Wielki sukces legendy reprezentacji Polski! Historyczny triumf

Agnieszka Niedziałek
Czy gdyby nie bolesny gong sprzed miesiąca, którym było odpadnięcie z Pucharu CEV w dramatycznych okolicznościach, to siatkarze Aluronu CMC Warty odnieśliby teraz historyczny triumf w Pucharze Polski? Tego w klubie z Zawiercia nie wie nikt, ale wszyscy mają pewność, że na pewno on pomógł. Za przełomowy moment uznał go m.in. Michał Winiarski. Dla trenera, a wcześniej legendy kadry, ten sukces ma wyjątkowe znaczenie.

Bartosz Kwolek mówi, że nie ma nic przeciwko, by być człowiekiem od czarnej roboty, gdy na co dzień błyszczą jego koledzy z Aluronu. Ale też deklaruje, że gdy przychodzą trudne momenty i ważne mecze, jest w gotowości. Teraz też wydatnie pomógł drużynie w zdobyciu po raz pierwszy w historii Pucharu Polski. Mistrz świata z 2018 roku i wicemistrz sprzed dwóch lat rozegrał w weekend dwa bardzo dobre spotkania, które obserwował na żywo trener reprezentacji Polski Nikola Grbić. Do rozmowy szkoleniowca z przyjmującym, który stracił w ubiegłym roku miejsce w kadrze, przy tej okazji nie doszło, choć dzieliło ich tylko kilka metrów.

Zobacz wideo Michał Winiarski o Pucharze Polski: Jesteśmy zespołem niebezpiecznym na zagrywce

Od gonga do pucharu. "Organizm jest wyeksploatowany"

Jeden z najboleśniejszych momentów w historii Aluronu nastąpił 8 lutego. To wtedy grali u siebie rewanżowy pojedynek z Asseco Resovią w ćwierćfinale Pucharu CEV. Naskoczyli na rywala i nie dali mu dojść do głosu. Efekt - wygrana 3:0. Ale ponieważ tydzień wcześniej przegrali 0:3, to półfinalistę wyłonił tzw. złoty set. W nim nastąpił kolejny zwrot akcji - rzeszowianie, którzy wcześniej byli tylko tłem dla gospodarzy, wygrali 15:11. Z jednej strony zostało to w pamięci jako bolesne wspomnienie, z drugiej - pomogło w zdobyciu PP.

- Bardzo się cieszę, bo zdarzył nam się wtedy jeden słabszy mecz w Rzeszowie i potem boleśnie odpadliśmy w złotym secie. To był taki przełomowy moment, który pozwolił nam się przygotować do tego turnieju w Krakowie bardzo dobrze. Zamieniliśmy tego gonga na coś pozytywnego - podsumował trener zawiercian Michał Winiarski tuż po finale PP.

Zgadza się z nim w pełni Kwolek, który przyznaje, że nikt w klubie nie narzekałby na awans do czołowej czwórki w europejskich pucharach, ale jego brak pomógł w uniknięciu logistycznego koszmaru.

- Gdybyśmy byli teraz na miejscu Resovii, to wrócilibyśmy w piątek z Turcji (w czwartek ekipa z Rzeszowa grała tam rewanżowe spotkanie półfinałowe Pucharu CEV - red.) i od razu trzeba byłoby jechać do Krakowa. Wyciągnęliśmy jak najwięcej z naszej sytuacji. Mogliśmy się przygotować do turnieju finałowego PP - wskazuje.

Zawiercianie rozegrali dwa równe i stojące na wysokim poziomie mecze w ten weekend. W półfinale PP pokonali Projekt Warszawa 3:0, a w niedzielę 3:1 Jastrzębski Węgiel. Zespołowi, który nigdy wcześniej nie wystąpił w finale tych rozgrywek, towarzyszyły duże emocje, ale potrafili je okiełznać.

- Powiedziałem chłopakom, by potraktowali je jako przyjaciela, który pozwoli im wznieść się na wyżyny. Dziś to zrobili - opisuje Winiarski.

Dla niego samego to także niezwykły moment. Aluron w 2022 roku wywalczył brązowy medal mistrzostw Polski, a mistrz świata z 2014 roku i wicemistrz z 2006 roku dołączył do niego dopiero od kolejnego sezonu. Wywalczony właśnie PP to jego pierwsze trofeum w karierze trenerskiej. A ostatnie pół roku miał wyjątkowo udane - we wrześniu niespodziewanie wywalczył z reprezentacją Niemiec przepustkę na igrzyska w Paryżu. 40-latek nie kryje, że praca na dwóch frontach jest ogromnym wyzwaniem, ale właśnie dostał za to nagrodę.

- To prawda, organizm jest wyeksploatowany. System rozgrywek nie pomaga, by złapać gdzieś oddech. Teraz jako klub jesteśmy w dobrej sytuacji. Oczywiście, chcieliśmy grać w europejskich pucharach jak najdłużej, ale bez tego możemy teraz krótko poświętować, a potem skupimy się na lidze, bo uważam, że faza play-off będzie bardzo niesprawiedliwa - zaznacza krytycznie legenda kadry.

Ofensywna bestia i bufor bezpieczeństwa. Mistrz świata był kilka metrów od Grbicia - "aż", a nie "tylko"

Kwolek na pytanie, czy Aluron w ten weekend pokazał maksimum swoich możliwości, odpowiada, że nie ma pojęcia.

- Ta drużyna jest tak skonstruowana, że nie wiem, gdzie jest jej limit. Mamy na środku "Bienia", który jest ofensywną bestią, dwóch przyjmujących i dobrego libero, dzięki czemu niezłe przyjęcie. I nawet jak Karol Butryn się na chwilę zablokował, to ktoś inny pomógł i Karol potem wrócił - analizuje.

On sam w finale był najlepiej punktującym graczem w stawce. Zdobył 16 punktów i skończył spotkanie z 56-procentową skutecznością w ataku (15 z 27 prób), 61 procentami pozytywnego przyjęcia i asem. To dla niego pewne przełamanie, bo w ostatnich miesiącach wypadał słabiej w ofensywie.

- Ja się po prostu przygotowywałem na ten turniej (uśmiech). A tak na poważnie, to każdy ma moment słabości w sezonie. Nie da rady przede wszystkim fizycznie wytrzymać na takim poziomie, by cały czas atakować wysoko, mocno i by wszystko wchodziło. Są wzloty i upadki. Cieszę się, że ten wzlot udał się dzisiaj. Tak celowaliśmy. Teraz mogę znowu zjechać na 20 procent w ataku. Nie przeszkadza mi to w ogóle. Bylebym miał następne kilka szczytów w fazie play-off - wskazuje.

Winiarski określił, że Kwolek był teraz takim buforem bezpieczeństwa dla rozgrywającego. 26-latek przyznaje, że lubi brać na siebie odpowiedzialność w trudnych i ważnych momentach.

- Ja się naprawdę mocno przygotowuję się pod te ważne mecze i buduję tę pewność siebie u Miguela, by nie bał się mi grać w tych ważnych momentach. Mogę zagrać na 20 proc. w ataku w meczu z Radomiem czy innym zespołem z tej części tabeli, ale jak przychodzi ciężki moment dla drużyny, to staram się zawsze pomóc. Jestem taką szarą eminencją. Nie muszę być w każdym meczu na topie. Niech chłopaki sobie grają, ale jak przychodzi prawdziwe granie, to przeważnie jestem - ocenia.

Aluron od kilku lat zaliczany jest do ścisłej czołówki w kraju, ale na podium w PlusLidze był dotychczas tylko raz. Teraz wysłał mocny sygnał, że będzie chciał się poważnie włączyć do walki o mistrzostwo.

- Do play off-ów jeszcze bardzo długa droga. Stąpamy twardo po ziemi i nie trzymamy głowy w chmurach - zapewnia Kwolek.

Jak na razie nie był on nigdy pierwszoplanową postacią w kadrze, ale był w turniejowym składzie mistrzów świata 2018, a pod okiem Grbicia był w kadrze w sezonie 2022 i zdobył wtedy z drużyną narodową wicemistrzostwo globu. W poprzednim sezonie jednak Serb nie zdecydował się dać mu szansy. Powoli zbliża się czas ogłoszenia listy powołań na Ligę Narodów, pierwszy ważny etap olimpijskiego sezonu. Kwolek stwierdził, że ze szkoleniowcem na razie nie rozmawiał.

- Nie myślę o tym - rzucił dziennikarzom. Gdy jeden z nich zauważył, że teraz ma okazję, bo rozmawiający z różnymi graczami Serb stał zaledwie kilka metrów dalej, to przyjmujący stwierdził, że wraca teraz na boisko do rodziny i po chwili zgodnie z zapowiedzią udał się do niej w przeciwnym kierunku.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.