chce postawić na sprawdzone rozwiązania i to jasne, że faworytkami do gry w ataku za kluczową dla reprezentacji Stysiak będą wspomniane Gałkowska i Smarzek.

Szczurowska mogła oczekiwać powołania, które najlepiej chyba nazwać "doceniającym" - gdy trener pokazuje, że widzi zawodniczkę, ale nie daje jej większej roli w kadrze. Lavarini wcześniej powoływał ją już do szerokiej kadry, ale nie otrzymała szansy przyjazdu na zgrupowanie: była tylko jedną z opcji awaryjnych, gdyby brakowało zawodniczek do treningów. - Przeliczyłam zawodniczki, które tam pojechały i pomyślałam: Nie będzie tam chyba tłumu. Raczej bym tam nikomu nie przeszkadzała. Chwyciłam za telefon i zapytałam, co mam poprawić, żeby następnym razem znaleźć się wśród kadrowiczek, które trenowały w Szczyrku. (...) Ta rozmowa i jej generalny wydźwięk jest taki, że muszę po prostu zagrać jeszcze lepszy sezon klubowy. Pracuj mocno, a zobaczymy, co będzie dalej. Tak to odebrałam - mówiła Szczurowska w rozmowie z Maciejem Piaseckim dla "Wprost" rok temu. Teraz znów szansy nie dostała, ale bez wątpienia ma potencjał, żeby w końcu trafić do kadry, kiedyś być może nawet w większej roli. Za rok będą na to większe szanse - czas po igrzyskach to o wiele lepszy moment na nowe rozdanie i wdrażanie nowych siatkarek, choć sytuacja i pozycja wielu z nich do tego czasu może się oczywiście zmienić.

Na polskich siatkarkach nie ma presji osiągnięcia wyniku. Ale może im się wyostrzyć apetyt

Swoim wyborem przed sezonem olimpijskim Lavarini potwierdził, że trzyma się swojej wizji budowania kadry i wybrał głównie zawodniczki, na które już - w mniejszym lub większym stopniu - stawiał w przeszłości. Od przyjścia do Polski zrezygnował z niewielu takich zawodniczek, zawsze kilku daje szanse, ale też doskonale wie, że na nieco ponad trzy miesiące przed wylotem na igrzyska, nie ma miejsca na sentymenty i eksperymenty. Potrzeba mu zgranego zespołu i zawodniczek nie tylko znających swoją wartość, ale także dobrze odnajdujących się w drużynie i rozumiejących swoją rolę. Nawet jeśli ta czasem jest ograniczana.

Oczekiwania przed najciekawszym sezonem kadry od lat? Chciałoby się powiedzieć: komfortowy ich brak. Bo przecież awansowały już na igrzyska, co długo w ostatnim czasie wydawało się być niemal niemożliwe. Odniosły sukces i teraz jadą wykorzystać w Paryżu szansę, którą same sobie dały. Nie chodzi o to, by zadowolić się samą obecnością na olimpijskim turnieju, tylko wykorzystać brak presji osiągnięcia konkretnego wyniku. Ta może się pojawić, jeśli Polki będą grały na jeszcze wyższym poziomie niż rok temu. Wtedy będzie jednak naturalna, a i samym zawodniczkom wyostrzy się apetyt. Pewnie już mają marzenia, ale trudno byłoby im powiedzieć, że każdy wymaga od nich wyjścia z grupy, czy medalu. Na razie cel jest jasny: lecą do Paryża zagrać we własnym, efektownym stylu i nawiązać walkę z najlepszymi. Już nie raz udowadniały, że odkąd do kadry trafił Lavarini, potrafią to robić.

Pierwszym sprawdzianem dla kadry będą sparingi z Holenderkami w Bielsku-Białej w dniach 9-10 maja. Potem Polki polecą na trzy turnieje fazy zasadniczej Ligi Narodów - do Antalyi (14-19 maja, mecze z Włoszkami, Francuzkami, Holenderkami i Japonkami), Arlington (28 maja - 2 czerwca, mecze z Serbkami, Koreankami, Niemkami i Amerykankami) i Hong Kongu (11-16 czerwca, mecze z Brazylijkami, Dominikankami, Tajkami i Chinkami). Finały rozgrywek odbędą się w dniach 20-23 czerwca w Bangkoku. Kolejnych planów na przygotowania Polek do igrzysk jeszcze nie znamy. Turniej olimpijski potrwa od 27 lipca do 11 sierpnia.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...